Spis treści:
- Dziedzictwo Raccoon City i hotel pełen tajemnic
- Grace - zaszczuta w pierwszej osobie
- Leon - balet z toporkiem i dymiącą lufą
- Audiowizualna uczta na zgliszczach świata
- Resident Evil Requiem - werdykt
- Resident Evil Requiem - dla kogo jest ta gra?
- Resident Evil Requiem - dla kogo nie jest ta gra?
W skrócie
- Resident Evil Requiem zawiera dwie kampanie o odmiennych stylach rozgrywki połączone wspólną fabułą.
- Postacie Grace Ashcroft i Leon S. Kennedy prezentują kontrastujące doświadczenia gracza – survival horror oraz nastawioną na akcję strzelankę.
- Gra wykorzystuje zaawansowaną warstwę audiowizualną dzięki RE Engine i wybitnym aktorom głosowym.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Przez lata fani serii Resident Evil toczyli w internecie brutalną, niekończącą się świętą wojnę. Jedni, z nostalgią w oczach, domagali się powrotu do korzeni - dusznej klaustrofobii, wiecznego braku amunicji i powolnego, metodycznego survival horroru, który z tak wielkim sukcesem przywróciła do łask siódma odsłona cyklu. Drudzy chcieli wybuchowej, niemal hollywoodzkiej akcji, kultowych kopniaków z półobrotu i radosnej, masowej eksterminacji mutantów rodem z Resident Evil 4. Każda kolejna odsłona próbowała zadowolić jednych kosztem drugich - i żadna nie trafiła w punkt idealnie.
Jak zareagował na to Capcom? Zamiast szukać wyblakłego złotego środka i iść na kolejne kompromisy, Japończycy uderzyli pięścią w stół i powiedzieli: "dostaniecie i jedno, i drugie, w najwyższej możliwej jakości". Tak narodził się Resident Evil Requiem - projekt, który jest tak naprawdę dwiema drastycznie różnymi produkcjami spakowanymi do jednego pudełka. Gra wyciąga wszystko, co najlepsze w całej serii, i serwuje nam na jednej tacy.
Dziedzictwo Raccoon City i hotel pełen tajemnic
Tytułowe requiem to pieśń żałobna, i uwierzcie mi, ten podtytuł pasuje tu jak ulał. Fabuła Resident Evil Requiem rozdziela się na dwa zupełnie odrębne tory narracyjne, które z czasem splatają się ze sobą w satysfakcjonującą klamrę kompozycyjną dla wielu starych, porzuconych niegdyś wątków.

Po jednej stronie staje Grace Ashcroft - introwertyczna analityczka FBI z własnymi demonami. Dla fanów głębokiego lore'u serii to nie lada gratka, wszak Grace jest córką Alyssy Ashcroft, bystrej dziennikarki znanej z klasycznego Resident Evil: Outbreak. Dziewczyna, uzbrojona jedynie w latarkę, notatnik i służbową broń, z której rzadko kiedy korzystała na strzelnicy, przybywa do odciętego od świata, neogotyckiego hotelu Wrenwood. Jej zadanie - zbadanie serii makabrycznych, z pozoru niemożliwych zgonów. Hotel, w którym skrzypi podłoga, dywany są wyblakłe, a aura przywodzi na myśl "Lśnienie" Kubricka, wyrasta na pełnoprawnego, milczącego bohatera tej opowieści.
Po drugiej powraca stary, dobry znajomy - Leon S. Kennedy. Starszy, wyraźnie zmęczony życiem, ale wciąż z tym samym, lekko powściągliwym, sarkastycznym uśmiechem na ustach. Leon ładuje swoją zaufaną giwerę, by po raz kolejny posprzątać globalny bałagan po radykalnych bioterrorystach.

