Spis treści:
- Kratos, zanim stał się bogiem
- Powolny marsz przez antyczne platformy
- Audiowizualna uczta w stylu retro
- Wielkie kłamstwo, czyli afera o współpracę
- God of War: Sons of Sparta - werdykt
- God of War: Sons of Sparta - dla kogo jest ta gra?
- God of War: Sons of Sparta - dla kogo nie jest ta gra?
W skrócie
- God of War: Sons of Sparta to dwuwymiarowa gra typu metroidvania z młodym Kratosem i jego bratem w roli głównej.
- Gra oferuje dopracowaną oprawę audiowizualną w stylu pixel-art oraz ścieżkę dźwiękową łączącą monumentalne chóry i syntezatory.
- Najwięcej zastrzeżeń budzi sterowanie i ograniczony tryb kooperacji, który nie spełnia marketingowych obietnic.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Wyobraźcie sobie wyprawę do filharmonii na monumentalną symfonię. Dyrygent podnosi batutę, po czym cała orkiestra zaczyna wygrywać melodie na syntezatorach i starych GameBoyach. Z jednej strony to zbezczeszczenie klasyki, a z drugiej - noga sama rwie się do rytmu. Podobny, potężny dysonans poznawczy zafundowało nam Sony premierą God of War: Sons of Sparta. Gra, która w zamyśle miała być skromnym ukłonem w stronę wiernych fanów, błyskawicznie przerodziła się w wizerunkową katastrofę i pole bitwy na forach internetowych.
Kratos, zanim stał się bogiem
Zrobienie z God of War dwuwymiarowej gry typu metroidvania to pomysł tyle szalony, co pociągający. Nie sterujemy tu ponurym, brodatym drwalem z Północy ani ziejącym czystą nienawiścią bogiem wojny, który z lubością dekapituje mieszkańców Olimpu. Studio Mega Cat cofa nas do czasów Agoge - brutalnego, spartańskiego szkolenia wojskowego dla młodzików. Mamy tu młodego Kratosa (z włosami!) i jego brata, Deimosa. Kiedy jeden z ich rekrutów znika bez śladu, chłopcy łamią żelazny regulamin i rzucają wyzwanie całej menażerii potworów zamieszkujących malowniczą Lakonię.

To, co porusza w tej opowieści najmocniej, to nie wszechobecna jucha, a zadziwiające ciepło. Obserwowanie, jak dwójka braci rzuca do siebie szczeniackimi uszczypliwościami, jak Kratos momentami odczuwa strach, a jego legendarny gniew to dopiero malutka, tląca się iskierka, autentycznie chwyta za serce. Zwłaszcza jeśli znacie ich późniejsze, tragiczne losy.
Jakby tego było mało, całą tę historię snuje zza kadru Artur Dziurman, a więc głos Kratosa, który znamy z "dużych" odsłon God of War. Oczywiście można wybrać też angielski voice actingiem - z powracającym TC Carsonem - ale polski dubbing nie ustępuje oryginałowi i dobrze komponuje się z antycznym settingiem.

Powolny marsz przez antyczne platformy
Po chwyceniu pada do rąk zaczynają się jednak strome schody. Początek God of War: Sons of Sparta to w zasadzie usypiający symulator spacerowicza z włócznią. Kratos porusza się ospale, niczym wóz z węglem, a zanim odblokujemy klasyczne dla tego gatunku ulepszenia (takie jak podwójny skok czy magiczne tarcze), produkcja może was mocno znużyć.
Najbardziej fizycznie boli jednak sterowanie. Gramy w pixel-artową platformówkę 2D i - o zgrozo - nie możemy poruszać postacią za pomocą klasycznego "krzyżaka"! Ktoś w Sony uznał, że wychylanie gałki analogowej to jedyny słuszny sposób na lawirowanie między kolcami wielkości połowy ekranu. To decyzja tak absurdalna, że do teraz próbuję znaleźć w niej jakiś logiczny sens.

