Spis treści:
- Biomechaniczna misja na Tau Ceti IV
- Strzelanie na pierwszym planie
- Pustki na mapach i monotonia zleceń
- Kolorowy brutalizm i menu z koszmaru
- Techniczna huśtawka i chciwa ekonomia
- Marathon - werdykt
- Marathon - dla kogo jest ta gra?
- Marathon - dla kogo nie jest ta gra?
W skrócie
- Marathon oferuje precyzyjny model strzelania i wyrazistą, nietypową oprawę wizualną, ale posiada chaotyczny interfejs i ograniczoną zawartość na starcie.
- Gra zawiera trzy strefy, monotonne zlecenia oraz agresywną monetyzację, która spotkała się z negatywnym odbiorem graczy.
- Tytuł kierowany jest do osób lubiących metodyczną sieciową rozgrywkę, a nie poleca się go tym, którzy oczekują szybkiej akcji, rozbudowanej fabuły lub dużej różnorodności na premierę.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Sytuacja twórców Halo i Destiny od miesięcy wisi na włosku. Sony zapłaciło za Bungie 3,6 mld dolarów (ok. 14,4 mld zł w okresie, w którym ogłoszono transakcję, a więc w styczniu 2022 r.), a inwestycja wciąż się nie zwraca. Baza graczy Destiny 2 systematycznie topnieje, studio przeszło dwie rundy zwolnień, a sam Marathon miał pierwotnie trafić na rynek we wrześniu 2025 roku, ale nie trafił. Zamknięta alfa spotkała się z tak chłodnym przyjęciem, że Bungie bezterminowo przesunęło premierę. Gra wreszcie zadebiutowała 5 marca 2026 roku - na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X/S.
Czym jest nowy Marathon? To już nie ta prosta, singlowa strzelanka z 1994 roku, która na komputerach Macintosh rywalizowała z Doomem. Bungie całkowicie odcięło się od tamtej formuły i weszło na zatłoczony rynek gier typu extraction shooter. Ryzyko jest kolosalne, bo gracze sieciowi rzadko migrują między tytułami.
Biomechaniczna misja na Tau Ceti IV
Akcja Marathonu przenosi nas na utraconą kolonię na planecie Tau Ceti IV w roku 2893. Zamiast żywych żołnierzy przejmujesz kontrolę nad biocybernetycznymi powłokami zwanymi Biegaczami. Do wyboru masz siedem klas, z których każda dysponuje unikalnymi zdolnościami i stylem walki.
Fabuła majaczy gdzieś na dalszym planie. Zlecenia wydaje sztuczna inteligencja Oni oraz rywalizujące frakcje UESC i Biegaczy. Mechanika opiera się na sprawdzonej pętli: lądujesz na mapie, szukasz cennego łupu, wykonujesz kontrakty i próbujesz dotrzeć do punktu ewakuacji. Pierwszy otwiera się po pięciu minutach, a cała sesja zamyka się w dwudziestu pięciu. Śmierć oznacza utratę zebranego sprzętu.
Bungie zaskakująco łagodnie traktuje nowicjuszy. Jeśli zginiesz, system ratuje cię darmowymi pakietami sponsorskimi i nigdy nie zaczynasz kolejnego meczu z gołymi rękami. Taka taryfa ulgowa skutecznie zabija napięcie znane z hardkorowych przedstawicieli gatunku. Ekwipunek i jego utrata zaczynają boleć dopiero na późniejszych etapach, kiedy w plecaku nosisz elitarne, modyfikowane karabiny.
`

Strzelanie na pierwszym planie
Kiedy za kodowanie mechaniki strzelania bierze się Bungie, efekty mówią same za siebie. Sposób oddawania strzałów, kontrola odrzutu i dynamika ruchu postaci to czołówka gatunku extraction shooterów (dla kontekstu: studio tworzy wirtualną broń od ponad dwudziestu lat, począwszy od Halo: Combat Evolved). Starcia z mechanicznymi oponentami dają mnóstwo satysfakcji, nawet jeśli kolorowe pociski przypominają czasem plastikowe zabawki z dziecięcego zestawu.
Współczynnik time-to-kill ustawiono stosunkowo nisko. Zwykłe roboty padają od kilku celnych strzałów, ale wyeliminowanie żywego gracza wymaga sporej precyzji i wytrwałości. Do boju ruszysz w pojedynkę, w duecie lub w trzyosobowym oddziale. Coop teoretycznie ułatwia przetrwanie, bo towarzysze mogą podnieść cię, gdy polegniesz. W praktyce jednak gracze nagminnie rozbiegają się po mapie i realizują własne kontrakty (od skanowania terminali po zbieranie surowców). Samotna gra wymusza za to bardzo metodyczne, wręcz powolne podejście. Zapomnij o bieganinie środkiem korytarza - tutaj przetrwasz sprytem, a nie refleksem.

