Final Fantasy VII Rebirth w wersji na konsolkę Nintendo ma ważyć / zajmować aż 102,5 gigabajta. To jak dotąd największy tytuł, jaki pojawił się na tym urządzeniu - oczywiście w sensie ogromu danych. Sama konsolka ma "zaledwie" 256 GB wewnętrznej pamięci, więc jeśli pojawi się druga tak duża gra to nie pozostanie zbyt wiele miejsca na nic innego.
Natomiast wiadomością, która z pewnością nie spodoba się graczom jest ta, iż odświeżona wersja kultowej siódemki Final Fantasy pojawi się w formie key carda. Przypomnijmy, że key cardy to specjalne, "puste" kartridge, które znajdują się w pudełkach z grami, pomyślane tak by po włożeniu do konsoli i połączeniu z siecią można było na taki key card pobrać dany tytuł z internetu. Z początku key card zawiera jedynie cyfrową licencję, która odblokowuje możliwość pobrania danej gry z sieci i służy jako miejsce do jej przechowywania. Key card pełni tu więc rolę swego rodzaju przepustki zezwalającej na to, by pobrać daną grę. Na szczęście wymóg połączenia z internetem z reguły pojawia się tylko przy uruchomieniu pobierania i do samej gry nie jest już niezbędny, chyba, że wymaga tego specyfika samej gry. Gracze dostają więc coś, co mogą postawić na półce, ale wciąż wszystko opiera się o pliki pobrane z sieci.
Plusem dla posiadaczy key carda jest to, że mimo pobrania de facto wersji cyfrowej danego tytułu nie przypisujemy go do siebie na stałe i teoretycznie możemy go w każdej chwili odsprzedać komuś innemu. Nadal jednak sporym ryzykiem jest to, że twórcy gry czy samo Nintendo kiedyś postanowią wyłączyć wtyczkę serwerom wspierającym dany tytuł i po prostu przestanie on działać.











