W skrócie
- The Forsaken Hollows wprowadza nową, wertykalną mapę i klasy postaci nastawione na kooperację, podnosząc poziom wyzwania.
- Dodatek powiela wielu bossów i mechaniki z wcześniejszych gier FromSoftware, co może rozczarować fanów oczekujących większej oryginalności.
- Rozszerzenie najlepiej wypada w trybie drużynowym, a gracze solo mogą odczuć wzrost trudności i brak satysfakcji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Spis treści:
- Wejście do Wielkiej Pustki
- Wertykalny koszmar
- Festiwal wtórności i powrót Artoriasa
- Siła współpracy
- Toksyczny żart twórców
- Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows - werdykt
- Dla kogo jest Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows?
- Dla kogo nie jest Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows?
Z Nightreign miałem ogromny problem. Doceniałem mechanikę walki, ale rytm rozgrywki w wersji podstawowej wydawał mi się męczący. W przeciwieństwie do świetnie wyważonego Helldivers 2 czy święcącego ostatnio triufmy Arc Raiders, tutaj współpraca mieszała się z frustracją. Mozolne zbieranie zasobów przez pół godziny tylko po to, by zginąć w trzydzieści sekund starcia z bossem, skutecznie zniechęcało do powrotu. The Forsaken Hollows to zmieniło. Nie jest to dodatek idealny, ale pozwolił mi zawrzeć pokój z tą produkcją.
Wejście do Wielkiej Pustki
Dostęp do nowej zawartości okazuje się zaskakująco prosty, zwłaszcza gdy zestawimy go ze skomplikowanymi wymogami znanymi z Shadow of the Erdtree czy serii Dark Souls. Wystarczy pokonać Tricephalosa (większość aktywnych graczy ma to już za sobą) i otworzyć konkretne drzwi w hubie. Dodatek kosztuje 70 złotych (na Steamie), a posiadacze edycji Deluxe otrzymują go w pakiecie.
Po spełnieniu warunków i wejściu do kaplicy, czeka nas symulowana walka z Dreglordem - nie musisz jej wygrać, aby odblokować dostęp do nowych treści. Te zaś zaczynają się od mapy, która stanowi największe zaskoczenie, a zarazem największy problem tego rozszerzenia.

Wertykalny koszmar
Plansza, na którą trafiamy w Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows, to zupełnie nowy obszar, a nie tylko modyfikacja istniejącego Limveld. Projektanci FromSoftware wzięli sobie do serca narzekania na płaskość podstawowych lokacji i… poszli w drugą skrajność. Nowa mapa jest ekstremalnie wertykalna. Przypomina nieco podziemne lokacje z Ziem Pomiędzy, lecz jej konstrukcja zmienia samą eksplorację w walkę o przetrwanie. Łatwo się tu zgubić, jeszcze łatwiej spaść, a wszechobecne burze ognia karzą za każdy moment nieuwagi. To teren zaprojektowany tak, by rzucać kłody pod nogi - stanowi wyzwanie samo w sobie. Jednych to zachwyci, a innych doprowadzi do szewskiej pasji.
Festiwal wtórności i powrót Artoriasa
Poziom trudności w The Forsaken Hollows jest naprawdę wysoki. Nowi bossowie to ukłon w stronę najbardziej zatwardziałych fanów gatunku. I to jest jak najbardziej okej. Mam jednak spory problem z kreatywnością studia w kwestii doboru przeciwników. DLC cierpi na wszechobecną wtórność. Spotkamy tu podkręconą wersję Mohga oraz Demon Prince z Dark Souls 3 czy pomniejszych wrogów z Shadow of the Erdtree. Największym zaskoczeniem jest powrót Knight Artoriasa z Dark Souls. Z jednej strony serce rośnie na widok tego kultowego wojownika, z drugiej zaś brak w pełni oryginalnych oponentów (poza nielicznymi wyjątkami) pozostawia pewien niedosyt.
System Inwazji (losowych wydarzeń na mapie) również doczekał się rozbudowy. Pojawić się mogą między innymi Gladius Invasion, gdzie walczymy z trzema wilkami władającymi mieczami, oraz Caligo Invasion, podczas którego mroźna mgła pokrywa znaczną część mapy, aż odnajdziemy i pokonamy Caligo. Wszyscy ci Panowie Nocy otrzymali solidny zastrzyk statystyk, więc nawet z rozwiniętą postacią starcia te stanowią ścianę nie do przebicia dla mniej wprawnych graczy.

Siła współpracy
Dwaj nowi Mrocznicy to wyraźny sygnał, że Nightreign ma być grą drużynową. Pierwszym z nich jest Uczony - erudyta wykorzystujący obserwację pola bitwy do wspierania sojuszników i osłabiania wrogów. Drugą jest Grabarka - wojowniczka łącząca wiarę z brutalną siłą wielkiego młota. Widać wyraźnie intencję twórców. FromSoftware chce zmusić nas do kooperacji. Daje nam więc narzędzia, które pełnię możliwości pokazują dopiero w grupie.
Toksyczny żart twórców
Na koniec zostawiłem element, który można potraktować jako żart autorów z samych siebie. Do gry trafiły nowe bagna. W The Great Hollow znajdziemy obszary wypełnione różnymi rodzajami zatrutych mokradeł (trucizną, szkarłatnym zgnilizną, szaleństwem i snem). Jeśli ktoś tęsknił za powolnym brodzeniem w toksycznym szlamie podczas poszukiwania przedmiotów, poczuje się jak w domu. To klasyczna złośliwość japońskiego studia, która stała się już niemal obowiązkowym punktem programu.

Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows - werdykt
The Forsaken Hollows nie jest arcydziełem na miarę Shadow of the Erdtree. Kosztuje 70 złotych, a w zamian dostajemy zawartość adekwatną do ceny, choć opartą w dużej mierze na sentymencie i recyklingu. Dodatek zmienił jednak moje podejście do tytułu. Nowa wertykalna mapa i klasy nastawione na synergię sprawiły, że w końcu czerpię z Nightreign satysfakcję.

Dla kogo jest Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows?
Dla graczy, którzy w podstawce czuli niedosyt wyzwania i szukali bardziej złożonej kooperacji. Spodoba się też fanom Dark Souls 3 tęskniącym za starymi bossami.
Dla kogo nie jest Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows?
Dla osób grających wyłącznie solo, bo nowi Mrocznicy i poziom trudności faworyzują grupy.
- świetna, wertykalna konstrukcja nowej mapy
- nowe klasy postaci zachęcające do kooperacji
- sporo widowiskowych starć
- przystępna cena (70 złotych)
- zbyt duży recykling bossów z poprzednich gier
- mapa bywa nieczytelna i frustrująca
- trujące bagna to wciąż mało kreatywny zapychacz












