W skrócie
- World of Tanks: HEAT stawia na dynamiczną akcję i uproszczone sterowanie, łącząc cechy hero shooterów z walkami czołgów.
- Rozgrywkę spowalniają systemy monetyzacji, takie jak mikropłatności i przepustki bojowe oraz wymuszony grind do odblokowania zawartości.
- Gra jest skierowana do osób lubiących szybkie starcia drużynowe i nieprzeszkadzających im wolny postęp, natomiast nie zadowoli fanów realistycznych symulatorów ani przeciwników mikropłatności.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Czołgi w nowych rolach
- Mapy z niewykorzystanym potencjałem
- Ściana sztucznego grindu
- World of Tanks: HEAT - werdykt
- World of Tanks: HEAT - dla kogo jest ta gra?
- World of Tanks: HEAT - dla kogo nie jest ta gra?
World of Tanks: HEAT całkowicie odrzuca powolne, taktyczne podejście znane z głównej odsłony serii na rzecz błyskawicznej akcji. To - podobnie jak poprzednie produkcja Wargaming - darmowa gra (a dokładnie free-to-play), którą możemy pobrać w wersjach na PC, PlayStation 5 oraz Xboksy Series X/S. W chwilę po zainstalowaniu zostajemy wplątani w wir bitew w formacie dziesięciu na dziesięciu. Zapomnijcie o żmudnym pozycjonowaniu i precyzyjnym obliczaniu kąta pancerza w krzakach. Wchodzimy na serwer, wybieramy maszynę przypisaną do konkretnej klasy i natychmiast ruszamy do walki w trybach wyciągniętych prosto z klasycznych strzelanek.
Czołgi w nowych rolach
World of Tanks: HEAT całkowicie zmienia podejście do pojazdów. Zamiast bezimiennych maszyn dostajemy do dyspozycji ośmiu konkretnych bohaterów, z których każdy dysponuje własnym czołgiem. Podział ról mocno przypomina Overwatcha. Na polu bitwy spotykają się jednostki nastawione na zadawanie ogromnych obrażeń, klasyczne (nomen omen) "tanki" skupiające na sobie uwagę wroga oraz snajperzy, którzy rażą cele z bezpiecznej odległości (tak, w grze o czołgach też można kampić). Każda rola ma jasny cel i wymusza ścisłą współpracę z drużyną.
Twórcy celowo uprościli sterowanie, żeby przyciągnąć osoby odbijające się wcześniej od bardziej symulacyjnego oryginału. Czołgi prowadzi się lekko, niemniej podczas wymiany ognia nadal czuć ich potężną masę. Każdy pojazd wyposażono w unikalne zdolności wspierające przetrwanie lub siłę ognia, a także w potężny atak ostateczny. Odpalenie zdolności w odpowiednim momencie potrafi odwrócić losy starcia. Trzeba tylko uważać na długie animacje, bo wystawiają maszynę na łatwy ostrzał.

Zwykłe strzelanie również wymaga pomyślunku. Trafienie wroga to nic trudnego przy tak gigantycznych celach, dlatego trzeba szukać słabych punktów w pancerzu. Rzadko kiedy udaje się zniszczyć przeciwnika zaledwie dwoma strzałami. Gracz musi stale kontrolować swoją pozycję, osłaniać flanki i wiedzieć, kiedy wycofać się do bazy na naprawę. Brakuje tylko odrobiny realizmu w fizyce pocisków - zręcznościowy charakter potyczek zepchnął zaawansowaną balistykę na dalszy plan.
Mapy z niewykorzystanym potencjałem
World of Tanks: HEAT projektami lokacji mocno przypomina areny z… Call of Duty. Mapy podzielono na wyraźne ścieżki, pełno na nich naturalnych osłon, wzniesień i wąskich gardeł ułatwiających obronę. Sprawdzają się świetnie w dynamicznych trybach takich jak Podbój, Potwierdzenie zniszczenia czy Węzeł uzbrojenia. Brakuje w nich jednak zaawansowanego systemu zniszczeń otoczenia. Gdybyśmy mogli równać z ziemią całe budynki i swobodnie modyfikować ukształtowanie terenu, starcia zyskałyby zupełnie nowy wymiar taktyczny - a tak musimy zadowolić się statycznymi przeszkodami.

Technicznie World of Tanks: HEAT trzyma solidny poziom. Gra działa na konsolach (testowaliśmy na PlayStation 5 Pro) w płynnych 60 klatkach na sekundę, a modele pojazdów i efekty pogodowe wyglądają znacznie lepiej niż w poprzednich projektach Wargaming.
Ściana sztucznego grindu
Nowy kierunek sprawdza się zaskakująco dobrze, dopóki nie zderzymy się ze ścianą sztucznego grindu. Prawdziwe problemy World of Tanks: HEAT zaczynają się poza polem bitwy. Gra opiera się na modelu free-to-play, który potrafi zniechęcić do zabawy już po kilku sesjach. Zaledwie połowa z ośmiu dostępnych bohaterów jest odblokowana na starcie. Resztę trzeba zdobyć przez żmudne zbieranie wirtualnej waluty albo - rzecz jasna - sięgnięcie po kartę kredytową. Do tego dochodzą płatne przepustki bojowe, trzy różne rodzaje wirtualnych pieniędzy i zablokowane akcesoria dla czołgów. Taki natłok systemów monetyzacyjnych po prostu szybko męczy.

Po kilkunastu godzinach wciągającej zabawy progresja zwalnia do zera. Odblokowanie kolejnych ulepszeń czy nowych maszyn wymaga powtarzania tych samych misji w nieskończoność. Początkowy entuzjazm opada, a chęć do kolejnych logowań drastycznie spada. Zamiast nagradzać za umiejętności, system wymusza codzienne odhaczanie wirtualnych obowiązków niczym w darmowej grze mobilnej. Znakomity rdzeń rozgrywki przegrywa ostatecznie z agresywną monetyzacją.
World of Tanks: HEAT - werdykt
World of Tanks: HEAT to dziwny, ale ciekawy eksperyment. Twórcy z powodzeniem połączyli ciężar walk pancernych z dynamiką hero shooterów. Rozgrywka wciąga błyskawicznie, sterowanie jest przystępne, a różnorodność ról wymusza mądrą współpracę. Świetne wrażenia z walki psuje jednak zachłanny model monetyzacji. Jeśli macie ochotę na kilka szybkich, niezobowiązujących rund wieczorem, będziecie bawić się doskonale. Na dłuższą metę gra wymaga jednak stalowych nerwów do nierównej walki z mikropłatnościami.

World of Tanks: HEAT - dla kogo jest ta gra?
Dla fanów szybkich i zręcznościowych strzelanek drużynowych, którzy szukają darmowej odskoczni od Overwatcha i nie przeszkadza im powolne odblokowywanie nowej zawartości.
World of Tanks: HEAT - dla kogo nie jest ta gra?
Dla weteranów symulatorów pancernych oczekujących realizmu oraz graczy uczulonych na agresywne systemy walutowe i płatne przepustki bojowe.
- szybka i satysfakcjonująca walka
- czytelny podział ról
- przystępne sterowanie maszynami
- świetna optymalizacja
- agresywny model monetyzacji
- żmudne odblokowywanie bohaterów











