W skrócie
- GreedFall: The Dying World oferuje nową perspektywę fabularną, pozwalając graczowi wcielić się w tubylca walczącego o przetrwanie swojego ludu.
- Nowy system walki inspirowany jest Dragon Age: Origins i zastępuje zręcznościowy model z pierwszej części, jednak napotyka na krytykę z powodu niedociągnięć technicznych.
- Mimo poprawionej oprawy wizualnej i lepszej eksploracji, gra w dniu premiery wciąż posiada liczne błędy oraz nierówności wpływające na przyjemność z rozgrywki.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Spis treści:
- Porwany z własnej wyspy
- Walka w rytmie Dragon Age
- Czar pryska, gdy tylko odepniemy pauzę.
- 18 miesięcy w early access - i co z tego?
- GreedFall: The Dying World - werdykt
- GreedFall: The Dying World - dla kogo jest ta gra?
- GreedFall: The Dying World - dla kogo nie jest ta gra?
GreedFall: The Dying World to powrót do znanego z "jedynki" uniwersum. Tym razem wcielamy się w tubylca z Teer Fradee, którego los rzuca na kontynent Gacane. Twórcy fundują nam całkowitą, odświeżającą zmianę perspektywy. Koniec z wcielaniem się w kolonizatora. Stajemy po stronie tubylców, by obronić swój dom przed obcą inwazją i postępującą degradacją środowiska.
Taki zabieg pozwala spojrzeć na znany konflikt z innej, bardziej osobistej strony. Pomysł na papierze brzmi znakomicie i daje ogromne pole do popisu dla scenarzystów. Niestety, jego realizacja - jak to zwykle bywa w przypadku gier od Spiders - boleśnie zderza się z ograniczeniami technologicznymi.
Porwany z własnej wyspy
Główny bohater (lub bohaterka), Vriden Gerr, właśnie przechodzi rytuał mianowania na Doneigada - duchowego strażnika klanu. Sytuacja w jego rodzinnych stronach jest wręcz tragiczna. Kopalnia kolonistów systematycznie zatruwa rzekę. Ryby giną. Starsi chorują. Zanim jednak zdążymy podjąć jakiekolwiek działania naprawcze, lądujemy w kajdanach pod pokładem statku. Prequel zaczyna się od mocnego uderzenia i przez pierwsze godziny skutecznie przykuwa do ekranu.
To, co w pierwszej części stanowiło zaledwie tło, tutaj gra pierwsze skrzypce. Kolonialna przemoc przestaje być subtelnym komentarzem. W nowej odsłonie brutalnie bije po oczach już od otwierających scen.
Vriden ma to, czego brakowało poprzedniemu protagoniście: osobisty, niezwykle silny motyw. Nie jest dyplomatą idącym na kompromisy, tylko wojownikiem walczącym o przetrwanie własnego ludu.

I to działa. Przez niemal połowę gry ta świeża perspektywa napędza narrację znacznie skuteczniej niż jakikolwiek wątek z oryginału.
Niestety, z czasem intryga zaczyna wytracać tempo. Rasowe napięcia, polityczne przepychanki frakcji, bezlitosna eksploatacja zasobów - twórcy wracają do motywów z 2019 roku, nie oferując w zamian niczego odkrywczego. Kuleje też budowanie napięcia. W jednym z zadań pobocznych antagonista po prostu podchodzi do gracza i tak po prostu, zupełnie nieprzymuszony, przyznaje się do popełnionej zbrodni. Żadnego śledztwa, żadnej satysfakcji z odkrycia prawdy. A to oczywiście tylko jeden z przykładów.

Sytuację ratują towarzysze broni. Ludwig - cyniczny, acz lojalny przemytnik z żołnierską przeszłością - to postać, jakiej ta gra zdecydowanie potrzebowała. Jego historia jest spójna i wciągająca, a poświęcony mu wątek poboczny to prawdopodobnie najlepiej wyreżyserowane pół godziny w całym tytule. Równie pozytywnie zaskakuje Sybille de Vespe. Jej perypetie w drugiej połowie gry autentycznie angażują i zachęcają do dalszego odkrywania fabuły.
Na naganę zasługuje natomiast przeciągnięty prolog. Trwa bite trzy godziny. Serwuje graczowi serię fałszywych zakończeń, zanim wreszcie pozwoli na swobodną eksplorację otwartego świata. Sprawia to wrażenie, jakby twórcy przygotowali trzy różne wersje wstępu. Ponieważ nie potrafili zdecydować się na jedną, zszyli je wszystkie w mało spójną całość.

