W skrócie
- Pokemon Legends Z-A spotkało się z mieszanymi opiniami użytkowników, z krytyką za brak innowacji, ograniczoną eksplorację oraz puste, pozbawione charakteru Lumiose City.
- Nowy system walki w czasie rzeczywistym podzielił graczy – jedni widzą w nim świeżość, inni chaos i zanik taktyki.
- Mimo zarzutów, gra zapewnia rozrywkę fanom serii, jednak skłania do refleksji nad przyszłością marki i brakiem większego zaangażowania twórców.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Dlaczego miałoby być źle?
Zanim przejdziemy do głębszej analizy Pokemon Legends: Z-A, niektórzy mogą zadawać sobie pytanie, skąd w ogóle pomysł, że nowa odsłona serii została źle przyjęta przez szersze grono graczy. Wystarczy przecież rzucić okiem na oceny gry wśród krytyków - 78 punktów na Metacriticu i okrągłe 80 na OpenCriticu. Może nie będzie to tytuł walczący z Clair Obscur o miano Gry Roku 2025, ale trudno nazywać takie opinie negatywnymi.
Wśród sporej grupy graczy Pokemon Legends: Z-A jest jednak dużym zawodem, co częściowo odzwierciedlają oceny fanów na tych samych platformach. Średnia ocen wśród graczy na OpenCriticu wynosi już tylko 60, a na Metacriticu spada od 4,7. Jeszcze bardziej krytycznie mówi się o tym tytule na YouTube.
"Czy Pokemon Legends Z-A jest aż tak złe?" - pyta Nintendo Life:
"Pokemon Legends ZA to zbyt drogie rozczarowanie" - mówi Lord Frogmire:
"Odinstaluj Pokemon Legends: Z-A. Mówię poważnie" - apeluje XanderJ:
Jedni uważają, że Z-A to kolejna, tandetna odsłona jednej z najpopularniejszej serii gier w historii. Mówi się o leniwym podejściu do rozwoju całej marki, o tandetnym miejscu akcji oraz o nieistniejącej wręcz eksploracji. Inni zwracają uwagę również na fakt, że budżet Z-A wyniósł zaledwie 13 milionów dolarów, podczas gdy w samym październiku Pokemon TCG Pocket przyniosło blisko 50 milionów dolarów przychodu? The Pokemon Company zarzuca się lenistwo, Game Freak brak większych innowacji i sugeruje, że twórcy nie widzą sensu w inwestowaniu większych pieniędzy w grę, skoro i tak każda odsłona sprzedaje dziesiątki milionów kopii. Oliwy do ognia dolewa fakt, że The Pokemon Company pierwsze, płatne DLC do Z-A zapowiedziało jeszcze przed premierą gry.
Podczas gdy szał na karciankę Pokemon trwa w najlepsze, a ceny nowych zestawów cały czas szybują do góry, sentyment wokół gier zaczyna coraz bardziej przypominać Call of Duty. Dlatego właśnie dzisiaj zastanawiamy się, ile prawdy jest w opinii tej grupy osób i czy Pokemon Legends: Z-A faktycznie jest tak złe?
Lumiose City - miejsce akcji źródłem kontrowersji
Jednym z najczęstszych tematów dyskusji wokół Pokemon Legends: Z-A jest miejsce akcji. Już w pierwszych zapowiedziach poinformowało, że akcja gry toczyć będzie się w obrębie jednego, inspirowanego Paryżem miasta. Wyklarowano szybko również spekulacje, że będziemy w stanie wyjść z niego na jakimkolwiek etapie gry - nie ma takiej możliwości. Cała gra odbywa się wyłącznie w Lumiose City.
Sam ten fakt nie czyni oczywiście Z-A złą grą. Lumiose City można było uczynić dużym, różnorodnym i pełnym rozległych lokacji miejscem. W praktyce jednak miasto wydaje się puste, brakuje mu charakteru, dopracowanych tekstur i w zasadzie czegokolwiek, co uczyniłoby je wyjątkowym, zachęcającym do zwiedzania.
Na nowym podejściu Game Freak najbardziej cierpi eksploracja, która kończy się po kilku pierwszych godzinach. Po ukończeniu zdecydowanie zbyt długiego, choć bardzo dynamicznego tutorialu, mamy już spojrzenie na całe miejsce akcji. Łapanie Pokemonów ogranicza się wyłącznie do wyznaczonych do tego stref miasta (Wild Zone), a era spotykania na każdym kroku skorych do walki trenerów dobiegła końca. W Pokemon Legends: Z-A pojedynki toczymy wyłącznie nocą, kiedy na mapie pojawia się czerwona strefa, Battle Zone.