Pustki na mapach i monotonia zleceń
Na start znajdziesz w Marathonie zaledwie trzy strefy. Perimeter to przystępna mapa dla początkujących. Dire Marsh to podmokłe tereny o mocno ograniczonej widoczności. Outpost stawia na wertykalność i ciągłe walki na bliskim dystansie. W drodze jest Cryo Archive, umiejscowiona we wnętrzu porzuconego statku kosmicznego (zapowiedziana na drugą połowę marca).
Różnorodność to jednak ułuda. Warunki pogodowe i roślinność się zmieniają, ale same budynki i bazy wygenerowano z identycznych, powtarzalnych klocków. Zlecenia szybko stają się monotonne, a progresja nie daje satysfakcji. Po kilkunastu godzinach łapiesz się na tym, że robisz dokładnie to samo, co w pierwszej sesji, tylko z droższym karabinem w rękach.

Kolorowy brutalizm i menu z koszmaru
Oprawa wizualna to jeden z najmocniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych elementów Marathonu. Twórcy połączyli gęsty mrok z jaskrawymi, niemal neonowymi barwami. Świat przypomina futurystyczną makietę z klocków LEGO. Taki kierunek artystyczny intryguje w pierwszych sesjach, ale po kilkunastu godzinach traci swój magnetyzm.
Zupełnie inaczej sprawa wygląda z interfejsem użytkownika. Tutaj nie ma mowy o kontrowersjach. Menu główne, ekrany ekwipunku i nawigacja to prawdziwa katastrofa. Twórcy próbowali wystylizować okienka na technopunkowe systemy rodem z lat dziewięćdziesiątych. Wyszedł z tego nieczytelny chaos, w którym odnalezienie podstawowych funkcji zajmuje stanowczo za dużo czasu.

Techniczna huśtawka i chciwa ekonomia
Od strony technicznej Marathon na PlayStation 5 wypada naprawdę nieźle - gra działa bardzo stabilnie i utrzymuje stałe 60 klatek na sekundę z wyjściem w 4K. Do wyboru są dwa tryby wygładzania krawędzi: CMAA i FSR. Na PS5 Pro jest jeszcze lepiej - technologia PSSR łączy wewnętrzny rendering 5K w ostry, stabilny obraz 4K. Efekt to czytelna, wyraźna grafika nawet w najbardziej chaotycznych wymianach ognia. Brakuje natomiast trybu 120 FPS, który w sieciowej strzelance byłby sporym atutem.
Problematyczne okazały się też domyślne ustawienia sterowania. Zbyt wolna kamera i rozbudowane martwe strefy drążków sprawiają, że pierwsze godziny na konsoli to walka z interfejsem, nie z przeciwnikami.
Jeszcze bardziej dokuczliwa okazała się agresywna monetyzacja. Sklep pęka od płatnych skórek, a postępy napędza przepustka bojowa. Karnet nie ulega wprawdzie przedawnieniu, ale skrywa poważny mankament: nie pozwala odzyskać zainwestowanej waluty premium w toku gry. Gracze głośno wyrazili niezadowolenie, a Bungie odpowiedziało obietnicami poprawy wartości nagród. Na razie są to jednak tylko obietnice.

Marathon - werdykt
Bungie zbudowało solidny szkielet strzelanki, na którym z czasem może wyrosnąć świetna gra. Znakomity model strzelania i odważna warstwa wizualna zderzają się tu z tragicznym interfejsem, wtórnymi lokacjami i skromną zawartością startową. W obecnym kształcie Marathon przypomina raczej drogi wczesny dostęp niż pełnoprawną premierę godną takiego studia, jak Bungie. Kluczowe będzie tempo aktualizacji w nadchodzących tygodniach. To będzie być albo nie być dla Marathonu i jego twórców.
Marathon - dla kogo jest ta gra?
Dla fanów powolnego, metodycznego podejścia do rozgrywki sieciowej, którzy cenią precyzyjny model strzelania znany z Destiny. Odnajdą się tu także miłośnicy wyrazistej, nietypowej estetyki science fiction.
Marathon - dla kogo nie jest ta gra?
Dla osób szukających szybkiej, zręcznościowej akcji i rozbudowanej fabuły dla pojedynczego gracza. Tytuł odrzuci też graczy wymagających dużej dawki zróżnicowanej zawartości już w dniu premiery.
- niezwykle satysfakcjonujący model strzelania
- świetnie zbudowany klimat science fiction
- odważny kierunek artystyczny
- pakiety ratunkowe obniżające próg wejścia
- wzorowa optymalizacja (testowane na PS5 Pro)
- nieczytelny i chaotyczny interfejs
- tylko trzy strefy na start
- monotonne, powtarzalne zlecenia
- dosyć agresywna monetyzacja











