Gdy Hollow Knight: Silksong wreszcie zadebiutowało, cyfrowe sklepy padły pod naporem graczy. I w ogóle mnie to nie dziwi. Silksong jest tytułem fenomenalnym, przepięknym i doskonale zoptymalizowanym. Jednocześnie jest to gra tak brutalna, bezlitosna i wymagająca, że z czystym sumieniem odradzę ją połowie z was. To arcydzieło, ale tylko dla wybranych.
W objęciach nowego królestwa
Pamiętacie Hornet? Zręczna wojowniczka, która pomagała małemu Rycerzowi w jego podróży przez Hallownest, teraz sama wpada w kłopoty. Zostaje porwana i przeniesiona daleko, do upadłego królestwa Pharloom, kolejnej krainy zniszczonej przez starożytną katastrofę. Uwolniona dzięki tajemniczej mocy jedwabnej nici, nasza bohaterka musi odkryć, kto i dlaczego ją sprowadził, a przy okazji poznać prawdę o swoim pochodzeniu.
Pierwszy akt gry, który sam w sobie potrafi zająć ponad 15 godzin, to mordercza przeprawa przez obrzeża Pharloom w drodze do centralnej Cytadeli. To podróż przez świat pełen wrogich robali, które dawno utraciły resztki świadomości, i zaledwie kilku bezpiecznych przystani.
Taniec na ostrzu igły
Od pierwszych chwil czuć, że Hornet jest znacznie szybsza i bardziej zwinna od swojego poprzednika. To otwiera nowe możliwości w walce, ale i podnosi poprzeczkę. Team Cherry nie spieszy się z oddawaniem nam kluczowych umiejętności, jak odskok czy wspinaczka po ścianach. Na zdobycie dwóch pierwszych zdolności ruchowych trzeba poświęcić wiele godzin, ginąc przy tym setki razy.
Hollow Knight: Silksong zaczynamy z pięcioma punktami zdrowia i mechaniką leczenia, która wydaje się wręcz okrutna. Owszem, pasek energii ładujemy, zadając ciosy, ale wyleczyć możemy się tylko wtedy, gdy jest on pełny. Sama animacja leczenia trwa dwie sekundy, a Hornet jest w jej trakcie bezbronna. Otrzymanie ciosu w tym momencie oznacza natychmiastową śmierć. Istnieje co prawda specjalny talizman, który temu zapobiega, ale on z kolei przerywa leczenie, zostawiając nas z pustym paskiem i bez odzyskanych sił.

Każdy błąd kosztuje podwójnie
Projektanci z Team Cherry nie uznają półśrodków. Prawie każde zagrożenie środowiskowe i większość ataków bossów zabiera nie jeden, a dwa punkty zdrowia. Nie ma tu też litości w kwestii klatek nietykalności. Hornet jest bezpieczna tylko przez sekundę po otrzymaniu obrażeń. Każdy inny kontakt z wrogiem to kolejne straty. To zmusza do perfekcyjnego opanowania ruchu, uników i ustawiania. Każda walka, nawet z najprostszym przeciwnikiem, może skończyć się zgonem. Do tego dochodzą latający wrogowie, którzy uwielbiają strzelać pociskami i ustawiać się pod niewygodnym kątem.
Muszę natomiast przyznać, że wczesne sekcje platformowe, wymagające odbijania się od obiektów atakiem w dół, są niezgrabne i prowadzą do frustracji.

Areny gorsze od bossów
Myślicie, że to wszystko? Nic z tych rzeczy. Gra regularnie zamyka nas na arenach, na których musimy pokonać kilka fal coraz trudniejszych wrogów. Te starcia bywają trudniejsze niż walki z bossami. Połączenie kilku latających, strzelających przeciwników z paroma zwinnymi oponentami na ziemi, którzy wymagają kilkunastu ciosów, tworzy ścianę nie do przejścia. Niektóre z tych aren pokonywałem metodą kilkudziesięciu prób, ucząc się na pamięć wzorców i kolejności pojawiania się wrogów.
Bossowie natomiast to absolutny szczyt kunsztu projektowania. Każdy z nich ma unikalne ataki, wiele faz i potężne ataki w specjalnym trybie. Zwycięstwo, podobnie jak w najlepszych grach od FromSoftware, daje niewiarygodną satysfakcję. A to wszystko zaledwie w ramach samouczka do brutalnych wyzwań, które czekają w sercu królestwa.

