Brian De Palma w roli reżysera oraz Al Pacino jako Tony Montana spisali się znakomicie, dlatego z wielką radością przystąpiłem do instalacji gry "Scarface: Człowiek z Blizną", żywiąc nadzieję, że produkt stworzony przez studio Radical Entertainment będzie równie wciągający co film De Palmy.
Poprawa mojego nastroju nastąpiła wraz z rozpoczęciem kampanii, która cechuje się bardzo dynamicznym rozwojem akcji. Grę rozpoczynamy w momencie, gdy imperium narkotykowe Montany wisi na włosku, a sam boss zmuszony jest uciekać ze swojej luksusowej posiadłości i następnie zaszyć się w trudno dostępnym miejscu. Montana to jednak prawdziwy twardziel, który postanawia wrócić we właściwym momencie z zamiarem odbudowy swojego dawnego imperium oraz wyrównania rachunków z byłymi wspólnikami.
Najmocniejszą stroną "Scarface: Człowiek z Blizną" wydaje się być klimat, który został żywcem wyjęty z filmu. W związku z tym gra jest przepełniona ogromną ilością wulgaryzmów, które składają się na - znany z filmu - specyficzny czarny humor. Poza tym w trakcie strzelanin krew spływa strumieniami, a kule ćwiartują przeciwników - tak więc z tego względu gra przeznaczona jest tylko dla odbiorców pełnoletnich. Pozostając przez chwilę przy temacie strzelanin - warto napomknąć o "wskaźniku jaj", który po osiągnięciu najwyższego poziomu pozwala Montanie masowo mordować wrogów bez obawy o stan zdrowia. Wskaźnik ten napełnia się przy okazji wyzywania ofiar oraz urządzania niezwykle krwawych jatek. Napomknę jeszcze, że asortyment broni jest nader bogaty, począwszy od pistoletów różnego kalibru poprzez UZI, AK-47, strzelby, a na broni białej kończąc.
Sztuczna Inteligencja przeciwników nie wybija się ponad przeciętność. Rzadko kiedy udawało mi się dostrzec umiejętnie skrywających się wrogów czy też przeciwników atakujących w myśl jakiejkolwiek taktyki. Nieprzyjaciele atakują zwykle w dużych grupach i jedynie brak dobrego refleksu u gracza może w niektórych sytuacjach sprawić, że życie Montany znajdzie się w niebezpieczeństwie.









