Spędziłem z wczesną wersją gry na PC kilka godzin i już wiem na pewno, że to nie będzie bezpieczna produkcja. To tytuł z charakterem, ambicjami i kilkoma bliznami, które dodają mu uroku. Jest mrocznie, krwawo i bardzo intrygująco. Chociaż nie idealnie.
Dwie dusze w jednym ciele
Vampire: The Masquerade Bloodlines 2 pozwala nam wcielić się w Phyre'a, potężnego wampira (bądź wampirzycę, bo można wybrać też postać kobiecą), który budzi się w Seattle w 2024 roku po stuletniej drzemce. Szybko odkrywa, że w jego głowie zamieszkał Fabien, wampir z przeszłością detektywa, a na jego dłoni pojawił się tajemniczy znak, dający mu nowe moce.
Ten nietypowy duet musi nauczyć się koegzystować i odnaleźć się w samym środku wojny wampirzych frakcji, która grozi zniszczeniem miasta. Stawką jest nie tylko przetrwanie, ale też utrzymanie Maskarady, czyli sekretnej zasady, dzięki której śmiertelnicy nie wiedzą o istnieniu krwiopijców.

Kły, pazury i telekineza
Rdzeń rozgrywki w Bloodlines 2 to pierwszoosobowa gra akcji z mocno zarysowanymi elementami RPG. Obserwując świat oczami Phyre, czujemy każdą interakcję znacznie intensywniej. Poruszanie się po dachach Seattle, dzięki nadnaturalnej prędkości, wspinaczce i szybowaniu, jest niezwykle satysfakcjonujące. Kiedy dochodzi do konfrontacji, walka jest brutalna i bezpośrednia. Dysponujemy systemem szybkich i mocnych ataków, które możemy łączyć w kombinacje, a nawet kończyć potężnym kopnięciem
Do tego dochodzi cała paleta wampirzych mocy. Testowana przeze mnie postać potrafiła ciskać wrogami za pomocą telekinezy, zmuszać ich do samobójstwa albo detonować ich ciała, raniąc pobliskich przeciwników. Kombinowanie tych umiejętności z cichymi eliminacjami, które regenerują zdrowie, daje sporo frajdy. Co prawda pierwsze starcia sprawiają wrażenie nieco sztywnych, ale im więcej mocy odblokowałem, tym bardziej płynny i satysfakcjonujący stawał się taniec śmierci.

Wampirza intuicja i interfejs
Sterowanie postacią jest responsywne, a immersja płynąca z perspektywy FPP stoi na bardzo wysokim poziomie. Szybkie uniki i wampirze sprinty potrafią być momentami dezorientujące, ale to cena, jaką płaci się za poczucie nadludzkiej mocy. Gra komunikuje zagrożenia w czytelny sposób, a specjalna "wampirza wizja" - przypominająca tryb detektywa z innych gier - pozwala podświetlać ślady krwi, ważne obiekty oraz pozycje wrogów i potencjalnych ofiar. Interfejs jest minimalistyczny i nie zasłania widoku.
Twórcy z The Chinese Room postawili na immersję, co widać także w sposobie prezentacji dialogów. Rozmowy z postaciami niezależnymi są kluczowe, a wybory moralne i opcje dialogowe mają realny wpływ na relacje z frakcjami i rozwój fabuły.

Seattle nocą, fabuła w dzień
Struktura gry przypomina bardziej Deus Ex niż GTA. Seattle nie jest jednym, w pełni otwartym światem, lecz składa się z kilku większych, połączonych ze sobą dzielnic. Poza głównym wątkiem fabularnym, który pcha nas do przodu, pojawiają się zadania poboczne i aktywności opcjonalne. Projekt misji jest obiecujący. Często mamy wybór między siłowym rozwiązaniem a skradaniem.
Rozgrywkę urozmaicają sekwencje retrospekcji, w których wcielamy się w Fabiena i wykorzystujemy jego detektywistyczne zdolności do analizowania miejsc zbrodni. Ta różnorodność tempa jest sporym atutem. Dialogi są ostre, pełne czarnego humoru i odniesień do popkultury, w tym celnych pstryczków w nos w stronę sagi "Zmierzch" czy samego Brama Stokera.

Techniczny stan na dziś
Vampire: The Masquerade Bloodlines 2 testowałem na przyzwoitej klasy pececie. Gra działała stabilnie, choć zdarzały się drobne błędy. Oprawa wizualna prezentuje solidny poziom. Seattle skąpane w deszczu i neonach wygląda bardzo klimatycznie, a jakość modeli głównych postaci jest co najmniej zadowalająca.
Kierunek artystyczny to jeden z najmocniejszych punktów Bloodlines 2. The Chinese Room doskonale rozumie estetykę Świata Mroku. To połączenie neogotyku z brudnym, miejskim krajobrazem. Postacie są wyraziste, a ich projekty odzwierciedlają przynależność do różnych wampirzych klanów.
Perspektywa FPP potęguje doznania - czujemy się częścią tego mrocznego, pełnego paranoi świata. Spójność stylistyczna jest nienaganna, a projekt wizualny skutecznie buduje gęstą atmosferę zaszczucia, w której aż chce się zanurzyć, by poznać jej najmroczniejsze sekrety.

Kilka godzin w mroku
Ukończenie dema zajęło mi kilka godzin, ale to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Struktura gry, wybór klanu, rozbudowane drzewka umiejętności i wybory w dialogach zwiastują bardzo wysoki potencjał do ponownego przechodzenia gry. Długość pełnej kampanii pozostaje nieznana, ale wszystko wskazuje na to, że będzie to rozbudowana przygoda na kilkadziesiąt godzin.
Trudne dziedzictwo, nowa nadzieja
The Chinese Room podjęło odważną, ale i słuszną decyzję, by zachować perspektywę pierwszoosobową, znaną z kultowego oryginału. To sprawia, że Bloodlines 2 wyróżnia się na tle większości współczesnych RPG-ów akcji, takich jak Vampyr czy Wiedźmin 3. Pomysł z dwiema duszami w jednym ciele to świeże podejście, które odróżnia grę od konkurencji. Widać, że studio nie próbuje kopiować poprzednika jeden do jednego, a zamiast tego czerpie inspiracje i dodaje od siebie unikalne mechaniki oraz pomysły. To odważna decyzja, która może się opłacić.

Wampiry rosną w siłę
Po latach niepewności Vampire: The Masquerade Bloodlines 2 wychodzi na prostą. Wczesna wersja pokazuje grę z ogromnym potencjałem. To mroczne i dojrzałe RPG akcji, które stawia na gęstą atmosferę. Podwójna narracja z Phyre i Fabienem może być jedną z ciekawszych historii w grach ostatnich lat, a system walki, pomimo pewnych niedociągnięć, daje mnóstwo satysfakcji. To gra dla fanów oryginału i wszystkich, którzy szukają w grach czegoś więcej niż tylko bezmyślnej akcji. To nie jest tytuł dla osób oczekujących nieskazitelnie dopracowanego produktu AAA. Bloodlines 2 ma blizny, ale to one nadają mu charakteru.