Wprawdzie z czasem taniec z włócznią Kratosa i procą Deimosa nabiera rumieńców i potrafi wciągnąć, ale starcia z bossami to ponury żart. Nasz spartański wojownik w swojej późniejszej karierze dusił tytanów i patroszył smoki. Tutaj walczymy z wyjątkowo schematycznymi przeciwnikami - to zwykłe, pozbawione wyrazu mięczaki, które padają na deski szybciej, niż zdążycie ziewnąć.
Audiowizualna uczta w stylu retro
Jeśli jest coś, za co twórców trzeba bezwzględnie pochwalić, to oprawa. Mega Cat Studios postawiło na bogaty w detale, nowoczesny pixel-art (określany mianem hi-bit). Animacje są szalenie płynne, a każdy cios kwituje krwista, pikselowa fontanna, która malowniczo brudzi tła.

Ścieżka dźwiękowa to istny majstersztyk. Kompozytorzy połączyli monumentalne chóry i ciężkie brzmienia charakterystyczne dla dużych odsłon serii, przepuszczając je przez filtry nawiązujące do czasów 16-bitowych konsol. To chyba jedyny znany mi soundtrack, w którym orkiestrowe chóry brzmią naturalnie obok 16-bitowych syntezatorów. Świetnie się tego słucha nawet poza grą. Za każdym razem, gdy przechodziłem przez God of War: Sons of Sparta w dashboardzie PlayStation, zatrzymywałem się na chwilę, by posłuchać motywu przewodniego.
Wielkie kłamstwo, czyli afera o współpracę
Na sam koniec musimy zająć się największym problemem tej produkcji i powodem, dla którego oceny graczy lecą na łeb na szyję. Sony od wielu miesięcy sprzedawało God of War: Sons of Sparta jako grę z pełnoprawnym, lokalnym trybem współpracy. Pamiętacie te dynamiczne zwiastuny? "Ty sterujesz Kratosem, ja Deimosem i wspólnie przemierzamy świat". Guzik prawda.

Co-op to w tej grze wyłącznie marketingowa wydmuszka. Drugi gracz nie ma prawa swobodnie eksplorować mapy. Musi siedzieć bezczynnie i patrzeć w ekran, aż dotrzecie do jednej z nielicznych, zamkniętych aren wyzwań, gdzie łaskawie może dołączyć do zabawy jako mocno ograniczone "wsparcie". To tak, jakbyście zaprosili kumpla na wyborną pizzę, ale pozwolili mu ją jedynie powąchać, a na koniec kazali wyrzucić pusty karton. Fani masowo domagają się zwrotu pieniędzy i trudno im się dziwić.
God of War: Sons of Sparta - werdykt
God of War: Sons of Sparta to stworzone z miłością - zarówno do tej serii, jak i do stylistyki retro - małe dzieło sztuki. Nieprzemyślane sterowanie i bezczelne kłamstwa działu marketingu brutalnie je jednak psują. To piękna laurka dla największych miłośników Kratosa, wyceniona uczciwe na 134 złote. Zagrać warto - dla wciągającej historii, urzekających pikseli i chwytającej za serce muzyki. Zróbcie to jednak w pojedynkę. Znajomym oszczędźcie rozczarowania.

God of War: Sons of Sparta - dla kogo jest ta gra?
Dla fanów uniwersum God of War, zagorzałych miłośników metroidvanii o dużej tolerancji na powolny początek oraz fanów nostalgicznego pixel-artu.
God of War: Sons of Sparta - dla kogo nie jest ta gra?
Dla osób szukających epickich, trójwymiarowych starć z bossami oraz graczy, którzy kupili drugi pad specjalnie z myślą o zapowiadanej kooperacji.
- ciekawa historia i relacja Kratosa i Deimosa
- satysfakcjonująca eksploracja Lakonii
- przepiękna estetyka hi-bit
- świetny, stylizowany soundtrack
- Artur Dziurman (i TC Carson w oryginale) jako narrator
- sterowanie analogiem w precyzyjnej platformówce 2D to zbrodnia
- walki z bossami są nudne, proste i bez polotu
- obiecany tryb kooperacji to bezczelne, marketingowe oszustwo
- nużące pierwsze dwie godziny zabawy










