W skrócie
- Obietnica 80 bossów okazała się nietrafiona, gdyż większość starć jest powtarzalna, mało zróżnicowana i nie oferuje unikalnych mechanik, które uzasadniałyby taką liczbę.
- Półotwarty świat gry cechuje się powtarzalną architekturą i mało interesującymi nagrodami za eksplorację, co sprawia, że zwiedzanie kolejnych lokacji szybko staje się monotonne.
- Mimo ciekawego systemu rozwoju postaci opartego na reliktach i różnorodnych specjalizacjach broni, całość psują problemy z pracą kamery oraz niedopracowany stan techniczny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Historia schodzi na dalszy plan
- Duży świat szybko się powtarza
- 80 bossów? To za dużo!
- Warto się rozwijać
- Kamero, daj grać
- The Relic: First Guardian - werdykt
- The Relic: First Guardian - dla kogo jest ta gra?
- The Relic: First Guardian - dla kogo nie jest ta gra?
Project Cloud Games zaplanowało grę większą, niż pozwalały na to możliwości niewielkiego zespołu. The Relic: First Guardian łączy półotwarty świat, koreańską mitologię, rozbudowane wyposażenie, pięć specjalizacji broni i nawet 80 walk z bossami. Na liście wszystko wygląda imponująco. W praktyce zawartości jest dużo, ale spora część powtarza te same pomysły i nie została odpowiednio dopracowana.
Historia schodzi na dalszy plan
Strażnik budzi się w jaskini, dostaje broń i niemal od razu rusza ratować krainę Arsilthus. Elisa pełni rolę przewodniczki, lecz gra poświęca niewiele czasu na zbudowanie relacji między postaciami i wyjaśnienie, dlaczego los tego świata powinien nas obchodzić.
Ślady przeszłości, krótkie wspomnienia i opowieści mieszkańców próbują uzupełnić główny wątek. Poszczególne historie mają ciekawe pomysły, ale rzadko łączą się w większą całość. Koreańskie inspiracje wyróżniają miejsca, przeciwników i wyposażenie, jednak sama fabuła szybko staje się tylko pretekstem do odwiedzania kolejnych obszarów.

Duży świat szybko się powtarza
Półotwarty świat składa się z rozległych terenów, ruin i podziemi. Początkowo zachęca do zbaczania z głównej ścieżki, ale szybko zaczyna powtarzać podobną zabudowę, układy pomieszczeń i grupy przeciwników. Spokojna osada potrafi sąsiadować z płonącą wioską pełną bandytów, jakby obie lokacje przygotowywano bez myślenia o ich wspólnym otoczeniu.
Najbardziej monotonne są podziemia. Korytarz prowadzi do większej sali, tam czeka grupa wrogów albo boss, a później podobny układ powraca w następnej lokacji. Eksploracja daje głównie walutę i drobne materiały. Zbyt rzadko nagrodą jest nowa historia, mechanika albo miejsce, które naprawdę warto było znaleźć.

80 bossów? To za dużo!
Liczba bossów miała wyróżniać The Relic: First Guardian. Wiele walk wykorzystuje jednak humanoidalnych przeciwników o podobnych ruchach, tylko z inną bronią i większym paskiem zdrowia. Gra zalicza ich jako kolejnych bossów, ale nie jestem w stanie wskazać chyba nawet jednego starcia, które różniłoby się jakoś wyraźnie od kilku wcześniejszych.
Ataki nie zużywają wytrzymałości, za to obrona wymaga pilnowania osobnego zasobu. Udane parowania stopniowo przełamują postawę przeciwnika i otwierają okazję do mocniejszego ciosu. Podstawy są niezłe, lecz agresywne serie ataków często ograniczają wybór do czekania na moment, w którym znów można bezpiecznie sparować uderzenie.

Najlepsze pojedynki pokazują, że ten system mógł działać znacznie lepiej. Gdy boss ma czytelne ataki, dobre tempo i charakterystyczny wygląd, walka potrafi dać satysfakcję. Takich starć jest jednak za mało, by uzasadnić liczbę 80 bossów reklamowaną jako jeden z głównych atutów gry.
Warto się rozwijać
The Relic: First Guardian nie ma klasycznych poziomów doświadczenia postaci. Siła zależy od wyposażenia, reliktów i pasywnych efektów zmieniających działanie umiejętności. Pięć specjalizacji broni pozwala sprawdzić różne sposoby walki, a elementy zestawu można swobodnie wymieniać. Eksperymentowanie z ekwipunkiem należy do najlepszych części gry.

Bronie mają też krótkie historie związane z dawnymi mieszkańcami świata. Dzięki temu znalezienie nowego przedmiotu może powiedzieć coś o przeszłości Arsilthus. Szkoda, że zwykła eksploracja tak rzadko daje równie ciekawe nagrody.
Kamero, daj grać
Jakby tego było mało, podczas rozgrywki w The Relic: First Guardian przeszkadza kamera. W ciasnych pomieszczeniach zasłania bohatera ścianą albo ustawia się tak, że trudno ocenić nadchodzący atak. Przy systemie opartym na precyzyjnym parowaniu prowadzi to do zupełnie niepotrzebnych porażek.

Powtarzalne lokacje, mało czytelne starcia i nierówne działanie wersji PS5 sprawiają, że gra wygląda na wydaną zbyt wcześnie. Twórcy próbowali wypełnić ogromną mapę, zanim dopracowali podstawy walki i eksploracji.
The Relic: First Guardian - werdykt
The Relic: First Guardian ma kilka dobrych pomysłów - przede wszystkim rozwój oparty na reliktach, pięć stylów broni i pojedyncze udane walki. Jednak giną one w powtarzalnym świecie, słabo poprowadzonej historii i długiej liście bossów, których wyróżnia liczba, ale nie jakość. Ambicji nie można twórcom odmówić, ale tym razem niewielki zespół po prostu zaplanował za dużą grę.

The Relic: First Guardian - dla kogo jest ta gra?
Gra może zainteresować cierpliwych miłośników soulslike'ów, którzy lubią eksperymentować z wyposażeniem i są gotowi zaakceptować nierówny poziom wykonania. Pewną wartość mają też koreańskie inspiracje oraz system reliktów zmieniających sposób walki.
The Relic: First Guardian - dla kogo nie jest ta gra?
To zły wybór dla osób oczekujących zwartej kampanii, różnorodnych bossów, czytelnej historii i stabilnej wersji konsolowej. Graczy szybko nużących się powtarzalną eksploracją rozległy świat może odpychać już przed połową przygody.
- elastyczny rozwój postaci
- pięć stylów broni
- koreańskie inspiracje
- powtarzalny świat
- monotonne starcia
- 80 bossów, ale niewartych zapamiętania
- problematyczna kamera