Nie ma elementu niespodzianki, nie ma biomów, nie ma eksploracji. W wielu poprzednich odsłonach ekscytującym aspektem gry był fakt, że kiedy pokonaliśmy jakiś Gym albo odblokowaliśmy nowy obszar, czekały na nas nowe atrakcje. Spotykaliśmy inne Pokemony, mogliśmy odświeżyć swoją drużynę i uzupełniać Pokedex. W Z-A możliwości z czasem rosną, ale dzieje się to cały czas w obrębie tych samych terenów. Na mapie pojawia się po prostu nowy Wild Zone, w którym można złapać kilka dodatkowych Pokemonów.
Co gorsza, Pokemon Legends: Z-A wypada blado nawet przy poprzedniej odsłonie z serii Legends, Arceus, które wyszło trzy lata temu. Bardzo dobrze analizuje to w swoim materiale Retro Rebound, który po premierze Z-A wrócił do Arceus. Poprzednia gra miała mnóstwo problemów, była brzydka i działa fatalnie na pierwszym Switchu, ale oferowała ten element eksploracji, sporo innowacji i zachowywała aspekt tajemniczości, której w Z-A zdecydowanie brakuje.
Nowy system walki - innowacja czy chaotyczna nuda?
Mimo drastycznie innego podejścia do miejsca akcji, największą rewolucję przeszedł w Z-A system walki. Pokemon Legends to seria, która ma na celu eksperymentować i testować nowe rozwiązania, dzięki czemu Game Freak zdecydował się całkowicie niemalże zrezygnować z turowego systemu walki.
Pojedynki w Z-A przypominają bardziej Xenoblade Chronicles. Walka toczy się w czasie rzeczywistym, a my mamy za zadanie wydawać jedynie polecenia wybranemu aktualnie Pokemonowi. Wciąż mają one cztery różne umiejętności, ale tym razem każda z nich ma swój czas odnowienia. Kiedy użyjemy więc jednej z nich, później musimy zaatakować inną lub poczekać aż minie czas odnowienia poprzedniej. W to wszystko wpleciony jest również prosty system uników oraz fakt, że Pokemony rywali mogą zadawać obrażenia naszemu bohaterowi. Jeżeli damy się trafić zbyt często, przegramy starcie.
Moim zdaniem kwestia nowego systemu walki nie jest już aż tak czarno-biała jak temat Lumiose City. Pierwsze godziny Pokemon Legends: Z-A płyną bowiem błyskawicznie, a system walki sprawia wrażenie ogromnego powiewu świeżości. Mamy chociażby do dyspozycji ataki, które pozostawiają po sobie zadające obrażenia obszarowe efekty, ograniczając tym samym pole walki. Możemy walczyć też z kilkoma Pokemonami na raz. Prędkość ataków i ich animacji ma zdecydowanie większe znaczenie, a czas odnowienia umiejętności jest dodatkowym, strategicznym elementem gry.
Kiedy przychodzi jednak czas Mega Evolution, dłuższych starć i walk z Rogue Mega Evolution, które przypominają starcia z potężnymi bossami, dają się we znaki mankamenty nowego systemu. Często wydaje się on chaotyczny, opiera się głównie na ciągłym używaniu tych samych umiejętności i znika bardziej taktyczne, przemyślane podejście do walki, które oferowała większość poprzednich odsłon. Wrzucamy po prostu odpowiedniego Pokemona na pole bitwy i spamujemy umiejętnościami.
Do systemu walki osobiście podchodzę dużo mniej krytycznie i uważam to za ciekawy eksperyment. Nie chciałbym, żeby każda następna część serii korzystała z takiego rozwiązania, ale jest to interesująca, dobrze zrealizowana alternatywa. Oby Game Freak nie bało się próbować bardziej kontrowersyjnych nowości i postarało się szukać dalej większych innowacji dla swojej serii.
Czy jest aż tak źle?
Mówiąc wprost: nie. Pokemon Legends: Z-A nie zasługuje na ocenę 4,7/10 i nie jest na pewno najgorszą odsłoną serii. Uczciwie przyznaję, że jako świeżo upieczony posiadacz Nintendo Switcha 2 bawię się bardzo dobrze i chociaż jestem w pełni świadomy braku większych innowacji i leniwego podejścia do wielu elementów tej gry, sentyment do serii robi swoje. Grałem w każdą odsłonę, będę grał w każdą następną i prawdopodobnie większość z nich przejdę do samego końca, kompletując przy okazji cały Pokedex.
Pokemon Legends: Z-A daje jednak do myślenia i prowokuje do pytania: dlaczego twórcy nie chcą zrobić więcej? Czym mogłoby być teraz Z-A, gdyby Game Freak czerpało mniej inspiracji z podejścia Activision do Call of Duty i zamiast tego próbowało dostarczyć fanom serii to, na co zasługują?










