W skrócie
- Steam Next Fest ponownie umożliwił graczom darmowy dostęp do wersji demonstracyjnych wybranych gier, które pozostały aktywne po zakończeniu wydarzenia.
- W artykule przedstawiono siedem demo, które wyróżniały się na tle około pięciu tysięcy zaprezentowanych tytułów podczas festiwalu.
- Wśród polecanych gier znajdują się zarówno duże produkcje, jak i tytuły niezależne o oryginalnym charakterze oraz różnorodnej tematyce.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Onimusha: Way of the Sword
- Mexican Ninja
- The Sinking City 2
- Pixel Washer
- over the hill
- Washington Prime
- Dearbnb
Czerwcowy Steam Next Fest przyniósł gigantyczny wysyp gier - zarówno wielkich hitów, jak i totalnie niszowych eksperymenty (łącznie przewinęło się tu jakieś 5 tysięcy tytułów!). O sukcesie decydowało to, czy demo potrafiło zatrzymać gracza na dłużej niż 5 minut. Przekopaliśmy się przez ten natłok i wybraliśmy siedem produkcji, które naszym zdaniem zrobiły najlepszą robotę. Zaczynamy od absolutnego must-play, a potem przechodzimy do mniej oczywistych tytułów.
Onimusha: Way of the Sword
Capcom wreszcie przypomniał sobie o Onimushy. To dla wielu fanów klasyki wprost wydarzenie roku. Zamiast mamić nas kolejnymi renderowanymi zwiastunami, japoński wydawca po prostu wrzucił grube, grywalne demo nastawione na czystą walkę. Możemy sprawdzić odświeżony system starć, wyczucie okienek na parowanie i sprawdzić, czy sterowanie nie trąci myszką.
Wyszło świetnie. Gra łączy klasyczny, nieco ociężały klimat dawnych odsłon ze współczesną dynamiką. Na Steamie i Reddicie aż huczy od pochwał - gracze doceniają przede wszystkim to, jak satysfakcjonujące jest wyprowadzanie kontr.
Mexican Ninja
Jeśli lubicie totalny odlot, ta gra powinna wpaść wam w oko. Mexican Ninja to dwuwymiarowy, niesamowicie kolorowy beat'em up, który wygląda jak ożywiony komiks i kompletnie nie bierze siebie na poważnie. Demo wrzuca nas od razu na głęboką wodę - dostajemy do przejścia najeżony przeciwnikami etap, na którym liczy się tylko zręczność i klejenie jak najdłuższych kombosów. Co szalenie ważne w tym gatunku, sterowanie jest dopracowane i ostre jak brzytwa.
Nic dziwnego, że gra momentalnie zalała TikToka i Twittera. Widowiskowe akcje i absurdalny humor aż prosiły się o wycinanie krótkich klipów. To idealny przykład dema, które sprzedaje grę samym gameplayem.
The Sinking City 2
Ukraińskie studio Frogwares podrzuciło podczas niemałą niespodziankę w postaci obszernego, godzinnego dema The Sinking City 2. To bezpośrednia kontynuacja mrocznego horroru, osadzona w Lovecraftiańskim mieście Arkham z lat 20. XX wieku, zalanym przez powódź, której przyczyna znajduje się prawdopodobnie gdzieś głęboko pod taflą wody.
Demo stanowi znakomite wprowadzenie do przygód nowego protagonisty, Calvina Rafferty'ego. Podobnie jak w jedynce, w sequelu otrzymujemy intrygującą fabułę, niepokojący klimat czy przerażających przeciwników, z którymi musimy się zmierzyć.
Pixel Washer
Na Steamie panuje moda na tzw. cozy games (czyli gry, których celem jest nas jak najskuteczniej odprężyć) i Pixel Washer jest tego najlepszym przykładem. Wcielamy się tu w małego prosiaka, który biega z myjką ciśnieniową i zmywa brud z rozpikselowanych domków, płotów czy samochodzików. Każdy kolejny etap daje nam do wyczyszczenia coraz bardziej skomplikowane obiekty, a powolne odkrywanie czystych, kolorowych pikseli pod warstwą błota działa niesamowicie satysfakcjonująco i relaksująco.
Ta gra to idealny psychiczny detoks. Sam złapałem się na tym, że odpaliłem Pixel Washera "tylko na chwilę", a wyłączyłem go po półtorej godziny z poczuciem głębokiego relaksu. Jeśli szukacie czegoś do pogrania między większymi tytułami albo codziennymi obowiązkami.
over the hill
Wokół tej gry łatwo było przejść obojętnie, bo nie krzyczy do nas jaskrawymi kolorami ani nie kusi dynamiczną akcją. over the hill to cicha, melancholijna przygodówka o podróży. Wersja demonstracyjna to po prostu jeden, dobrze zamknięty rozdział, który skupia się na budowaniu nastroju i pokazuje unikalny, bardzo powolny sposób eksploracji świata.
Mimo braku jakichkolwiek urozmaiceń w postaci walki czy skomplikowanych zagadek, gra rzadko kiedy lądowała w koszu przed dotarciem do końca dema. To pokazuje, że wśród graczy wciąż jest ogromne zapotrzebowanie na gry niespieszne, kameralne, które potrafią obronić się samą atmosferą i mądrym scenariuszem.
Washington Prime
Dla fanów planowania i taktyki to był absolutny numer jeden tego festiwalu. Washington Prime to policyjny thriller, który czerpie garściami z klasyków pokroju SWAT czy wczesnych odsłon Rainbow Six. Demo nie patyczkuje się z nami - dostajemy konkretną misję operacyjną, w której musimy zaplanować wejście do budynku, rozstawić ludzi, zdecydować o użyciu środków przymusu i spróbować rozwiązać sytuację kryzysową.
Największe wrażenie robi fakt, że nasze decyzje i podejście taktyczne rzeczywiście zmieniają przebieg misji. Możemy pójść na twardo, ryzykując życie zakładników, albo próbować negocjować i szukać bocznych wejść. Czuć tu ogromny potencjał.
Dearbnb
Dearbnb w genialny i bardzo złośliwy sposób wyśmiewa współczesną kulturę wynajmu mieszkań. Wcielamy się we właściciela, który próbuje zarobić na swoim apartamencie. Musimy napisać zachęcające (i mocno koloryzowane, rzecz jasna) ogłoszenie, a potem użerać się z lokatorami, którzy potrafią zdemolować mieszkanie z powodu braku wegańskiego mleka w lodówce.
Demo jest świetnie skrojone - urywa się w idealnym momencie, kiedy cała ta karuzela absurdów zaczyna nas przerastać, a my desperacko próbujemy ratować budżet i gasić dosłowne (i te w przenośni) pożary. To zabawny, dynamiczny i przede wszystkim angażujący tytuł, który potrafi zostawić gracza z syndromem "jeszcze jednej tury".











