Spis treści:
- 9 kopalń i jeden porządny pomysł
- Gdzie ta gorączka?
- Gdy strop zaczyna pękać
- Alaska Gold Fever - werdykt
- Alaska Gold Fever - dla kogo jest ta gra?
- Alaska Gold Fever - dla kogo nie jest?
W skrócie
- Alaska Gold Fever oferuje dziewięć kopalń z różnymi poziomami trudności, mechaniką bezpieczeństwa i medytacyjną rutyną rozgrywki.
- Wśród największych problemów wymieniono optymalizację, błędy związane z psim zaprzęgiem oraz narastającą monotonię po kilku sesjach.
- Gra polecana jest osobom szukającym spokojnej rozgrywki, odradzana natomiast graczom wyczulonym na problemy techniczne i oczekującym złożonej fabuły.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Rok 1896, Alaska, brud i mróz. Dziedziczymy zrujnowany hotel po wujku i mamy jeden cel: przywrócić mu dawną świetność. Żeby to zrobić, potrzebujemy pieniędzy. Żeby mieć pieniądze, potrzebujemy złota. Żeby mieć złoto, potrzebujemy kilofów, stempli, pieców do przetapiania i psiego zaprzęgu z duszą własną i ambicjami daleko wykraczającymi poza polecenia gracza. I tu zaczyna się właściwa historia.
9 kopalń i jeden porządny pomysł
Alaska Gold Fever oddaje w nasze ręce dziewięć kopalń: pięć małych, trzy średnie i jedną ogromną, wielopoziomową, z własnym klimatem i stopniem zagrożenia. Twórcy zadbali o mechanikę bezpieczeństwa, która ma realne konsekwencje - drążenie tunelu bez wcześniejszego postawienia drewnianych stempli kończy się zawaleniem i śmiercią postaci. Nie jest to pomysł bez precedensu, ale w tym kontekście klimatycznym działa dobrze. Przez nasze ręce przechodzi złoty pył, płatki i samorodki. Każdy wymaga innego procesu oczyszczania i przetapiania w prymitywnym piecu.
Proste? Owszem. Ale na pewno nie trywialne. Pierwsze godziny to mieszanina szybkiej nauki i przyjemnego flow, gdzie kolejność ulepszania sprzętu ma realne przełożenie na tempo rozwoju. Znacie to uczucie, kiedy chcecie "tylko jeszcze przetopić tę jedną sztabkę" i nagle zastaje was północ? W Alaska Gold Fever wystąpił u mnie ten syndrom.

Gdzie ta gorączka?
Alaska Gold Fever ma na Steamie ponad 80% pozytywnych ocen i - ku mojemu zaskoczeniu - po kilku godzinach z grą rozumiem, dlaczego. Gracze chwalą tytuł przede wszystkim za specyficzny rytm: rąbanie drewna, rozpalanie ogniska, przetapianie, uzupełnianie zapasów i ciach, z powrotem do kopalni. Brzmi jak praca, ale w praktyce buduje coś w rodzaju medytacyjnej rutyny, jakiej próżno szukać w większości gier z podobnego segmentu.
Odnoszę wrażenie, że Baked Games trafiło tutaj w niszę niemal przez przypadek - grę, która jest spokojną odskocznią między Crimson Desert, Resident Evil Requiem, Saros, Pragmatą (które, swoją drogą, są tak dobre, że trudno się o nich oderwać, ale z innych powodów) i kolejnymi dużymi hitami, w na które czeka się w dużym napięciu i często gra się w nie w jeszcze większym. Alaska Gold Fever to zabawa spokojna, momentami wręcz medytacyjna, w której można to wymachiwać kilofem, to głaskać psy w zaprzęgu.

Gdy strop zaczyna pękać
Niestety, im głębiej kopiemy, tym więcej mułu wypływa na wierzch.
Po pierwsze - optymalizacja. Podczas zabawy regularnie zdarzają się mikroprzycięcia, które wybijają z rytmu precyzyjnie w chwili, gdy najbardziej chcielibyśmy się w grze zatopić. Nawet na przyzwoitej klasy pececie liczba FPS-ów potrafi spaść do poziomów trudnych do zaakceptowania - zwłaszcza w grze opartej na żmudnym, powtarzalnym grindzie.
Po drugie - zaprzęg psów. Miał być klimatycznym sposobem przemieszczania się po Alasce, a bywa najskuteczniejszym generatorem frustracji w całej produkcji. Psy blokują się na każdym możliwym elemencie otoczenia, sterowanie nimi przypomina prowadzenie wózka sklepowego z jednym martwym kółkiem, a po pogłaskaniu pupila postać potrafi permanentnie utknąć w pozycji kucającej. Tak, dobrze czytacie - gra z mechanizmem głaskania psów ma bug, który aktywuje się bezpośrednio przez głaskanie psów.

I wreszcie po trzecie - do problemów technicznych dochodzi monotonia. O ile pierwsze godziny nagradzają przyjemnym postępem, o tyle po kilku sesjach pętla rozgrywki wyraźnie się spłaszcza. Kolejne bryły ziemi wyglądają identycznie, zadania poboczne sprowadzają się do płytkich ekranów tekstowych, a NPC-e nie wnoszą ani świeżości, ani charakteru.
Alaska Gold Fever - werdykt
Nie miałem względem Alaska Gold Fever wielkich oczekiwań, więc i zaskoczenie nie jest wielkie, gdy mówię, że gra broni się lepiej, niż sugerowałby jej stan techniczny. Baked Games stworzyło tytuł spokojny, klimatyczny i z systemem wydobycia, który przez kilka pierwszych godzin wciąga naprawdę szczerze. Jednak błędy techniczne i monotonia narastająca po kilku sesjach zbierają wyraźne żniwo, zanim twórcy zdążą pokazać, do czego ta gra naprawdę aspiruje.

Alaska Gold Fever - dla kogo jest ta gra?
Jeśli szukasz spokojnej, relaksującej odskoczni między kolejnymi hitami wymagającymi skupienia i refleksu - Alaska Gold Fever jest dokładnie dla ciebie. Gra sprawdzi się też u fanów tytułów z katalogu PlayWay.
Alaska Gold Fever - dla kogo nie jest?
Jeśli jesteś wyczulony na problemy z optymalizacją i regularne mikroprzycięcia - wstrzymaj się z zakupem, zwłaszcza jeśli planujesz grać na słabszym pececie. Zwolennicy ciekawych historii i rozgrywki pełnej niespodzianek mogą czuć niedosyt już po pierwszych kilku godzinach.
- wciągający rytm rozgrywki
- system drążenia kopalń
- klimat mroźnej Alaski
- fatalna optymalizacja
- psujące się zaprzęgi
- monotonia po kilku godzinach



![Niezapomniane przygodówki. Czy pamiętasz jedne z największych hitów? [QUIZ]](https://i.iplsc.com/000MR710NIPYRWBS-C401.webp)






