W skrócie
- System chmur Cloudly wprowadza nowe warstwy pogody, które wpływają na mechanikę walki, pozwalając na ukrycie się przed radarem lub utrudniając sterowanie maszyną.
- Kampania oferuje około 30 misji skupionych wokół walk z superbroniami, lecz po pewnym czasie cele zadań stają się powtarzalne, co obniża dynamikę rozgrywki.
- Tryb sieciowy pozwala na wspólną zabawę dla 100 graczy jednocześnie, wprowadzając elementy gry-usługi, takie jak sezonowa przepustka ACE Pass z płatnymi kosmetykami.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Zachmurzenie całkowite
- Drążek do siebie
- Bossowie w chmurach, rutyna na ziemi
- Pilot z pożyczonym przydomkiem
- Widok z kokpitu
- Lotnisko na sto maszyn
- Ace Combat 8: Wings of Theve - werdykt
- Ace Combat 8: Wings of Theve - dla kogo jest ta gra?
- Ace Combat 8: Wings of Theve - dla kogo nie jest ta gra?
Bandai Namco Aces przenosi serię do 2029 roku, na kontynent Usea, mniej więcej dekadę po wydarzeniach z Ace Combat 7. Republika Sotoa najeżdża Federację Centralnej Usei, a my wcielamy się w Rexa, oficera uzbrojenia, który przeżył zestrzelenie swojej maszyny. Jego pilot, Jan Cope, nie miał tyle szczęścia. Był legendą znaną jako Wings of Theve (Skrzydła Theve), chociaż część - a może nawet większość - jego zwycięstw istniała głównie w komunikatach dowództwa. Propaganda wymaga, by ta legenda trwała, więc Rex przejmuje rolę zmarłego i prowadzi Joker Flight przeciwko elitarnej sotoańskiej eskadrze Shadows.
Zachmurzenie całkowite
Największą nowością w Ace Combat 8: Wings of Theve jest Cloudly. To autorski system chmur i pogody, zbudowany na Unreal Engine 5. Tym razem niebo ma kilka warstw, które naprawdę wpływają na walkę. W gęstej chmurze radar widzi mniej, więc można w niej zgubić pościg albo zaczaić się na przeciwnika. Wysoko samolot łapie oblodzenie i gorzej reaguje na stery, a w burzy wyładowania zakłócają elektronikę. Chmury przestały być dekoracją, między którą się lata, a stały się terenem - równie ważnym jak góry czy kaniony w poprzednich częściach.
Drążek do siebie
Model lotu w Ace Combat 8: Wings of Theve jest w dalszym ciągu zręcznościowy. Do wyboru są dwa schematy sterowania. Standardowy skręca maszyną samym ruchem gałki, a ekspercki rozdziela przechylenie i pochylenie, dając nam więcej swobody. Na naukę wystarczy kilka minut, ale na opanowanie ostrych zakrętów z przeciążeniem, które zabierają prędkość - dużo więcej. Twórcy dopracowali responsywność, szczególnie przy manewrach nisko nad ziemią, a samoloty lepiej oddają swoją masę.

Nowości są drobne, ale każda ma sens. Do samolotu można podpiąć dwie bronie specjalne naraz, tyle że każda ma wtedy o połowę mniej amunicji. Szczątki zestrzelonych maszyn spadają na cele pod nimi, a eksplozje przenoszą się po łańcuchu, więc dobrze wymierzona rakieta czyści pół konwoju. Superbroń da się uszkodzić, nawet nie trafiając w jej słaby punkt. Wracają też rozkazy dla skrzydłowych, wydawane krzyżakiem, i tym razem mają realny wpływ na przebieg starcia.
W hangarze czeka ponad 30 licencjonowanych samolotów, od F-14D przez Rafale po Su-57 i A-10C. Kupuje się je za walutę zdobywaną w misjach, a drzewko maszyn i moduły ulepszeń działają podobnie jak w Ace Combat 7. Kto nie lubi grzebać w ustawieniach, może zdać się na automatyczny dobór uzbrojenia przed misją. Doszła czwarta kategoria maszyn. To samoloty walki elektronicznej, takie jak EA-18G Growler, które zagłuszają wrogie radary i wspierają resztę eskadry.

Bossowie w chmurach, rutyna na ziemi
Kampania Ace Combat 8: Wings of Theve liczy około 30 misji i zajmuje od kilkunastu do ponad 20 godzin. Najlepiej wypadają starcia z superbroniami, z których seria słynie. Lądowy pancernik trzeba atakować, osłaniając jednocześnie bezzałogowe ciężarówki z bombami. Orbitalna broń Tonitrus Spear celuje w nasz okręt, a naprowadzają ją sterowce ukryte w chmurach, które trzeba wytropić po promieniach lasera. W takich momentach nowy system pogody i typowa dla serii przesada lecą w jednym szyku.
Gorzej jest pomiędzy. Eskorty, niszczenie celów naziemnych, przechwytywanie i czyszczenie stref wracają na tyle często, że po kilkunastu misjach widać schemat. Nierówna jest też sztuczna inteligencja przeciwników. Szeregowe maszyny Sotoi to mięso armatnie, a prawdziwe wyzwanie stawiają dopiero Shadows i inne elitarne eskadry. Kilka misji ochronnych zaskakuje za to poziomem trudności, który bardziej frustruje niż mobilizuje.

