W skrócie
- Starship Troopers: Extermination rozczarowuje, mimo kultowej licencji i pomysłów zaczerpniętych z filmu Verhoevena.
- Gra cierpi na liczne problemy techniczne, przestarzałą oprawę i chaotyczną rozgrywkę kooperacyjną.
- Największy potencjał gry to imponujące starcia z masami Arachnidów, które przytłacza interfejs i spadki płynności.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Spis treści:
- Rico sprowadzony do parteru
- Tłum to nie drużyna
- Budowniczy w piekle
- Starship Troopers: Extermination - werdykt
- Dla kogo jest Starship Troopers: Extermination?
- Dla kogo nie jest Starship Troopers: Extermination?
Sytuacja tej produkcji jest kuriozalna. Mamy do czynienia z oficjalną adaptacją Żołnierzy Kosmosu, która ukazuje się w momencie, gdy rynek został już zdominowany przez jej duchowego spadkobiercę. Helldivers 2 przejęło z filmu Verhoevena to, co najlepsze - satyrę i patos. Tymczasem Extermination gubi gdzieś ten specyficzny klimat.
Gra studia Offworld jest zaskakująco surowa. Brakuje tu charakterystycznej, propagandowej otoczki. Zamiast reklam zachęcających do poświęcenia życia dla Federacji, dostajemy oziębłe menu i ekrany ładowania. Interfejs użytkownika na konsolach woła o pomstę do nieba - czcionki są mikroskopijne, a nawigacja po zakładkach przypomina błądzenie we mgle. Gdzie podział się ten kiczowaty humor pierwowzoru? Został gdzieś w latach 90., a twórcy gry najwyraźniej o nim zapomnieli.
Rico sprowadzony do parteru
Promocyjną lokomotywą miał być powrót Caspera Van Diena w roli Johnny'ego Rico. Rzeczywistość weryfikuje te obietnice w sposób niejednoznaczny. Rico rzeczywiście jest w grze - Van Dien nagrał pełny voice-acting dla 25 misji trybu Special Operations Group i prowadzi gracza przez kampanię solo. Jego obecność wizualna ogranicza się jednak do animowanych statycznych obrazów (twórcy użyli AI do ożywienia zdjęć z sesji nagraniowych), co przy tak rozbudowanej roli głosowej wydaje się pewnym niedosytem.
Z kolei tryb solo pełni przede wszystkim funkcję rozszerzonego samouczka, pozwalającego oswoić się z mechanikami gry w kontrolowanym środowisku. W misjach czekają na nas scenariusze PvE osadzone w różnych lokacjach, ale brakuje im ciekawej fabuły i epickich momentów. To zmarnowana okazja, by dać fanom prawdziwą kampanię fabularną godną Żołnierzy Kosmosu.

Tłum to nie drużyna
Esencją gry jest kooperacja dla 16 graczy, podzielonych na czteroosobowe oddziały. Założenia brzmią imponująco, ale teoria zderza się tu czołowo z praktyką. Szesnaście osób na jednej mapie generuje chaos, nad którym trudno zapanować. System podziału na drużyny staje się fikcją w pierwszych minutach meczu. Zamiast taktycznych manewrów, mamy bezładną masę ludzi biegnącą za znacznikami lub śladem trupów. Mapy wydają się rozległe, ale sprowadzają rozgrywkę do przechodzenia przez wąskie gardła, a oprawa graficzna jest zwyczajnie przestarzała i bura.
Starship Troopers: Extermination ma jednak jeden element, który robi piorunujące wrażenie i stanowi jej największy atut. To technologia pozwalająca na fizyczne gromadzenie się ciał zabitych robali. Kiedy setki potworów nacierają, ich zwłoki nie znikają, lecz tworzą rosnące góry mięsa, po których kolejne fale wrogów wspinają się na mury naszej bazy. To właśnie w tych momentach czuć ducha filmu.

Niestety, na PlayStation 5 jest to technologiczny gwóźdź do trumny. Gdy akcja nabiera tempa, konsola dosłownie dławi się liczbą obiektów, a płynność animacji drastycznie spada. Do tego dochodzi problem czytelności pola walki. Gdy 16 graczy otwiera ogień, widoczność spada do zera. Używanie miotacza ognia to w zasadzie oślepianie samego siebie.
Budowniczy w piekle
Mechanika budowania baz przez klasę Inżyniera, mająca być wyróżnikiem gry, często staje się źródłem frustracji. Ergonomia stawiania murów i wieżyczek jest fatalna. W ferworze walki naprawa uszkodzeń graniczy z cudem, a niefortunnie postawiony mur potrafi zablokować sojusznikom drogę ucieczki, zmieniając twierdzę w więzienie. Co gorsza, w kluczowych momentach szturmu narzędzia budowlane potrafią zostać zablokowane. System, który miał bawić, irytuje.

Starship Troopers: Extermination - werdykt
Starship Troopers: Extermination to produkt skierowany wyłącznie do najzagorzalszych fanów, którzy są w stanie przymknąć oko na przestarzałą oprawę i techniczne niedoróbki w imię strzelania do Arachnidów. Momentami skala starć i system ciał wrogów potrafią zachwycić. Niestety, przez większość czasu walczymy tu nie tylko z kosmitami, ale i z interfejsem, spadkami płynności (przynajmniej na PS5) i brakiem czytelności. Helldivers 2 pokazało, jak powinna wyglądać nowoczesna gra w tych klimatach. Extermination pozostaje daleko w tyle.
Dla kogo jest Starship Troopers: Extermination?
Dla fanów filmu, którzy marzyli o zobaczeniu setek robali na ekranie jednocześnie. Dla graczy z bardzo mocnymi pecetami, szukających chaotycznej rozwałki w dużej grupie.
Dla kogo nie jest Starship Troopers: Extermination?
Dla posiadaczy konsol wrażliwych na spadki płynności animacji. Dla osób szukających taktycznej głębi i współpracy znanej z Helldivers 2.

- system ciał tworzących fizyczne rampy i przeszkody
- imponująca liczba przeciwników na ekranie
- momentami satysfakcjonujący chaos przy obronie
- fatalna optymalizacja na PS5
- przestarzała oprawa i nieczytelny interfejs
- chaos utrudniający taktykę przy 16 graczach
- tryb solo to nudny samouczek
- brak filmowego klimatu poza samą walką