Walka w rytmie Dragon Age
Najwięcej kontrowersji budzi jednak system walki. Studio Spiders całkowicie porzuciło zręcznościowy model z "jedynki" na rzecz starć taktycznych w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą. To rozwiązanie wyraźnie inspirowane klasykami pokroju Dragon Age: Origins. Jehanne Rousseau, dyrektorka artystyczna w Spiders, tłumaczyła zmianę przede wszystkim opiniami graczy, z których wynikało, że wielu z nich chciało większej kontroli nad drużyną. Paradoksalnie, idę o zakład (o niemałą kwotę), że to właśnie przez ten element wielu miłośników oryginału odbije się od nowej odsłony.
Trzeba przyznać, że gdy gramy zachowawczo - regularnie zatrzymując czas, rozstawiając drużynę i starannie planując użycie umiejętności - system potrafi dać satysfakcję. Mamy trzy zróżnicowane ścieżki rozwoju (obrońca, specjalista od obrażeń, uzdrowiciel) oraz cztery typy broni. Możliwość swobodnego łączenia klas pozwala na stworzenie naprawdę ciekawych kombinacji postaci.

Czar pryska, gdy tylko odepniemy pauzę.
Animacje postaci cierpią na zauważalne opóźnienia. Sztuczna inteligencja przeciwników zachowuje się skrajnie chaotycznie. Wiele ataków - niezależnie od używanej klasy - wygląda i brzmi niemal identycznie. Deweloperzy zaimplementowali co prawda opcje dostosowania poziomu trudności, włącznie ze zredukowaniem otrzymywanych obrażeń do zera. Trudno jednak uznać to za ukłon w stronę mniej wprawnych graczy. To raczej smutna konieczność. Bez niej potyczki w późniejszych etapach gry stają się po prostu niegrywalne przez swoją frustrującą losowość.
18 miesięcy w early access - i co z tego?
GreedFall: The Dying World zadebiutowało we wczesnym dostępie we wrześniu 2024 roku. W marcu 2026 roku, po blisko 18 miesiącach we wczesnym dostępie, gra doczekała się wersji 1.0. Przy okazji zgubiła też z tytułu mylącą cyfrę "2". Choć owoce tego okresu testowego widać gołym okiem, jakość całości wciąż pozostaje nierówna.

Z pewnością poprawiono warstwę wizualną. Na PS5 Pro możemy wybrać pomiędzy trybem wydajności i jakości. W tym drugim gra wygląda na tyle dobrze, że większość czasu spędziłem właśnie w nim (szczególnie, że walka nie wymaga już refleksu, tak jak w "jedynce").
Świat prezentuje się znacznie okazalej. Brukowane ulice miast zyskały unikalny, architektoniczny sznyt. Lasy Teer Fradee zachwycają gęstą roślinnością. Z kolei starożytne ruiny wiarygodnie reagują na dynamicznie zmieniające się oświetlenie. Zdecydowanie lepiej wypada też sam projekt poziomów. Lokacje mają sensowną strukturę, a eksploracja wreszcie sprawia autentyczną przyjemność. Twórcy sprytnie ukryli w zakamarkach mapy cenne przedmioty i unikalne dialogi, więc nasza ciekawość jest zawsze wynagradzana.

Jednak te pozytywne wrażenia co rusz niszczą techniczne niedoróbki. Przeciwnicy potrafią zmaterializować się w powietrzu tuż przed naszą drużyną. Niektóre wątki urywają się bez słowa wyjaśnienia. Tempo narracji niemiłosiernie rwie się i wytrąca z rytmu. Mimo półtora roku wczesnego dostępu, produkcja w dniu premiery nadal sprawia wrażenie takiej, która rozpaczliwie potrzebuje patcha. A najlepiej kilku.
GreedFall: The Dying World - werdykt
Spiders ma rzadki talent do kreowania światów, w których chce się przebywać. Teer Fradee to jedno z najbardziej przekonujących uniwersów AA ostatnich lat - intrygujące, ale i spójne. Problem w tym, że przebywanie w nim bywa nużące. Walka jest toporna, prolog zabija dynamikę na starcie, a rażące błędy techniczne mówią same za siebie. Z pewnością jest tu coś wartego uwagi, ale GreedFall: The Dying World zbyt często przekracza granicę między projektem ambitnym a po prostu niedokończonym. Ale hej, Spiders, nie wszystko stracone!

GreedFall: The Dying World - dla kogo jest ta gra?
Dla miłośników oryginału, ciekawych spojrzenia na konflikt z perspektywy tubylca. Docenią ją fani taktycznych starć w stylu Dragon Age: Origins, a także cierpliwi gracze potrafiący wybaczyć techniczne braki w imię ambitnej wizji twórców.
GreedFall: The Dying World - dla kogo nie jest ta gra?
Dla fanów zręcznościowej walki z "jedynki". Nowy system to zupełnie inna bajka. Odbiją się od niej także osoby nietolerujące rozwlekłych prologów oraz gracze oczekujący od premiery produktu wolnego od uciążliwych błędów.
- perspektywa tubylca świetnie napędza fabułę
- znakomite, angażujące wątki poboczne towarzyszy
- bogaty świat i ulepszone lokacje
- satysfakcjonujący taktyczny rozwój postaci
- wybory realnie wpływające na losy frakcji
- rozwlekły, ponad trzygodzinny prolog
- toporna, chaotyczna i nieresponsywna walka
- niedopuszczalnie duża liczba błędów technicznych
- fabuła zbyt szybko traci tempo
- bardzo schematyczne, proste zadania poboczne