Ścieżki Grace i Leona, początkowo odległe o setki kilometrów, nieuchronnie zmierzają do punktu zerowego tej serii. Oboje ostatecznie trafiają tam, gdzie wszystko się zaczęło - w ruiny podziemnych kompleksów pod zgliszczami Raccoon City.
Opowieść w Resident Evil Requiem napędza przede wszystkim świetnie nakreślony kontrast między protagonistami. Z jednej strony zlękniona, niedoświadczona w boju Grace, która z trzęsącymi się dłońmi musi walczyć o każdy oddech i chować się po kątach. Z drugiej zaś pewny siebie Leon z kultowymi odzywkami rzucanymi w stronę potworów. Ta huśtawka sprawia, że co rozdział gra zmienia charakter - z dusznego horroru przeradza się w pełną akcji strzelaninę, a potem na odwrót.

Grace - zaszczuta w pierwszej osobie
Kiedy przejmujemy kontrolę nad Grace, Requiem zrzuca maskę kina akcji i staje się rasowym, gęstym jak smoła survival horrorem. Domyślnie gramy tu z perspektywy pierwszej osoby (FPP), a to natychmiast potęguje uczucie osaczenia i bezradności, znane chociażby ze słynnego domu rodziny Bakerów w Resident Evil 7: Biohazard. Zawężone pole widzenia sprawia, że każdy krok w ciemność hotelowych korytarzy przyprawia o gęsią skórkę.
Grace jest powolna, często potyka się o przeszkody, a jej umiejętności strzeleckie pozostawiają wiele do życzenia. Jej biedny pistolecik zadaje początkowo tyle obrażeń, co rzut mokrym wacikiem, a maleńki ekwipunek wiecznie pęka w szwach. To wymusza dramatyczne wybory - czy wziąć ze sobą roślinkę leczniczą, czy jednak te trzy cenne naboje znalezione w zakrwawionej szufladzie? Grając Grace, przeważnie unikamy walki i uprawiamy "ekwipunkowy tetris".

Capcom bardzo mocno gra w Resident Evil Requiem na niepokoju. Tutejsze zombie nie są tylko bezmyślnymi kukłami - często zachowują się tak, jakby zostało w nich coś z dawnego człowieka. Zdarza się, że podczas ataku wydobywają z siebie dźwięki przypominające pourywane słowa czy niedokończone zdania. W jednej z lokacji natrafiamy też na niewidomego czy śpiewaczkę, która wciąż chce zachwycać innych swoim sopranem. To drobny, ale mocny akcent, który potrafi wywołać poczucie winy przy każdym naciśnięciu spustu.
Sekcje z Grace świetnie budują napięcie, choć czasem powroty przez całą mapę po kolejny, ozdobny klucz potrafią zmęczyć. Takich momentów jest kilka w jej kampanii i dla części graczy mogą wydać się trochę zbyt staroświeckie.

Leon - balet z toporkiem i dymiącą lufą
I właśnie wtedy, gdy mamy już dość chowania się w szafach, na scenę wkracza Leon S. Kennedy, a Resident Evil Requiem płynnie przeskakuje w klasyczny widok zza ramienia (TPP). Nagle z zaszczutej, zdesperowanej ofiary stajemy się drapieżnikiem alfa. Rozgrywka w sekwencjach agenta DSO to bezpośrednie rozwinięcie najlepszych mechanik z Resident Evil 4 Remake. Leon znów jest jednoosobową armią - płynnie łączy precyzyjne strzelanie w kolana z miażdżącymi ciosami wręcz, suplesami i kopniakami odrzucającymi tłumy wrogów.
Prawdziwą nowością w jego arsenale jest potężny, ciężki toporek strażacki. Wyprowadzamy nim soczyste ataki, wykonujemy brutalne egzekucje ogłuszonych przeciwników, a także parujemy i blokujemy ciosy w ostatniej chwili (przydaje się też do… otwierania niektórych szaf i drzwi). Jest jednak haczyk - ostrze tępi się po kilku intensywnych starciach, więc musimy gorączkowo korzystać z przenośnej ostrzałki w samym środku krwawej rzezi.

System starć jest tu tak satysfakcjonujący, a zaawansowany system fizyki ciał sprawia, że mięso i kości nieumarłych rozpadają się pod ostrzałem ze strzelby tak groteskowo i realistycznie, że można zapomnieć o bożym świecie. Po godzinach skradania się jako Grace ten kontrast działa wręcz odprężająco.

