Bloober Team niespełna rok po bardzo udanej renowacji Silent Hill 2 wraca z autorskim koszmarem. Cronos: The New Dawn to survival horror w trzeciej osobie, który głęboko kłania się klasyce gatunku, ale nie boi się dodać od siebie kilku świeżych, niepokojących pomysłów. Krakowskie studio serwuje dojrzałą, brutalną i gęstą opowieść science fiction, która stawia na wymagającą rozgrywkę.
Utopia w cieniu huty
Lądujemy w utopijnym miasteczku Nowy Świt, którego architektura jest czytelnym echem krakowskiej Nowej Huty. Monumentalne, szare bloki sąsiadują tu z surową estetyką gigantycznej huty stali. Twórcy doskonale uchwycili tę atmosferę przytłaczającej skali i ideologicznego ciężaru. Wszędzie widać ślady upadłej ideologii, jak na wpół zniszczone propagandowe murale.
Oczywiście, projekt idealnego społeczeństwa kończy się katastrofą. Tajemnicza epidemia, znana jako Przemiana, dziesiątkuje populację, a nielicznych ocalałych zmienia w krwiożercze bestie zwane Osieroconymi, które włóczą się teraz po ruinach upadłego marzenia.
W tej ponurej scenerii wcielamy się w Podróżniczkę ND-3576, zamkniętą w ciężkiej Powłoce Czasowej - dziwacznym pancerzu przypominającym wojskowe skafandry nurków głębinowych. To nie jest zwinny kombinezon bojowy, a raczej mobilna trumna, której waga i ociężałość definiują całą rozgrywkę. Naszym celem, zleconym przez enigmatyczny Kolektyw, jest odkrycie losu poprzednika. Scenariusz szybko skręca w stronę horroru z lovecraftowskim zacięciem, ale nie boi się też egzystencjalnych pytań.
Taniec na granicy śmierci
Cronos: The New Dawn to survival horror z krwi i kości. Jego filary to eksploracja, skrupulatne zarządzanie ograniczonymi zasobami i brutalna walka. Kamera zawieszona za plecami bohaterki budzi skojarzenia z Dead Space. Poziom trudności jest dosyć wysoki, chociaż da się go (na szczęście?) wyregulować na kilka sposobów w opcjach. Tak czy inaczej, jeśli nie przesadzimy ze wspomagaczami, ostrożność na każdym kroku będzie więcej niż wskazana.
Osieroceni są twardymi przeciwnikami, a ich ciosy potrafią powalić w mgnieniu oka. Ciężka Powłoka Czasowa znacząco ogranicza naszą mobilność - zapomnijcie o unikach, przewrotach czy parowaniu. Każda broń w arsenale ma dwa tryby strzału. Lekkie naciśnięcie spustu aktywuje szybki, ale pożerający amunicję atak; przytrzymanie go pozwala naładować potężny strzał, który oszczędza naboje, ale wymaga chwili na przygotowanie. Jedyną opcją defensywną jest nadgarstkowy miotacz ognia, którego krótki wystrzał przerywa atak wroga (pod warunkiem, że mamy dość paliwa).
Rdzeniem systemu walki jest mechanika promowana hasłem "Nie pozwól im się połączyć". To nie tylko slogan. Osieroceni pożerają ciała poległych towarzyszy i przemieniają się w silniejsze wersje samych siebie na naszych oczach. Wróg zyskuje nowe, potężne ataki, a jego kończyny lub tors stają się całkowicie kuloodporne. Walka w zatłoczonych korytarzach, gdzie próbujemy jednocześnie trzymać potwory na dystans i palić zwłoki, wywołuje autentyczny, pełen napięcia stres.

