W skrócie
- Star Wrath od studia Gaijin prezentuje nowatorskie podejście do gatunku extraction shooterów, ale rodzi pytania o model monetyzacji rozgrywki.
- Pierwsze godziny gry mogą być frustrujące z powodu niedopracowanego samouczka, trudności sterowania oraz braku kluczowych informacji interfejsu.
- Ulepszenie statku za pomocą mikropłatności znacząco poprawia rozgrywkę, co wywołuje wątpliwości dotyczące balansu ekonomicznego gry.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W Star Wrath wita nas pustka - i to nie tylko ta kosmiczna. Samouczek jest boleśnie powierzchowny, a przetrwanie w nim przez dłużej niż minutę graniczy z cudem. Wrzucenie gracza na głęboką wodę ma swój urok, o ile podstawowe mechaniki dają mu szansę na szybką naukę. Tutaj tej szansy nie dostajemy od razu.
Zaczynamy z darmowym statkiem, w którym brakuje wszystkiego: precyzji celowania, płynności manewrowania, a także podstawowej informacji z interfejsu o tym, jak duże obrażenia przyjmujemy. Myszka zachowuje się ociężale, a statek bardziej walczy ze sterowaniem, niż płynie w kosmicznej próżni. W takich warunkach zlokalizowanie klawisza uruchamiającego dopalacz staje się małym świętem.
Wskakuj i leć!
Star Wrath nie traci czasu na długie wprowadzenia. Wykorzystanie podstawowego radaru jest frustrujące, a starcia z komputerowymi przeciwnikami i łupienie ich za pomocą jednego przycisku to zaledwie rozgrzewka. Prawdziwe problemy zaczynają się wtedy, gdy docieramy do mechanik związanych ze strefami mapy. System pozwala statkom znikać całkowicie ze skanerów od razu po wleceniu w gęste chmury czy pola szczątków. To ciekawe rozwiązanie taktyczne, które nagradza zręcznych pilotów, ale u nowicjuszy potęguje tylko uczucie dezorientacji i bezsilności, zwłaszcza gdy rakiety ładują się ślamazarnie, a wrogi znacznik dosłownie rozpływa się w powietrzu.

Bolesna przepaść technologiczna
Szybko jednak okazuje się, że frustracja z pierwszej godziny zabawy ma bardzo konkretną, biznesową przyczynę. Star Wrath w wydaniu startowym celowo jest nieprzyjemne w obyciu. Wystarczy jednak zmienić maszynę na lepszy statek (aby szybko taką zdobyć, najłatwiej posłużyć się kartą kredytową, a jakże) i nagle ciężka, szarpiąca mysz nabiera płynności, siła ognia rośnie, a pole widzenia pozwala kontrolować sytuację. Rozgrywka momentalnie przestaje przypominać dramatyczną walkę o każdy oddech na zepsutej łupinie i staje się wciągającą, zręcznościową strzelanką w stylu arcade. Skok jakości jest gigantyczny - wręcz podejrzanie duży, co budzi obawy o długofalowy balans rozgrywki.

Klasyczny chwyt wydawcy
Gaijin Entertainment ma ogromne doświadczenie w tworzeniu mechanizmów progresji, które z czasem stają się coraz bardziej wymagające względem portfela graczy. Widać to już teraz. Wizualnie Star Wrath zachwyca - zwłaszcza takie elementy, jak dynamiczne chmury i obiekty, w których można zniknąć - jednak fundament mechaniczny pozostawia spore wątpliwości. Podstawowe pytanie brzmi: czy w dniu premiery starcie graczy operujących flotą z wyższej półki, zdobytych dzięki mikropłatnościom, z osobami walczącymi w standardowych statkach, będzie choć odrobinę uczciwe?

Star Wrath - czy warto czekać?
Star Wrath to już teraz intrygujący,, dobrze wyglądający i dający mnóstwo frajdy zręcznościowy shooter z dużą ilością sprzętu do zbierania. O tym, jak długo ta frajda się utrzyma, zadecyduje to, jak twórcy potraktują balans ekonomii gry i czy nie zmienią obiecującego tytułu w festiwal opłat za wygraną.











