W Ghost of Yotei gramy jako Atsu - wynajęta zabójczyni ścigająca bandę zwaną Szóstką z Yotei, winnych masakry jej bliskich szesnaście lat wcześniej. Mieszkańcy północnych terenów Ezo mówią przyciszonymi głosami o mściwym duchu prześladującym te ziemie. Ten onryo nie nęka jednak zwykłych ludzi - jego celem są wyłącznie kryminaliści.
Początek gry imponuje dzięki reżyserii przywodzącej na myśl produkcje samurajskie w stylu Kurosawy. Pierwsze dwadzieścia godzin sprawiało, że czułem się, jakbym obcował z produkcją rangi Red Dead Redemption. Szkoda, że fabuła stopniowo traci rozpęd, a zakończenie da się przewidzieć dużo wcześniej. Deweloperzy próbują różnicować główne zadania rozmaitymi elementami, jednak fundament się nie zmienia - stanowią go walka, skradanie się, elementy śledcze i obserwacyjne.
Wycieczka przez malowniczą Ezo
Prawdziwym bohaterem Ghost of Yōtei okazuje się półotwarta struktura regionów o bardziej skondensowanej skali niż w Tsushimie. Zamiast trzech wielkich wysp mamy kilka większych obszarów północnej Japonii, między którymi gra pozwala przeskakiwać zgodnie z tempem opowieści i polowania na cele. We wszystkich tych regionach śledzimy konkretnych członków bandy Yōtei Six, a część kolejności starć można wybierać dość elastycznie. Studio Sucker Punch pozwala na większą dowolność w eksplorowaniu niż w poprzedniej odsłonie - przemierzamy tereny we własnym tempie i wykonujemy misje według własnego uznania.

Świat w Ghost of Yotei jest piękny, a jego eksploracja to czysta, niezmącona niczym przyjemność. Główny region imponuje skalą i stylem wizualnym. Zasięg renderowania sprawia potężne wrażenie - widoki rozciągają się aż po linię horyzontu, podczas gdy wszystkie wzniesienia wabią perspektywą znalezienia czegoś nowego. Twórcy nie ukrywali inspiracji otwartymi światami pokroju Zeldy: Breath of the Wild. Konstrukcja lokacji prowadzi wzrok kolorem, dymem z palenisk i rzeźbą terenu, zachęcając do samodzielnych odkryć.
Nowością jest możliwość rozbicia obozu niemal w dowolnym miejscu. Atsu może rozłożyć obozowisko, aby odpocząć, gotować, pograć na shamisenie czy odnowić zapasy. To miejsce zarządzania ekwipunkiem i złapania oddechu.

Luneta kontra znaczniki na mapie
Kolejna nowość to luneta, która umożliwia stawianie znaczników w oddali oraz rozpoznawanie interesujących punktów na odległość. Dane zapisują się samoczynnie na mapie, a powiew wiatru pełni znaną z Tsushimy funkcję nawigacji do wybranego miejsca. Na początku mapa jest prawie całkowicie czysta - nie ma już pytajników oznaczających ciekawostki. Aby poznać sekrety Ezo, trzeba wyruszyć w świat i obserwować otoczenie. Tubylcy dzielą się informacjami o skarbach za pomocą pogłosek i dokładnych wskazówek.
Ghost of Yotei to powrót do tego, co w otwartych światach najpiękniejsze. Każda lokacja tętni życiem. Sucker Punch rozmieściło standardowe zadania po całym terenie, jednak najważniejsze są misje dodatkowe oraz spontaniczne zdarzenia. Każda sesja spędzona przed konsolą kończy się co najmniej jedną niespodzianką. Nie sposób przewidzieć, co czeka nas za następnym rogiem. Tu naprawdę czuć wolność i pulsujące tętno świata gry.

Masakra niejedno ma imię
Atsu nie ogranicza się do katany. Protagonistka dysponuje pełnym zestawem śmiercionośnego oręża. Podczas rozgrywki zdobywamy katany (w tym podwójne prowadzenie), yari (włócznia), kusarigamę oraz ōdachi. Yari, kusarigama i ōdachi nie są obowiązkowe, jednak lepiej je zdobyć. Każda broń oraz przyrządy w rodzaju kunai lub ładunków wybuchowych wymagają nauki u nauczycieli albo odblokowania konkretnymi zadaniami. Poza bronią białą pojawia się też palna, pod postacią karabinu tanegashima.
W Ghost of Yotei klasycznych punktów doświadczenia. Umiejętności odblokowujemy, znajdując ołtarze kontemplacji rozproszone po Ezo. Wszystkie punkty otwierają możliwości czynne, bierne lub świeże techniki dla oręża. Wybrane specjalne ruchy są wyłącznością senseiów i wymagają ukończenia ich osobnych zadań. System zbroi i talizmanów wraca w unowocześnionej formie - to nadal rozpoznawalny szkielet z Tsushimy, ale z nowymi modyfikatorami i wariantami.

