W skrócie
- EA Sports UFC 6 oferuje ulepszony i realistyczny system walki w stójce, który opiera się na silniku Frostbite i precyzyjnej kalkulacji fizyki kolizji ciosów.
- System walki w parterze pozostał niemal niezmieniony względem poprzedniej odsłony, przez co opiera się na przestarzałych i powtarzalnych mechanikach blokowania.
- Gra została wzbogacona o ułatwienia dla początkujących graczy, zręcznościową mechanikę Flow State oraz tryb historyczny Hall of Legends.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Anatomia precyzyjnego nokautu
- Koszmar na macie powraca
- Zręcznościowy pasek w symulatorze
- Od zera do wirtualnego bohatera
- Błędy w świetle jupiterów
- EA Sports UFC 6 - werdykt
- EA Sports UFC 6 - dla kogo jest ta gra?
- EA Sports UFC 6 - dla kogo nie jest ta gra?
Wchodziłem do oktagonu w EA Sports UFC 6 z ogromnymi oczekiwaniami, bo deweloperzy obiecywali rewolucję w fizyce i przystępności. Zmienia się tu jednak głównie to, co widać na pierwszy rzut oka. Gra od pierwszych minut wyciąga rękę do nowicjuszy. Spowolnienie czasu w trybach offline niesamowicie ułatwia zabawę - pozwala bez stresu odczytać ruchy przeciwnika i nauczyć się timingu na uniki czy obalenia. Do dyspozycji mamy też uproszczone sterowanie oraz analizator klatek w trybie treningowym, więc próg wejścia drastycznie spada. Zespół z EA Vancouver wyraźnie chciał przyciągnąć przed ekrany ludzi odbijających się dotąd od skomplikowanych kombinacji przycisków.
Anatomia precyzyjnego nokautu
Wymiana ciosów w stójce pokazuje prawdziwe pazury silnika Frostbite. Twórcy świetnie wykorzystali tę technologię do odwzorowania ruchu. Każdy zawodnik zachowuje się inaczej, a system precyzyjnie bierze pod uwagę środek ciężkości, postawę i sposób ładowania uderzeń.
Różnice między archetypami czuć natychmiast po chwyceniu pada. Zawodnik walczący na dystans wymaga zupełnie innego podejścia niż fighter nastawiony na klincz. Do tego dochodzą różne typy gardy. Tradycyjna zasłona dobrze chroni głowę, ale unieruchamia nogi, przez co wystawia nas na bolesne low kicki.
Dzięki nowej fizyce kolizje nie są już tylko odtwarzanymi animacjami, ale wynikiem realnej kalkulacji punktu uderzenia. Skutki obrażeń widać i czuć do samego końca rundy - rozbita noga spowalnia ruchy, a opuchnięta twarz potrafi ograniczyć widoczność. Czasami kończy się to nawet interwencją lekarza zza klatki.

Koszmar na macie powraca
Walka w stójce zachwyca, ale zejście do parteru znów mocno kuleje. Twórcy przenieśli tu niemal jeden do jednego archaiczny system z poprzedniej odsłony. Wszystko opiera się na prostych wychyleniach gałki analogowej. Zawodnik leżący na plecach może w nieskończoność blokować przejścia przeciwnika, jeśli tylko wyczuje kierunek ruchu.
To prowadzi do absurdalnych sytuacji, gdy całe rundy zamieniają się w statyczne wyczekiwanie na błąd. Brakuje tu jakichkolwiek limitów blokowania opartych na staminie, a system poddań sprowadza się do mało angażującego gonienia wskaźników po ekranie.

Zręcznościowy pasek w symulatorze
Deweloperzy postanowili urozmaicić rozgrywkę mechaniką Flow State. Nagradza ona trzymanie się stylu walki wybranego zawodnika. Po nabiciu specjalnego wskaźnika wojownik dostaje na kilka sekund potężne bonusy do szybkości, wytrzymałości i skuteczności dźwigni. Ekran traci wtedy kolory, a całość nabiera mocno filmowego klimatu.
Pomysł ten strasznie gryzie się z symulacyjnym charakterem UFC 6. Odpalanie czasowych wzmocnień przypomina patenty z typowych bijatyk zręcznościowych, co w trybach nastawionych na rywalizację online potrafi mocno zazgrzytać.

Od zera do wirtualnego bohatera
Moduł kariery wita nas krótkim wątkiem fabularnym, w którym prowadzimy byłego zapaśnika Chrisa Cartera. Historia pęka w szwach od klisz znanych z tanich filmów sportowych i służy głównie za przedłużony samouczek. Po jego ukończeniu trafiamy do właściwego centrum zarządzania karierą z symulowanymi mediami społecznościowymi. Niestety, ciągła pętla treningów, sparingów i walk dość szybko zaczyna wiać nudą.
Dla fanów historii sportu przygotowano za to fantastyczny tryb Hall of Legends. To zrealizowana w formie dokumentu podróż przez najważniejsze momenty w karierach takich gwiazd jak Max Holloway czy Alex Pereira. Archiwalne nagrania wideo płynnie przechodzą w grywalne fragmenty. EA Sports UFC 6 daje tu świetną lekcję o korzeniach tej dyscypliny.

Błędy w świetle jupiterów
Oprawa wizualna na konsolach (testowałem na PlayStation 5 Pro) potrafi zachwycić dynamicznym oświetleniem i świetnymi modelami postaci. Krew zostaje na macie, a pot błyszczy w świetle reflektorów. Niestety, system fizyki czasami generuje nienaturalne, komiksowe pozy po nokaucie. W każdym razie, ogólne wrażenia są świetne. Robotę robi też tradycyjnie udźwiękowienie, które genialnie buduje klimat przebywania w oktagonie.
EA Sports UFC 6 - werdykt
W EA Sports UFC 6 świetnie zrealizowana walka w stójce zderza się z przestarzałym systemem walki w parterze. Zespół z EA Vancouver zadbał o przystępność i dał nowym graczom świetne narzędzia do nauki, ale kompletnie zapomniał o przebudowaniu mechanik krytykowanych od lat. Dodatek w postaci trybu Hall of Legends ratuje zawartość single-player. Zręcznościowy system Flow State pozostawia jednak spory niesmak w tytule, który aspiruje do miana symulatora. To nadal bardzo solidna pozycja dla miłośników sportów walki - a jeśli szukacie czegoś o (mimo wszystko) symulacyjnym zacięciu, to prawdopodobnie najlepszy wybór na rynku.
EA Sports UFC 6 - dla kogo jest ta gra?
To idealny wybór dla graczy szukających soczystej wymiany ciosów w stójce oraz fanów chcących poznać historię prawdziwych mistrzów oktagonu. Świetnie odnajdą się tu również mniej hardkorowe osoby, które odbijały się od poprzednich edycji.
EA Sports UFC 6 - dla kogo nie jest ta gra?
Produkcja zdecydowanie odrzuci weteranów oczekujących głębokiej, realistycznej walki na chwyty oraz skomplikowanego systemu poddań. Odbiją się od niej także gracze szukający w pełni poważnego, pozbawionego zręcznościowych ułatwień symulatora MMA.










