W skrócie
- Xbox mierzy się z kryzysem wizerunkowym, spadkami przychodów, zwolnieniami i utratą subskrybentów usługi Game Pass, co wywołuje wątpliwości co do przyszłej strategii firmy.
- Były szef PlayStation, Shawn Layden, wskazuje, że Xbox musi wybrać między byciem konkurencyjną platformą z tytułami na wyłączność a rolą największego wydawcy gier na świecie.
- Jon Kimmich, ekspert branżowy, sugeruje, że Xbox musi ustalić hierarchię priorytetów i zdecydować, który segment biznesu powinien być fundamentem dla pozostałych działań firmy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jeśli użytkownicy Xboxa w ostatnich latach czuli się zagubieni co do tego, czym właściwie jest ta firma, sam Xbox wybitnie się temu przysłużył. Ciągle zmieniające się podejście, szczególnie jeśli chodzi o gry studiów własnych, oraz oczywiście straszliwie nieprzemyślana kampania "This Is an Xbox" to tylko niektóre przykłady. Co prawda nowa szefowa, Asha Sharma, błyskawicznie ucięła temu projektowi łeb i zapowiedziała powrót do korzeni, ale póki co jej działania wyglądają, jak wejście z piłą mechaniczną i wycinanie wszystkiego do gołej ziemi.
W branży pojawiają się głosy - także osób, które kiedyś były związane z Xboxem oraz PlayStation - dobrze oddające zagubienie graczy. Shawn Layden, który pracował w Sony przez ponad 30 lat, pełniąc funkcję między innymi CEO PlayStation America oraz członka zarządu Sony Worldwide Studios, powiedział Eurogamerowi, że w pewnym sensie odnoszenie sukcesów jako platforma do grania niekoniecznie musi pociągać za sobą sukcesy na polu wydawniczym:
Są dwie drogi. Albo bycie konkurencyjnym rywalem platformowym na rynku dla PlayStation, albo bycie największym wydawcą gier na świecie, którym - biorąc pod uwagę wszystkie ich przejęcia - albo już są, albo są tego bardzo bliscy. Ale te dwie drogi się nie schodzą. Te dwie drogi siłą rzeczy się rozchodzą, ponieważ aby być platformą i to platformą bardzo dobrze wspieraną, akceptowaną i dobrze się sprzedającą, potrzebujesz treści na wyłączność. Nintendo potrzebuje swojego Mario i Zeldy, a PlayStation potrzebuje Crash Bandicoota i Astro Bota, Kratosa i Horizon - tego wszystkiego. Ale jeśli zamierzasz być największym wydawcą na świecie, co nie jest złą ambicją - jestem pewien, że tam w oddali czekają góry złota - musisz wydawać swoje rzeczy na każdą platformę. Multiplatformowość jest niemal warunkiem wstępnym. Jako platforma typu first-party, naszym zadaniem niemalże nie było bycie największym wydawcą gier na świecie. W rzeczywistości w naszym interesie nie leżało wygryzanie naszych partnerów z tego tortu. Nie byliśmy tam, żeby kraść - nie robiłem gier po to, by odebrać udział w rynku EA czy Activision. Moim zadaniem było tworzenie gier, które powiększały ten tort, a moją szansą był jego rozwój.
W pewnym stopniu jego słowa powtórzył Jon Kimmich, od lat pełniący role wykonawcze i doradcze w branży gier - który przede wszystkim pracował przy portfolio gier oryginalnego Xboxa oraz był głównym planerem produktu w Microsoft Games Studios. To również jego zasługa, że Halo i BattleTech należą do Microsoftu, a nie do kogoś innego. Oto co miał do powiedzenia:
Xbox musi zdecydować, czym jest. Platformą? Wydawcą? Usługą subskrypcyjną? Biznesem sprzętowym? Ekosystemem rozrywkowym? Może być więcej niż jedną z tych rzeczy, ale nie może być wszystkim naraz, zachowując się tak, jakby wszystkie te misje były zawsze równie prawdziwe, przez cały czas. Nie może być jednocześnie Netfliksem gier, platformą konsolową w stylu Sony, konkurentem Steama, nowym graczem w chmurze mobilnej i wydawcą IP na skalę Disneya bez podjęcia decyzji, które z tych zadań faktycznie finansuje pozostałe.
Ani Layden, ani Kimmich nie twierdzą przy tym, że Xbox musi na zawsze odpuścić wydawanie gier, subskrypcje, granie w chmurze czy produkowanie sprzętu. Potrzebna jest jedna klarowna hierarchia priorytetów - jeden, główny biznes w centrum zainteresowania, a pozostałe powinni mu służyć, a nie rozrywać go na kawałki.