Katana, nożyce, papier
System pięciu broni przypomina pozycje bojowe z Tsushimy. Każdy oręż jest skuteczny przeciwko konkretnym typom wrogów. Przykładowo - dwie katany przebijają się przez włócznie, a kusarigama kruszy osłony. Poza paskiem zdrowia trzeba mieć na uwadze pasek siły duchowej, która pozwala leczyć się i wyprowadzać ataki specjalne. Szybko się zużywa, ale można ją odnawiać, korzystając umiejętnie z technik albo popijając sake. Prowokacje pozostawiono bez zmian, natomiast nowością jest możliwość ciskania w przeciwników orężem zbieranym z ziemi (widowiskowe i użyteczne), jak również wytrącania im oręża z rąk.
System walki utrzymuje dokładność i surowość pierwowzoru. Idealny zeskok lub blok dają szansę kontry, a wszystkie potyczki są soczyste i satysfakcjonujące. Kłopoty zaczynają się w starciach z dużymi grupami - kamera sprawniej ogarnia tłok niż w Tsushimie, jednak wciąż można zgubić orientację. Mechaniki skradania w ogóle nie ulepszono. Potraktowano ją dość po macoszemu. To takie samo skradanie, jak w Tsushimie… i jak w większości gier z mechaniką skradania.

Samotna wilczyca
Wilczyca znana ze zwiastunów nie jest stałym towarzyszem przez całą rozgrywkę. Na początku ukazuje się okazjonalnie - to podczas cutscenki, to podczas bitwy. Krok po kroku ją udomawiamy, do momentu gdy możemy wezwać ją przed starciem. Zwierzę posiada osobne drzewo rozwoju, odblokowywane poprzez ratowanie wilków z nor (nowy rodzaj zadania). Wilczyca wspiera nas podczas walk i wielokrotnie ratuje przed zgonem.
Piękno czai się na (prawie) każdym kroku
Ghost of Yotei prezentuje oszałamiające krajobrazy. Styl artystyczny robi niesamowite wrażenie, podobnie jak odległość renderowania - jeśli tylko dopisuje pogoda, możemy zobaczyć, co dzieje się całe kilometry od nas. Otoczenie żyje dzięki unoszącym się na wietrze liściom, uginającym się trawom, spływającym z wysoka wodospadom, szemrzącym strumykom, dzikim stadom koni, a także za sprawą fantastycznej gry światła oraz intensywnych efektów atmosferycznych.
Ważne jedynie, aby nie patrzeć z bliska. W zbliżeniu technologia wykorzystana w Ghost of Yotei ujawnia swoje słabości. Niektóre elementy otoczenia są ubogie w detale, ruchy postaci niezależnych często są mocno mechaniczne, a ich twarze oraz mimika wołają o pomstę. Te ostatnie psuły moje wrażenia z obcowania z pięknem tej gry przy każdej rozmowie.

Ghost of Yotei testowałem na PlayStation 5 Pro, dzięki czemu poza trzema standardowymi opcjami - jakość (wysoka rozdzielczość i 30 FPS-ów), ray tracing (nieco niższa rozdzielczość i 30 FPS-ów) oraz wydajność (wyraźnie niższa rozdzielczość i 60 FPS-ów) - mogłem wybrać jeszcze jeden, z ray tracingiem i 60 FPS-ami, choć jednocześnie także mocno obniżoną rozdzielczością. Ostatecznie - sam byłem tym zaskoczony - zdecydowałem się na zabawę w trybie jakości, w którym obraz jest ostry niczym katana Atsu.
Znakomitym dopełnieniem obrazu jest udźwiękowienie - czy mowa o odgłosach otoczenia, czy o dźwiękach towarzyszących bitwom, czy o muzyce, która tworzy dokładnie takie tło, jakiego w danej chwili potrzeba. A przeważnie chowa się za horyzontem, abyśmy mogli delektować się w pełni florą i fauną. Co zaś się tyczy głosów postaci, sprawdziłem wszystkie trzy dostępne wersje dubbingu: angielską, japońską oraz polską. I tutaj znów zaskoczyłem sam siebie, bo zamiast - tak jak zwykle to robię w przypadku gier osadzonych w Japonii - zdecydowałem się na rodzime głosy. Sony po raz kolejny udowodniło, że wie, jak zrobić znakomity dubbing po polsku.

Ghost of Yotei - werdykt
Ghost of Yotei nie jest dziełem wybitnym, jakiego tworzy obraz w pierwszych godzinach zabawy, jednak to świetna gra akcji, która rozwinęła i upiększyła dodatkowo to, co zachwycało nas już w Ghost of Tsushima. Studio Sucker Punch stworzyło imponujący otwarty świat, który nie tylko wygląda i brzmi przepięknie, ale też zawiera tyle zdarzeń i aktywności pobocznych, że potrafi zaskoczyć nawet po sporo ponad 20 godzinach spędzonych z kataną… znaczy, z padem w dłoniach.
Dla kogo jest Ghost of Yotei?
Dla kogo nie jest Ghost of Yotei?
- przepiękny, żywy świat pełen niespodzianek
- swoboda eksploracji bez znaczników na mapie
- satysfakcjonujący i dająca sporo możliwości walka
- bogaty system rozwoju
- ciekawa koncepcja obozowania
- parę pomniejszych, ale udanych nowinek
- rozgrywka na kilkadziesiąt godzin
- aż cztery tryby graficzne do wyboru (jeden z nich tylko na PS5 Pro)
- świetny polski dubbing
- bezpieczny, przewidywalny scenariusz
- problematyczna kamera w większych starciach
- większość mechanik bardzo podobna do oryginału
- sztywny, odstający od reszty wygląd NPC-ów