Audiowizualna uczta na zgliszczach świata
Autorski silnik Capcomu - RE Engine - po raz kolejny pokazuje, dlaczego jest jednym z najlepszych narzędzi w branży. Gra trzyma stabilne 60 klatek na sekundę na PlayStation 5 Pro nawet podczas ostrej zadymy z wybuchającymi granatami. Fotorealistyczne tekstury, dopracowane światłocienie i odbicia z wykorzystaniem ray tracingu, gęste, wolumetryczne mgły snujące się po podłodze hotelu czy szczegółowe modele postaci - to absolutnie najwyższa półka. Z tym fotorealizmem naprawdę nie przesadzam. W paru miejscach zatrzymywałem się, rozglądałem i zastanawiałem, po czym ktoś mógłby poznać, że to nie film, by ostatecznie… żadnego takiego szczegółu nie wypatrzyć. Resident Evil Requiem jest jak grywalne demo technologiczne.

Na owacje na stojąco w równym - a może jeszcze większym - stopniu zasługuje warstwa dźwiękowa. Na dobrych słuchawkach z dźwiękiem przestrzennym 3D Resident Evil Requiem zamienia się w czyste narzędzie tortur dla naszej psychiki. Każdy szmer, kropla wody uderzająca o blachę czy zniekształcony jęk niosący się echem po opuszczonych korytarzach przyprawia o palpitację serca.
Osobne brawa należą się aktorom głosowym. Angela Sant'Albano, która wcieliła się w Grace, zagrała ją z rzadko spotykaną autentycznością. Słychać to nawet w jej urywanym oddechu podczas sprintu. Aktorka dowiodła swojego wielkiego talentu i uczyniła z Grace jedną z najbardziej wiarygodnych postaci w tej generacji gier. Nie zdziwię się, jeśli w tym roku spadnie na nią deszcz nagród i wyróżnień. Aktor wcielający się w Leona, czyli Nick Apostolides, dostarcza z kolei dokładnie to, czego oczekujemy - szorstki głos doświadczonego weterana, który rzuca czerstwe żarty w obliczu apokalipsy. Oboje - i Angela, i Nick - nagrywali w pełnym motion capture i widać to w każdej scenie.

Resident Evil Requiem - werdykt
Resident Evil Requiem łączy dwie diametralnie różne perspektywy i style zabawy. To zabieg skrajnie ryzykowny, ale Capcom wykonał go niemal bezbłędnie. W wielu innych studiach skończyłoby się chaosem i klapą, tymczasem japoński gigant poświęcił 7 lat pracy i budżet porównywalny z największymi produkcjami tej generacji, aby dostarczyć horror absolutny. Żałowałem tylko, że skończył się po około 14 godzinach. Chciałbym przeżywać ten koszmar dalej…
Resident Evil Requiem - dla kogo jest ta gra?
Dla weteranów serii spragnionych godnego domknięcia starych luk fabularnych, miłośników duszącego, psychologicznego klimatu oraz fanów soczystego, taktycznego rozczłonkowywania fal zombiaków.

Resident Evil Requiem - dla kogo nie jest ta gra?
Dla osób o słabych nerwach oraz purystów oczekujących, że cała gra będzie w 100% nieustanną strzelanką lub w 100% symulatorem chowania się po ciemnych szafach.
- fabularny majstersztyk pełen smaczków dla fanów
- powrót do Raccoon City to spore przeżycie
- dwa świetnie uzupełniające się style rozgrywki ("dwie gry w jednej")
- rozbudowany system walki Leona (z toporkiem!)
- parę nowych, ciekawych okazów w bestiariuszu
- grafika często ocierająca się o fotorealizm
- udźwiękowienie gwarantujące ciarki na plecach
- znakomite role aktorskie (szczególnie Sant'Albano w roli Grace)
- stabilne 60 klatek na sekundę (testowane na PS5 Pro)
- dla nowych graczy fabuła może być czasem trudna do zrozumienia
- archaiczne zagadki i momentami nachalny backtracking