Eksploracja kontra łamigłówki
Struktura poziomów zasługuje na pochwałę. Mapy są liniowe, ale na tyle rozległe i pełne sekretów, że zachęcają do eksploracji. Studio nagradza ciekawość dodatkowymi starciami, dokumentami fabularnymi, a nawet unikalnymi broniami.
Niestety, tego samego nie można powiedzieć o zagadkach środowiskowych. Mamy tu klasyczny zestaw: zamknięte drzwi, ukryte klucze i sejfy z kodami. Problem w tym, że rozwiązanie niemal zawsze znajduje się kilka kroków od problemu, więc trudno mówić o wyzwaniu. Prawdziwym grzechem jest jednak niewykorzystany potencjał unikalnych gadżetów Podróżniczki.

Pancerz, interfejs i bestiariusz
Celowa ociężałość pancerza przekłada się na sterowania - każdy ruch ma tutaj swoją wagę. Interfejs jest czysty i czytelny, a komunikaty wizualne i dźwiękowe natychmiast informują o zagrożeniu. System ulepszeń i craftingu jest intuicyjny. Zbierane chemikalia i materiały pozwalają w bezpiecznych strefach tworzyć nie tylko amunicję i apteczki, ale też specjalistyczne naboje - na przykład zapalające, kluczowe w walce z niektórymi typami Osieroconych.
Bestiariusz jest zróżnicowany - mamy tu zarówno szybkie, skaczące po ścianach kreatury, plujących kwasem na dystans wrogów, aż po opancerzone bestie działające jak taran. Gorzej wypadają starcia z bossami - jest ich niewiele, a ich jakość bywa nierówna. Niektóre potyczki to inspirujące spektakle grozy, zaś inne sprowadzają się do prostych mechanik. Po ukończeniu fabuły odblokowujemy tryb Nowa Gra+, w którym poziom trudności rośnie jeszcze bardziej i w którym otrzymujemy nowe stroje dla naszej postaci.

Oprawa audiowizualna
Cronos: The New Dawn testowałem na PlayStation 5 Pro. Mogłem wybrać pomiędzy trybem jakości (30 FPS) i wydajności (60 FPS). Oprawa wizualna stoi jednak na bardzo wysokim poziomie. Modele postaci i wrogów są szczegółowe, a lokacje dzięki znakomitemu oświetleniu budują gęstą, upiorną atmosferę. W trybie jakości rozdzielczość i szczegółowość robią jeszcze większe wrażenie, ale z powodu odczucia responsywności wolałem jednak 60 klatek na sekundę.
Dźwięk odgrywa tu kluczową rolę. Ciężkie stąpanie naszego pancerza, skrobanie pazurów dochodzące z szybów wentylacyjnych, ambientowy, industrialny huk samej huty, który nigdy nie cichnie… Wszystko brzmi znakomicie. Także głosy postaci, chociaż zaskakujące jest to, że Bloober Team, tworząc grę z akcją osadzoną tak mocno w polskich realiach, nie opracował polskiego dubbingu. To dopiero byłby klimat!
Kierunek artystyczny to jeden z najmocniejszych punktów Cronos: The New Dawn. Mieszanka sowieckiego brutalizmu z kosmicznym horrorem tworzy unikalny świat. Meble (meblościanki!), detale wnętrz, wzornictwo - wszystko to budzi znajome skojarzenia, które w ułamku sekundy zostają zmiażdżone przez makabrę.

Werdykt
Ukończenie głównego wątku w Cronos: The New Dawn zajmuje około 12 godzin. W tym czasie otrzymujemy potężną dawkę survival horroru z paroma świeżymi pomysłami, ale bez próby zrewolucjonizowania tego, co działało już wiele razy. Ba, to wręcz list miłosny do klasyki, napisany z dojrzałością i pewnością siebie, której krakowskiemu studiu można tylko pogratulować. To tytuł, który zajmuje miejsce w ścisłej czołówce gatunku. Jako Polak jestem dumny, że w Krakowie powstają horrory o tak wyrazistej tożsamości.
- wciągająca, dojrzała fabuła
- gęsta, przytłaczająca atmosfera
- wymagający i satysfakcjonujący system walki
- ciekawa mechanika łączenia się wrogów
- znakomity projekt artystyczny
- dopracowane udźwiękowienie
- niewykorzystany potencjał zagadek
- nieliczne i nierówne starcia z bossami















