Spis treści:
- Świat, który trzeba poznać, a nie odhaczyć
- Walka dobra, choć nie bez skazy
- Pixel-art na najwyższym poziomie
- Nie wszystko zagrało
- Drova: Forsaken Kin - werdykt
- Drova: Forsaken Kin - dla kogo jest ta gra?
- Drova: Forsaken Kin - dla kogo nie jest?
W skrócie
- Drova: Forsaken Kin to old-schoolowe RPG z wysokim poziomem trudności i brakiem prowadzenia za rękę, inspirowane pierwszym Gothicem.
- Gra oferuje wymagający system walki oraz frakcje z wyborami mającymi realne konsekwencje.
- Do wad zaliczono nużącą końcówkę walki, brak minimapy i wysoki próg wejścia.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
A jednak. Just2D, kilkuosobowy (!) zespół z Niemiec, zrobił coś, czego nie powstydziłaby się samo Piranha Bytes u szczytu formy. Drova: Forsaken Kin to RPG, które podaje niczego wprost, nie przeprasza za poziom trudności i nie prowadzi za rękę. Jeśli brakuje wam właśnie tego w nowoczesnych grach tego gatunku - trafiliście pod właściwy adres.
Świat, który trzeba poznać, a nie odhaczyć
Zaczynamy z niczym. Dosłownie: puste ręce, łachmany, mroczny świat czerpiący z mitologii celtyckie, który nie zamierza nas oszczędzaćj. Żadnej minimapy z migającymi znacznikami. Żadnego dziennika zadań prowadzącego krok po kroku. Jeśli chcecie wiedzieć, dokąd iść - musicie porozmawiać z ludźmi i słuchać, co mówią. A jeśli zbłądzicie w złą stronę i wpadniecie na wilki, które was rozszarpią… cóż, takie życie! Brzmi brutalnie? Jest brutalnie. I właśnie o to chodzi.
Świat Drovy nagradza eksplorację i cierpliwość. Co jakiś czas natykamy się na przejście czy jaskinię, do których jeszcze kilka godzin wcześniej nie mieliśmy wstępu, bo potwory przy wejściu dosłownie nas demolowały. Gdy wracamy tam z lepszym ekwipunkiem i nabitymi statystykami, satysfakcja z osiągniętego postępu jest autentyczna.
Drova: Forsaken Kin ma też to, co czyniło z Gothica tak mocnego RPG-a - frakcje. Po pewnym czasie musimy wybrać pomiędzy dwoma obozami. Nasza decyzja wpływa na dostępne questy, NPC-ów czy nauczycieli, u których zdobywamy nowe umiejętności. Wybory mają konsekwencje. Kradzież kończy się ostracyzmem. Wyciągnięcie broni w złym miejscu - natychmiastową wrogością. Znacie to, prawda? Właśnie tak działał Gothic. I właśnie tego brakowało mi od lat.

Walka dobra, choć nie bez skazy
System walki jest zręcznościowy i wymagający. Timing uderzeń, zarządzanie wytrzymałością, uniki w odpowiednim momencie - to wszystko stanowi podstawę starć. W pierwszych kilkunastu godzinach to jeden z największych atutów gry. Każdy nowy topór czy pancerz to odczuwalna zmiana - potwory, od których uciekaliśmy, nagle stają się możliwe do pokonania. Poczucie postępu jest gigantyczne.
Tyle że w późniejszej fazie gry walka zaczyna nużyć. Mechanicznie niewiele się zmienia - przez większość czasu opieramy się na tym samym zestawie ciosów, a kolejne grupy wrogów są coraz liczniejsze, ale niekoniecznie ciekawsze. Just2D podało tu pomocną dłoń w postaci możliwości szybkiego przełączania między dwoma zestawami broni i sporą różnorodnością oręża (miecze, topory, łuki, magia), ale nie zmienia to faktu, że końcówka gry broni się bardziej klimatem niż mechaniką. Niemniej - broni się.

Pixel-art na najwyższym poziomie
Drova: Forsaken Kin wygląda pięknie. Mroczna kolorystyka, brązy i szarości, oświetlenie na poziomie, którego nie spodziewałem się po budżetowej produkcji. Animacje są płynne, a szczegóły otoczenia budują klimat równie skutecznie jak dialogi.
Co ciekawe, gra jest też dostępna na smartfonach. I wypada w tej wersji naprawdę dobrze. Czcionki są czytelne, problemów technicznych brak. Jeśli szukacie tytułu na podróż lub kanapowy wieczór, Drova sprawdzi się znakomicie.
Drova: Forsaken Kin doczekała się niedawno polskiej wersji językowej. To ważne z punktu widzenia nawet tych graczy, którzy angielski znają dosyć dobrze. W grze jest sporo do przeczytania, niekoniecznie w łatwo przyswajalnej formie, więc po prostu wypada rozumieć wszystko co do joty.

Nie wszystko zagrało
Mapa bywa uciążliwa. Brak minimapy w połączeniu z gęsto zalesionymi, warstwowymi lokacjami sprawia, że szukanie ukrytych przejść czy jaskiń potrafi przerodzić się w mozolny backtracking. To cena old-schoolowego podejścia. Wiem, że niektórzy to lubią, ale trzeba o tym uczciwie napisać. I uprzedzić tych, którzy za tym podejściem nie przepadają.
I wreszcie - próg wejścia jest wysoki. Bardzo wysoki. Pierwsze godziny Drovy to nie jest przyjemne wprowadzenie do gry, tylko od razu test cierpliwości. Kto go przejdzie, zostanie nagrodzony. Kto nie - odbije się i raczej już nie wróci.

Drova: Forsaken Kin - werdykt
Czekałem na coś takiego od czasów Gothica 2. Just2D nie rozwiązało wszystkich problemów - polska lokalizacja kuleje, walka w końcówce sprowadza się do tego samego zestawu ciosów w kółko, a backtracking przez labiryntowe mapy potrafi zmęczyć. Ale mroczny, celtycki świat, który poznajemy we własnym tempie, frakcje, wybory z prawdziwymi konsekwencjami i poczucie postępu, którego dawno nie zaznałem w grach tego gatunku - to naprawdę mocne atuty Drova: Forsaken Kin. W zupełności wystarczające, aby polecić ją absolutnie każdemu miłośnikowi old-schoolowych erpegów.

Drova: Forsaken Kin - dla kogo jest ta gra?
Dla fanów pierwszych dwóch Gothiców i twórczości Piranha Bytes, którzy od lat czekają na coś w tym stylu. Dla miłośników old-schoolowych RPG-ów z prawdziwymi konsekwencjami i bez prowadzenia za rękę.
Drova: Forsaken Kin - dla kogo nie jest?
Dla graczy, którzy po ciężkim dniu szukają relaksu przy grze. Jeśli trudny początek, konieczność słuchania dialogów i brak minimapy to dla was wady nie do zaakceptowania, możliwe, że Drova was wykończy już w pierwszej godzinie.
- duch Gothica
- mroczny, gęsty klimat
- wynagradzająca gracza eksploracja
- satysfakcjonujący progres
- wybory z konsekwencjami
- działa wzorowo także na smartfonach
- powtarzalna walka w końcówce
- backtracking przez brak minimapy
- wysoki próg wejścia (co niekoniecznie musi być minusem)