Pilot z pożyczonym przydomkiem
Pomysł na fabułę Ace Combat 8: Wings of Theve jest najciekawszy w serii od lat. Rex żyje z cudzym nazwiskiem, a głos Cope'a dalej komentuje jego lot, jakby zmarły pilot siedział w kabinie. Gra skłania, by zadać sobie pytanie, ile jest wart bohater stworzony przez propagandę i czy da się dorosnąć do cudzej legendy. Z czasem te rozważania stają się jednak zbyt filozoficzne, a sama historia - rozbita na odprawy, podsumowania i sceny na lotniskowcu Endurance - rozmywa się.
Sceny na pokładzie oglądamy z perspektywy pierwszej osoby. Brzmi to ambitnie, ale w praktyce stoimy w miejscu, rozglądamy się i od czasu do czasu wybieramy odpowiedź albo wciskamy przycisk w szybkiej sekwencji. Postaci z Joker Flight (m.in. Professor i Tasha) są sympatyczne, ale bardzo schematyczne, a Tasha z różowymi włosami wygląda jak żywcem wyjęta z anime.
Podczas zabawy przeszkadzała mi jedna rzecz, na którą być może większość z was nawet nie zwróci uwagi. W Ace Combat mnóstwo informacji przekazuje się przez radio w trakcie walki, a polska wersja zawiera tylko napisy. Czytanie dialogów, gdy na ogonie siedzi wrogi myśliwiec, a dowództwo właśnie zmienia cel misji, bywa trudne. To jak czytanie rozkładu jazdy z okna rozpędzonego pociągu. Voice acting jest dostępny tylko po angielsku i japońsku. Chociaż radzę sobie z angielskim całkiem nieźle (z japońskim "nieco gorzej"), w ferworze walki przydałoby się móc posłuchać głosów po polsku. Ale Ace Combat 8: Wings of Theve to w tej kwestii reguła, nie wyjątek. Polski voice acting w grach rodem z Japonii to biały kruk.

Widok z kokpitu
Samoloty i kokpity wyglądają świetnie, a teren odwzorowano w rzeczywistej skali. Słabiej wypada to, co widać pod skrzydłami. Ziemia, miasta i porty po zejściu nisko wyglądają wyraźnie gorzej, zwłaszcza w zestawieniu z tym, co dzieje się na wysokości kilku tysięcy metrów. Wniosek? Lepiej trzymać się bliżej chmur!
Muzyka, jak zwykle w Ace Combat, robi robotę. Keiki Kobayashi i spółka łączą orkiestrę z japońskim rockiem, a główny motyw, Everflow, utrzymuje podniosły, filmowy styl serii. Równie dobrze wypada dźwięk. Wybuchy brzmią głośno i różnie, zależnie od tego, co eksploduje, a w słuchawkach da się usłyszeć, z której strony nadlatuje wróg, jeszcze zanim pojawi się na radarze.
Na PlayStation 5 Pro, na którym testowałem Ace Combat 8: Wings of Theve, do wyboru są dwa tryby: jakości w 30 klatkach na sekundę i wydajności w 60. Pro podbija rozdzielczość w trybie wydajności i wyostrza odległe detale, ale nie spodziewajcie się przepaści. Na zwykłym PS5 obraz w ruchu bywa miękki, a na Pro jest po prostu nieco ostrzejszy.
Cierpliwości wymaga pierwsze uruchomienie, bo od ekranu konsoli do menu mija blisko 50 sekund. Potem każda misja wczytuje się już kilka sekund.

Lotnisko na sto maszyn
Ace Combat Online, czyli sieciowa część Ace Combat 8: Wings of Theve, to najbardziej rozbudowany tryb wieloosobowy w historii serii. Wspólna baza mieści do 100 graczy naraz i służy za miejsce spotkań przed lotem. Same starcia to kooperacja do ośmiu osób, klasyczne deathmatche i tryby, w których gracze walczą ze sobą i z oddziałami sterowanymi przez komputer. Wszystko działa między platformami.
Jest też ACE Pass, czyli sezonowa przepustka z darmową ścieżką i płatną częścią z kosmetykami i samolotami na wyłączność. Do tego dochodzą waluta premium i skrzynki z losowymi dodatkami kosmetycznymi. Dla serii, której numerowane części opierały się dotąd na kampanii i klasycznych dodatkach, to wyraźny zwrot w stronę gry-usługi, znany wcześniej tylko ze spin-offu Ace Combat Infinity. Czy okaże się uczciwy, pokażą dopiero pierwsze sezony.

Ace Combat 8: Wings of Theve - werdykt
Ace Combat 8: Wings of Theve nie wymyśla serii na nowo, bo wcale nie musi. Twórcy wzięli wszystko, za co pokochaliśmy Skies Unknown, dodali do tego niebo, które wreszcie ma znaczenie w walce, pomysłowe superbronie i najlepszy tryb sieciowy w historii cyklu. Powtarzalne cele misji i sztywne sceny na lotniskowcu zaniżają ocenę, ale kiedy nad chmurami wchodzi Everflow, zapomina się o słabostkach.
Ace Combat 8: Wings of Theve - dla kogo jest ta gra?
Dla fanów serii, którzy czekali na następcę Skies Unknown i chcą więcej tego samego, tylko ładniej i z lepszym niebem. Dla graczy, którzy szukają zręcznościowych walk powietrznych bez wkuwania procedur z symulatorów, oraz dla tych, którzy lubią widowiskowe starcia z bossami i świetną muzykę.
Ace Combat 8: Wings of Theve - dla kogo nie jest ta gra?
Dla miłośników symulatorów lotu, dla których latające pancerniki i orbitalne lasery to przesada. Nie spodoba się też tym, którzy nie przepadają za czytaniem napisów w ferworze walki (a jest tutaj co czytać, oj, jest).
- chmury, które mają wpływ na walkę
- dopracowany model lotu
- łańcuchowe zniszczenia i szczątki
- widowiskowe superbronie
- znakomita muzyka i dźwięk
- rozbudowany tryb sieciowy
- powtarzalne cele misji
- statyczne sceny na lotniskowcu
- niezbyt atrakcyjna grafika bliżej ziemi












