W skrócie
- Gra Scale the Depths została rozwinięta z prostego projektu na game jam do niezależnej produkcji skupionej na satysfakcjonującej mechanice rozgrywki.
- Podstawową mechaniką jest ręczne oskrobywanie ryb, które wymaga precyzji i wpływa na wartość zdobytej zdobyczy, a rozgrywka zostaje urozmaicona przez możliwość ulepszania ekwipunku i eksplorowanie nowych biomów.
- Motyw obsługi klientów pochodzących z mitologii oraz unikalny styl audiowizualny tworzą atmosferę gry, przy czym po pewnym czasie pętla rozgrywki może stawać się powtarzalna.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Twórcy wzięli na warsztat klasyczny motyw wędkarstwa, doprawili go szczyptą surrealizmu i jedną satysfakcjonującą mechaniką, która sprawia, że od ekranu trudno się oderwać. Sercem zabawy jest pętla rozgrywki, która z pozoru jest tyle banalna, co hipnotyzująca.
Jako mały robot-rybak zarzucamy wędkę, manewrujemy hakiem w głębinach i wyciągamy zdobycz na powierzchnię. Jednak - w przeciwieństwie do innych "symulatorów wędkowania" - prawdziwa praca zaczyna się dopiero po wyjęciu ryby z wody. Zamiast automatycznej sprzedaży trafiamy do stacji oskrobywania ryby (scalingu), gdzie musimy fizycznie przygotować towar dla klienta.
Prawdziwa gra zaczyna się na stole
Mechanika oskubywania ryb z łusek to najlepszy pomysł, na jaki wpadł zespół Glass Gecko Games. Myszką prowadzimy ostrze po ciele ryby i obserwujemy, jak odsłania się czyste mięso. To ta sama satysfakcja, którą znamy na przykład z PowerWash Simulator, czyli zabawy w cyfrowe sprzątanie, która nagradza każdy nasz ruch.
Nie jest to jednak czynność bezmyślna - zbyt gwałtowne ruchy lub brak precyzji mogą uszkodzić delikatną strukturę ryby i drastycznie obniżyć jej wartość rynkową. To właśnie ta równowaga między tempem a precyzją sprawia, że do każdej ryby podchodzimy z szacunkiem i ostrożnością. Z czasem odblokowujemy coraz lepsze noże, które ułatwiają pracę przy większych okazach, ale wyzwanie rośnie wraz z poziomem skomplikowania anatomicznego kolejnych gatunków.

Twoi klienci to Nessie i Kelpie
Zarobione fundusze inwestujemy w rozwój warsztatu, ulepszenia żyłki, poprawę jakość noży czy dostosowanie estetyku samej łodzi do naszych upodobań. Postęp jest konkretny i natychmiastowy - każda wyprawa pozwala zejść głębiej i głębiej, a tam czekają na nas coraz to nowe gatunki i sekrety. Eksploracja nie kończy się na samych rybach. Głębiny skrywają artefakty, wiadomości w butelkach oraz legendarne morskie stworzenia, które dodają dreszczyku emocji podczas każdego zanurzenia. Całość została podzielona na cztery biomy - różniące się zarówno wyglądem, jak i atmosferą.
Naszymi klientami nie są zwykli kupcy, lecz postacie wyciągnięte wprost z mitologii i folkloru. Karmienie legendarnej Nessie czy mitycznego Kelpie nadaje Scale the Depths unikatowego, nieco groteskowego charakteru.

Hej ho, na ryby by się (ze)szło (pod wodę)
Scale the Depths udowadnia, że jeden dobrze zaprojektowany pomysł może dać drugie życie zabawie, która wydawało się, że niczym nas już nie zaskoczy (szczególnie po Dave the Diver, do którego trudno nie porównać dzieła Glass Gecko Games). A do tego oprawa audiowizualna - skoczny, morski soundtrack i uroczo przerysowane modele ryb - buduje atmosferę, w której można się… zanurzyć.
Jednocześnie twórcy muszą uważać na pewne pułapki. Przede wszystkim Scale the Depths musi mieć coś więcej do zaoferowania, jeśli chce zatrzymać graczy na dłużej. Zaprojektowana pętla rozgrywki wciąga, ale po paru godzinach może stać się na tyle powtarzalna, że część graczy odpływać w stronę brzegu.

Czy warto czekać na Scale the Depths?
Scale the Depths już teraz sprawia frajdę i pokazuje kierunek, w którym chce iść. Jeśli nie przeszkadza pętla rozgrywki, która po kilku godzinach może stać się zbyt powtarzalna - jak najbardziej warto.











