W skrócie
- Gra The Mound: Omen of Cthulhu od studia ACE Team przenosi czteroosobowe zespoły w głąb niebezpiecznej dżungli, łącząc lovecraftiański klimat z mechaniką gier ekstrakcyjnych.
- Najmocniejszym punktem produkcji jest system obłędu, który poprzez zniekształcenia dźwięku i obrazu zmusza graczy do ciągłego kwestionowania tego, co widzą i słyszą.
- Tytuł boryka się z problemami technicznymi oraz mało precyzyjną walką, a bezwzględny system ekonomii i wysoki poziom trudności utrudniają zabawę nowym osobom.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Czy to jawa, czy sen?
- XIX-wieczny arsenał
- Bezlitosna ekonomia
- The Mound: Omen of Cthulhu - werdykt
- The Mound: Omen of Cthulhu - dla kogo jest ta gra?
- The Mound: Omen of Cthulhu - dla kogo nie jest ta gra?
Gry inspirowane prozą Howarda Phillipsa Lovecrafta zazwyczaj zamykają nas w samotnej walce. Studio ACE Team przełamało ten schemat i zabrało do XIX-wiecznej dżungli aż czterech śmiałków jednocześnie. Zamiast mrocznych uliczek Arkham, dostajemy gęstą, wilgotną knieję, a opuszczony okręt Lazarillo, do którego udajemy się na początku, stanowi jedynie wstęp do znacznie głębszej tajemnicy.
Nasz cel jest z pozoru prosty: dobić do brzegu, zebrać zaginione kosztowności i powrócić na galeon, zanim staniemy się ofiarami obłędu. Szybko okazuje się jednak, że wyspa bacznie obserwuje każdy nasz ruch, a prawdziwym zagrożeniem nie są wyłącznie monstra kryjące się w porannej mgle, lecz nasza własna percepcja.
Czy to jawa, czy sen?
Największym atutem The Mound: Omen of Cthulhu jest rewelacyjnie zaprojektowany system obłędu. Wraz ze spadkiem wskaźnika poczytalności otoczenie wokół nas zaczyna powoli przekształcać się w koszmar. Wskazówki na czacie głosowym zaczynają być zniekształcone, ścieżki w gęstwinie zmieniają swój układ, a w oddali majaczą sylwetki stworzeń istniejących wyłącznie w naszej głowie (naszej, a może sterowanej przez nas postaci… chwila…).

Prawdziwy niepokój pojawia się wtedy, gdy gra sugeruje przemianę jednego z towarzyszy w potwora. W ferworze walki łatwo pomylić halucynację z realnym zagrożeniem i wypalić do członka własnej drużyny. Oprawa graficzna, napędzana silnikiem Unreal Engine 5, buduje gęstą atmosferę, potęgowaną przez opady deszczu, gęstą mgłę oraz niepokojące odgłosy dzikiej przyrody.
XIX-wieczny arsenał
Walka w The Mound: Omen of Cthulhu mocno odbiega od dynamicznych strzelanek kooperacyjnych. Do dyspozycji mamy XIX-wieczną broń skałkową, muszkiety, szpady oraz topory. Podnoszenie pistoletu trwa dłuższą chwilę, celowanie bywa kapryśne, a wilgoć z padającego deszczu potrafi uniemożliwić wystrzał. Zastosowane zabiegi potęgują poczucie bezradności i zmuszają naszą drużynę do dokładnego planowania każdego starcia.

Niestety podczas starć na wierzch wychodzą mankamenty. Model strzelania bywa nieprecyzyjny, a detekcja trafień pozostawia sporo do życzenia. Drobne potwory potrafią przenikać przez elementy otoczenia, z kolei animacje postaci w krytycznych momentach czasem się zacinają. W grze nastawionej na obserwację otoczenia trudno odróżnić celowy obłęd od zwykłego (o)błędu technicznego.
Bezlitosna ekonomia
Największym wyzwaniem okazuje się jednak poziom trudności oraz system ekonomii. Poziom trudności na wyższych kontraktach jest bardzo wyśrubowany, a porażka oznacza bezpowrotną utratę całego zgromadzonego ekwipunku i zakupionych ulepszeń. Kilka nieudanych wypraw z rzędu potrafi całkowicie wyczyścić naszą sakwę. A wówczas zostajemy zmuszeni do mozolnego zbierania podstawowych surowców na najprostszych mapach.

Taki system znacząco utrudnia wprowadzanie nowych osób do doświadczonej grupy. Nowicjusz bez odpowiedniego sprzętu ginie niemal natychmiast i ciągnie na dno cały zespół. Brak bardziej elastycznych ustawień poziomu trudności sprawia, że The Mound: Omen of Cthulhu po kilkunastu godzinach zaczyna przypominać monotonny wyścig po złoto, zamiast klimatycznego horroru.
The Mound: Omen of Cthulhu - werdykt
The Mound: Omen of Cthulhu to oryginalna i klimatyczna gra kooperacyjna, która rewelacyjnie przenosi atmosferę kosmicznego horroru na poletko rozgrywek drużynowych. Świetna oprawa wizualna, genialne halucynacje zmysłowe oraz ogromna satysfakcja ze sprawnie przeprowadzonej ekspedycji to (nomen omen) złoto dla każdego poszukiwacza wrażeń. Niestety toporna mechanika walki, niedociągnięcia techniczne oraz bezwzględny poziom trudności potrafią skutecznie zepsuć zabawę.

The Mound: Omen of Cthulhu - dla kogo jest ta gra?
Gra zachwyci miłośników kosmicznego horroru, twórczości Lovecrafta oraz zgrane czteroosobowe ekipy, szukające wymagającej i powolnej rozgrywki.
The Mound: Omen of Cthulhu - dla kogo nie jest ta gra?
Produkcję powinny ominąć osoby grające wyłącznie w pojedynkę, gracze oczekujący dynamicznej strzelanki oraz wszyscy, których frustruje natychmiastowa utrata ekwipunku po śmierci.
- świetny system szaleństwa
- satysfakcjonujące ekspedycje
- gęsty klimat dżungli
- ładna i klimatyczna oprawa
- toporna mechanika strzelania
- nierówny poziom trudności
- bezlitosny system strat
- błędy techniczne










