Spis treści:
- Kiedy forma miażdży wszystko wokół
- Boomer shooter z kowadłem w ręku
- Noir czy Zwariowane Melodie?
- MOUSE: P.I. For Hire - werdykt
- MOUSE: P.I. For Hire - dla kogo jest ta gra?
- MOUSE: P.I. For Hire - dla kogo nie jest ta gra?
W skrócie
- MOUSE: P.I. For Hire łączy estetykę czarno-białych kreskówek z lat 30. z mechaniką boomer shootera i wyróżnia się wyjątkową oprawą graficzną oraz muzyką.
- Gra oferuje kampanię FPS na 10-12 godzin, z klasycznym arsenałem oraz kreskówkowymi gadżetami, ale strzelanie nie daje fizycznej satysfakcji, a bossowie są nierówni.
- Ton gry balansuje między klimatem noir a slapstickowym humorem, co według autora wprowadza niekonsekwencję.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Pomysł był tyle szalony, co kuszący: wziąć brutalną mechanikę boomer shootera i wrzucić ją w estetykę rubber hose animation - czarno-białych kreskówek z lat 30., które znamy z wczesnych produkcji Disneya i Fleischera (seria Silly Symphonies, wczesne Myszki Miki). Animowana mysz w fedorze, rewolwer w łapce, Miasto Grzechu pełne korupcji i zbrodni. Kiedy w końcu uruchomiłem MOUSE: P.I. For Hire, przez chwilę tylko siedziałem i patrzyłem. "To wygląda zjawiskowo!" - taka była moja pierwsza myśl.
Kiedy forma miażdży wszystko wokół
MOUSE: P.I. For Hire wygląda jak nic innego. Port, bagna, teatr operowy - każda lokacja to osobny pomysł na estetykę i każda trzyma się wiernie klimatu rubber hose i nie puszcza nawet na moment. Ręcznie rysowane postacie i obiekty 2D osadzone w trójwymiarowym środowisku to zabieg znany (Cuphead szedł podobną ścieżką), ale nigdy tak sprawnie nie doprowadzony do końca. Animacje są płynne, detale powalające, a czerń i biel ze starannie dobranymi gradacjami szarości momentami naprawdę wygląda jak wyimek z przedwojennego kina.
Muzyka Patryka Sceliny (kompozytora wcześniej związanego m.in. z produkcjami teatralnymi) - jazzowo-swingowa, rwista, z charakterem - od pierwszej minuty nadaje grze własny rytm. Trudno wyobrazić sobie inną ścieżkę dźwiękową do tego świata.

Ale największa niespodzianka to Troy Baker (znany przede wszystkim jako Joel w The Last of Us, ale także z wielu innych gier, jak Death Stranding czy również polskie The Medium) w roli Jacka Peppera, zgryźliwego detektywa z fedorą na głowie i papierosem w pyszczku. Baker nie czyta kwestii. On po prostu jest tym mysim detektywem. Dialogi żyją własnym życiem i to w dużej mierze jego zasługa. Polska lokalizacja kinowa (napisy, nie dubbing) stoi na wysokim poziomie i dobrze oddaje wszechobecny, czarny humor.

Boomer shooter z kowadłem w ręku
MOUSE: P.I. For Hire od strony mechanik to rasowy FPS według starej szkoły. Ciągły ruch, eksploracja z szukaniem znajdziek, klasyczny arsenał (strzelby, rewolwery, tommy guny) wzbogacony o iście kreskówkowe gadżety. Kampania na 10-12 godzin trzyma tempo, projekty poziomów zachęcają do węszenia po zakamarkach, a starcia serwowane są w odpowiednim rytmie. Naprawdę solidna robota, zwłaszcza jak na debiutujące studio.
Tyle że strzelanie w MOUSE: P.I. For Hire cierpi na pewną przypadłość. Wrogowie wyglądają jak papierowe sylwetki i tak też zachowują się pod obstrzałem. Każde trafienie powinno dawać fizyczną satysfakcję, tymczasem tutaj jej nie ma. Porównanie do strzelania do kaczek w wesołym miasteczku jest może złośliwe, ale dobrze oddaje istotę sprawy. Jeśli lubicie czuć wagę broni w rękach, gra Fumi Games was rozczaruje. Podobnie bossowie - część sprawia wrażenie dobrze przemyślanych i wymagających, a kilku jest po prostu nijakich.

Noir czy Zwariowane Melodie?
Ale i tak mój największy zarzut dotyczy tonu. MOUSE: P.I. For Hire nie potrafi do końca zdecydować, kim chce być. Przez pierwsze godziny obiecuje typowe noir - mroczne miasto, korupcja, zbrodnia, nastrojowe dialogi Peppera… Ale co chwilę wkracza slapstick i absurd rodem ze Zwariowanych Melodii, który momentalnie resetuje napięcie. Zdaję sobie sprawę, że dla wielu graczy to będzie zaleta - i w pełni to rozumiem - ja jednak jestem zdania, że Fumi Games powinno pójść wyraźnie w jednym kierunku. Nie zrobiło tego.

MOUSE: P.I. For Hire - werdykt
Fumi Games wykonało kawał dobrej roboty. Zjawiskowa oprawa, rewelacyjny Baker, przemyślana muzyka i kreskówkowy arsenał - to elementy, które czynią MOUSE: P.I. For Hire dziełem naprawdę oryginalnym. Wrażenia psuje jednak słaby feedback ze strzelania, nierówni bossowie i rozkrok pomiędzy między noir a farsą. No, ale i tak niejedno studio może pozazdrościć Fumi debiutu. To kawał dobrej, old-schoolowej strzelanki.
MOUSE: P.I. For Hire - dla kogo jest ta gra?
Dla fanów boomer shooterów i estetyki lat 30., jazzu i animacji starej szkoły. Jedynie pod warunkiem, że starczy im cierpliwości na około godzinę, bo dopiero wtedy gra zaczyna w pełni rozkwitać.
MOUSE: P.I. For Hire - dla kogo nie jest ta gra?
Dla graczy oczekujących fizycznego, satysfakcjonującego feedbacku ze strzelania, a także dla tych, którzy uwielbiają noir, ale nie cierpią, kiedy miesza się go z innymi konwencjami.
- zjawiskowa animacja rodem z lat 30.
- dobrze napisane dialogi
- kreskówkowy arsenał
- świetny jazz sączący się z głośników
- Troy Baker!
- słaby feedback ze strzelania
- rozkrok pomiędzy noir i slapstickiem
- nierówni bossowie











