W skrócie
- Studio Quarter Up przygotowało bijatykę drużynową opartą na uniwersum Invincible, która zapewnia satysfakcjonujący system walki, ale nie oferuje bogatej zawartości dla pojedynczego gracza.
- Gra wiernie oddaje brutalny klimat komiksu i animacji z oryginalnymi aktorami głosowymi oraz charakterystycznymi postaciami i planszami.
- Tryby rozgrywki jednoosobowej są ograniczone i krótkie, natomiast główny nacisk położono na tryb sieciowy i multiplayer, który działa sprawnie i pozwala na rozgrywkę międzyplatformową.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Krew i połamane kości
- Taktyka na dwóch płaszczyznach
- Samotność nie popłaca
- Balans i sieciowe potyczki
- Invincible VS - werdykt
- Invincible VS - dla kogo jest ta gra?
- Invincible VS - dla kogo nie jest ta gra?
Czwarty sezon serialu animowanego "Invincible" - znanego w Polsce pod tytułem "Niezwyciężony" - odniósł gigantyczny sukces. Amazon zaplanował już premierę piątej serii na 2027 rok.
Dziś dobre seriale oparte na grach od razu windują ich sprzedaż. Wystarczy spojrzeć na markę Fallout, która doczekała się dwóch sezonów, pomimo że wydawca kompletnie przespał ten moment, nie wypuszczając na rynek żadnej nowej gry ani odświeżonej wersji klasyków.
W przypadku Invincible VS sytuacja wygląda zgoła inaczej - deweloperzy postanowili kuć żelazo póki gorące. Dostaliśmy dwuwymiarową bijatykę opartą na starciach trzy na trzy, która czerpie garściami ze słynnego komiksu.

Krew i połamane kości
Świat wykreowany w komiksach słynie z jaskrawych kolorów, które podczas walki szybko toną w hektolitrach posoki. Gra perfekcyjnie oddaje ten dysonans. Początkowo wszystko wygląda jak pogodna kreskówka o superbohaterach, ale postacie na arenach błyskawicznie oblewają się krwią. Wojownicy nie szczędzą sobie razów, a starcia wieńczą makabryczne egzekucje, budzące nieodparte skojarzenia z kultowymi fatalities z Mortal Kombat.
Autorzy zadbali o wierność materiałowi źródłowemu w każdym calu. Usłyszymy tu oryginalnych aktorów głosowych znanych z animacji, dzięki czemu od razu wczuwamy się w klimat. Projekty osiemnastu dostępnych na starcie postaci wyglądają jak żywcem wyjęte z ekranu telewizora, a fani bez trudu rozpoznają charakterystyczne detale pancerzy i kostiumów.

Starcia toczą się na znanych fanom planszach, stanowiących tło dla najważniejszych wydarzeń z komiksu. Otoczenie kruszy się pod wpływem potężnych uderzeń, co potęguje wrażenie siły ciosów, choć owa destrukcja ma charakter czysto kosmetyczny i nie wpływa na geometrię samej areny.
Taktyka na dwóch płaszczyznach
Mechanika walki w Invincible VS opiera się na znanym, ale wciąż skutecznym schemacie: łatwo opanować, trudno osiągnąć mistrzostwo. Początkujący mogą po prostu wciskać przycisk lekkiego ataku, który automatycznie aktywuje widowiskowe ciosy specjalne i pozwala cieszyć się grą od pierwszych minut.

Prawdziwe schody zaczynają się później, gdy do głosu dochodzi zwinne poruszanie się po arenie, zarządzanie ciosami o różnej sile oraz płynne żonglowanie zawodnikami z trzyosobowej drużyny. Przełamywanie kombinacji wroga za pomocą paska energii przypłacamy utratą zdrowia sojusznika i nakłada to ograniczenia czasowe na kolejne akcje, a zraniony partner regeneruje siły na ławce rezerwowych niezwykle powoli. O wygranej przesądzają tu ułamki sekund. Ale w bijatykach to wciąż święta zasada.
Samotność nie popłaca
Tryby dla pojedynczego gracza to zdecydowanie najsłabszy element Invincible VS. Moduł fabularny, opowiadający nową historię pióra jednego ze scenarzystów serialu, okazuje się sporym rozczarowaniem. Przerywniki filmowe są po prostu nijakie, a przejście całości na normalnym poziomie trudności zajmuje niecałą godzinę. Oglądamy w kółko starcia Marka z Omni-Manem, po czym gra przenosi nas na inną arenę bez krzty logicznego uzasadnienia.

Zostaje jeszcze klasyczny tryb Arcade, w którym po prostu toczymy serię kilku walk z komputerem, a poziom trudności rośnie wraz z postępami. Twórcy oddali do dyspozycji rozbudowany samouczek i tryb treningowy, które są wręcz niezbędne do opanowania skomplikowanych systemów obronnych. Irytuje jednak fakt, że gra w żadnym trybie nie pozwala na pomijanie animacji wejściowych przed starciami. Ileż można oglądać to samo?
Balans i sieciowe potyczki
Widać, że Invincible VS to gra skrojona stricte pod multiplayer. Tryb sieciowy działa bez zarzutu, wspiera rozgrywkę międzyplatformową i może pochwalić się świetnym kodem sieciowym.

Szkoda tylko, że alternatywne wersje wojowników ograniczają się do prostej zmiany kolorów kostiumów, zamiast wprowadzać nowe modele. Rasa Viltrumitów wyróżnia się największą różnorodnością ciosów, ale wielu bohaterów z podstawowej puli osiemnastu zawodników dzieli niestety bardzo podobne zestawy umiejętności.
Invincible VS - werdykt
Invincible VS to solidna bijatyka z doskonałym systemem starć i fantastycznie odwzorowanym klimatem pierwowzoru, której największym grzechem jest dramatycznie uboga zawartość dla jednego gracza. Rozczarowuje, że deweloperzy potraktowali kampanię po macoszemu, serwując nam zaledwie godzinny, pozbawiony większego sensu wycinek historii. Ostateczny sukces tytułu zależy teraz od tego, czy gracze przymknąć oko na te braki w imię świetnej mechaniki.

Invincible VS - dla kogo jest ta gra?
Dla miłośników komiksów Roberta Kirkmana oraz entuzjastów sieciowych bijatyk drużynowych, którzy szukają głębokiego systemu walki opartego na płynnych zmianach postaci.
Invincible VS - dla kogo nie jest ta gra?
Dla samotników oczekujących długiej, angażującej fabuły i bogatej zawartości pozbawionej poza trybem wieloosobowym
- satysfakcjonujący system walki
- świetny kod sieciowy
- wierność materiałowi źródłowemu
- oryginalni aktorzy głosowi
- fatalny tryb fabularny
- tylko zmiana kolorów strojów
- brak opcji pomijania animacji










