Tajemnice Tau Ceti IV
Nowy Marathon to nie tylko świeży projekt Bungie, ale przede wszystkim powrót do korzeni studia, które w latach 90. definiowało gatunek strzelanek na komputerach Macintosh. Choć najnowsza odsłona zmienia formułę na extraction shooter, twórcy często sięgają do oryginału. Akcja ponownie przenosi nas na Tau Ceti IV, gdzie jako "Biegacze" (Runnerzy) - cybernetyczni najemnicy będący bezpośrednim nawiązaniem do oficerów z pierwowzoru - realizujemy niebezpieczne kontrakty. Powraca charakterystyczna symbolika, ikoniczne logo i, co najważniejsze, potężne Sztuczne Inteligencje, które w tym uniwersum zawsze odgrywały kluczową, niejednoznaczną rolę. Mamy tu do czynienia z ewolucją znanego świata, w którym odnajdą się zarówno fani pierwowzoru, jak i zupełnie nowi gracze.

Neonowy trip rodem z lat 90.
Wizualnie Marathon to prawdziwy, neonowy trip. Bungie całkowicie zrezygnowało z typowego dla sci-fi hi-techu na rzecz niemal agresywnej, "pstrokatej" estetyki. Choć taki styl buduje niesamowitą tożsamość gry, bywa wyzwaniem - momentami trudno odnaleźć przeciwnika w tym barwnym chaosie. Co ciekawe, mimo tej jaskrawości, klimat gry cały czas jest ciężki i gęsty, przywołując na myśl skojarzenia z System Shock 2. To gra, w której cisza i samotna eksploracja budują napięcie skuteczniej niż ciągła wymiana ognia, a przeciągające się chwile bez kontaktu z wrogiem sprawiają, że każdy szelest wywołuje dreszcze. Dokładnie tak samo jak miało to miejsce w System Shock 2.
"Bungie Magic" wciąż działa
Samo strzelanie to dowód na to, że słynne "Magia Bungie" wciąż ma się świetnie. Feeling broni, od metalicznego szczęku przeładowania po satysfakcjonujący odgłos trafienia, jest bezbłędny. Gra wymusza jednak zupełnie inne tempo niż to, do którego przyzwyczaili nas twórcy Halo. Kluczowe jest zarządzanie ciepłem pancerza - zbyt agresywna gra szybko zamienia nas w powolny, przegrzany cel. Jeśli chodzi o optymalizację, na moim sprzęcie, wyposażonym w Radeona RX 9060XT i procesor i7-10700, gra działała bezproblemowo, pozwalając w pełni cieszyć się tą unikalną wizją bez spadków wyświetlanych klatek. Inną ciekawą mechaniką jest połączenie wybieralnych postaci, jak w hero-shooterach, z - również wybieralnymi - pancerzami. To właśnie pancerze, w których znajduje się nasza świadomość, są fabularnym uzasadnieniem możliwości odradzania się po porażce na polu bitwy, a każdy z nich - podobnie jak klasy bohaterów - dysponuje specyficznym zestawem umiejętności specjalnych.

Przy okazji, muszę wspomnieć, że bardzo mnie cieszy dodana możliwość zablokowania lobby, by absolutnie nikt do niego nie dołączył. W grach sieciowych, szczególnie strzelankach, wolę być odpowiedzialny sam za siebie. Choć w Marathonie jest to ryzykowna zabawa - brak kompanów oznacza brak możliwości podniesienia po powaleniu, a to skutkuje niechybną śmiercią i utratą wszystkich zabranych na misję oraz znalezionych po drodze przedmiotów.

Biegacz zagubiony w menu
Niestety, ten świetny gameplay jest momentami przykryty przez bardzo nieczytelny interfejs. Próba nawiązania do stylistyki retro zaowocowała chaosem w menu, w którym błądzi się zdecydowanie zbyt długo - a przy wysokim poziomie trudności i ryzyku utraty całego ekwipunku po śmierci, każda pomyłka w zarządzaniu sprzętem jest bolesna.
Mimo to, Marathon idzie pod prąd współczesnym trendom i robi to z ogromną pewnością siebie. Jeśli szukacie gry z powalającym klimatem i wymagającą rozgrywką, pierwszy kontakt z nowym Marathonem napawa dużym optymizmem. A najlepsze może być dopiero przed nami, bo twórcy na drugą połowę marca już zapowiedzieli pierwszą aktualizację i dodanie kilku nowych trybów rozgrywki.












