Cena i bardzo ograniczona dostępność
Zacznijmy od liczb, bo te robią największe wrażenie. Cena figurki to dokładnie 3385,99 dolarów, co w przeliczeniu daje blisko 15 tysięcy złotych (czyli równowartość małego, używanego samochodu). Sideshow Collectibles ustaliło też twardy limit - na cały świat trafi zaledwie 299 egzemplarzy. Jest to zatem jeden z najbardziej ekskluzywnych przedmiotów związanych z marką Resident Evil, jakie kiedykolwiek pojawiły się na rynku.
Co ciekawe, sklep wprowadził ograniczenie do dwóch sztuk na klienta. Rodzi to pytanie: kto i po co miałby kupować dwie identyczne, metrowe statuy za niemal 30 tysięcy złotych (na wypadek, gdyby jedna się zgubiła?). Przedsprzedaż już ruszyła, ale na dostawę trzeba będzie trochę poczekać. Wysyłkę pierwszych egzemplarzy zaplanowano dopiero na przełom 2026 i 2027 roku (cierpliwość to cnota kolekcjonera).
Realizm na granicy niepokoju
Pieniądze to jedno, ale prawdziwą dyskusję wywołuje jakość wykonania. Twórcy z Infinity Studio postawili na hiperrealizm. Skórę Ashley wykonano z platynowego silikonu, który w dotyku ma przypominać ludzką skórę. Włosy to ręcznie wszczepiane włókna syntetyczne, a oczy to miniaturowe protezy, zaprojektowane tak, by wyglądały jak prawdziwe. To połączenie sprawia, że figurka wygląda… cóż, niemal jak żywa.
Strój postaci potraktowano z równą dbałością o szczegóły. Kurtkę uszyto z muślinu, materiału dobrze utrzymującego kształt, a na jej powierzchni umieszczono hafty, które wiernie odtwarzają wygląd z gry Resident Evil 4 Remake. Całość dopełnia podstawa w formie kamiennego cokołu, na którym Ashley siedzi w otoczeniu świec.

Skala robi ogromne wrażenie
Figurka mierzy 33,1 cala, czyli blisko 84 centymetry. To skala 1/2, a więc mamy do czynienia z naprawdę dużym obiektem, który zdominuje każdą kolekcjonerską półkę (jeśli w ogóle się na niej zmieści). Scena przedstawia moment wytchnienia, a u stóp postaci znajduje się latarnia. Co więcej, wyposażono ją w działającą diodę LED, która dodaje klimatu całej kompozycji i podkreśla jej mroczny nastrój.