Zawsze jest jakaś nadzieja
Hollow Knight: Silksong daje solidny zestaw narzędzi do walki. Igłę Hornet można ulepszać kilkukrotnie, przy czym dalsze ulepszenia wymagają rzadkiego surowca Pale Oil i wizyty u rzemieślnika. Sercem progresji są Herby. Startowy Herb Łowcy przyspiesza ofensywę i zmienia pogo na ukośne cięcie; kolejne Herby realnie modyfikują podstawowe ataki i dodają bonusy, a do tego determinują liczbę oraz kolory slotów na narzędzia.
Do Herbu przypinasz narzędzia w trzech kategoriach: czerwone ofensywne, niebieskie defensywne i żółte użytkowe. W praktyce budujesz pod to wyspecjalizowane zestawy pod eksplorację, walkę i zbieranie surowców. Najmocniejsze fanty bardzo często wypadają za zadania poboczne albo z bossów, choć część kupisz u handlarzy. Są też polowania, zbiory czy poszukiwania zaginionych robali.

Dzieło sztuki w ruchu
Każdy zakątek Pharloom zaprojektowano z pietyzmem. Tła są pełne detali, efekty cząsteczkowe i oświetlenie budują gęstą, niepokojącą atmosferę przywodzącą na myśl Bloodborne. Ponad 200 typów wrogów i dziesiątki przyjaznych postaci niezależnych animowano z niewiarygodną dbałością, rozwijając styl, który gracze pokochali w pierwszej części. Całości dopełnia mistrzowska ścieżka dźwiękowa Christophera Larkina. Muzyka potrafi być subtelna i nastrojowa, a w chwilach zagrożenia budować napięcie lub całkowicie zamilknąć, aby zasygnalizować śmiertelne niebezpieczeństwo. To audiowizualny spektakl, który na długo zapada w pamięć.
Perfekcja na każdym sprzęcie
Twórcy zadbali o doskonałą optymalizację na każdej platformie. Na konsolach PlayStation 5 i Xboksach Series gra działa w stałych 120 klatkach na sekundę. Wersja na pecety wspiera monitory z wysoką częstotliwością odświeżania i ekrany ultraszerokokątne w formacie 21:9. Silnik Unity wykorzystano po mistrzowsku. Nie doświadczyłem ani jednego zacięcia, spadku płynności czy jakiegokolwiek błędu technicznego.

Warto było czekać, oj, warto
Na Hollow Knight: Silksong z całą pewnością warto było czekać. To fenomenalnie zaprojektowany, przepięknie podany i uzależniający platformer akcji, który pozostanie w pamięci na lata. Prawdziwy majstersztyk od utalentowanego studia Team Cherry. Ale jednocześnie to gra, która nie zadowoli każdego. Fani oryginału, zahartowani w najtrudniejszych wyzwaniach z dodatków, poczują się jak w raju. Tymczasem nowi - szczególnie ci mniej doświadczeni - gracze zderzą się ze ścianą.
Dla kogo jest Hollow Knight: Silksong?
Dla kogo nie jest Hollow Knight: Silksong?
- gęsta atmosfera
- ogromny i szczegółowy świat do eksploracji
- głęboki system rozwoju postaci
- całe mnóstwo zróżnicowanych przeciwników
- mistrzowsko zaprojektowani bossowie
- mnóstwo taktycznych możliwości
- fenomenalna oprawa audiowizualna
- świetna optymalizacja
- bardzo wysoki poziom trudności (co dla niektórych będzie zaletą)
- bywa frustrująca (nawet jeśli zaakceptuje się poziom trudności)
- brak polskiej wersji językowej











