W skrócie
- Produkcja Mixtape wywołała spór między recenzentami, którzy ocenili grę na 86/100, a użytkownikami, którzy wystawili jej znacznie niższą notę 5,9/10 w serwisie Metacritic.
- Część graczy zarzuca tytułowi zbyt prostą rozgrywkę, brak wyzwań oraz fakt, że podejmowane przez nich działania nie wpływają znacząco na przebieg interaktywnej historii.
- Twórcy gry postawili na interaktywny zbiór wspomnień o przyjaźni, przedkładając atmosferę i oprawę muzyczną nad skomplikowane systemy walki czy rozbudowane mechaniki.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Spis treści:
- Gra nie musi karać za każdy błąd
- Nostalgia pomaga, ale nie załatwia wszystkiego
- Kiedy brak gustu staje się oskarżeniem
- Mixtape nie potrzebuje taryfy ulgowej
- Najważniejsze jest coś innego, o wiele prostszego.
W Mixtape nie ratujemy świata, nie zbieramy legendarnych przedmiotów i nie spędzamy godzin na poprawianiu statystyk postaci. Trójka nastoletnich przyjaciół jedzie na ostatnią imprezę po zakończeniu liceum. W podróży wracają wspomnienia - jazda na deskorolce, nocne wyprawy, pierwszy pocałunek, głupie żarty i chwile, w których każdy udaje, że wcale nie boi się przyszłości.
Beethoven & Dinosaur nie próbowało zrobić kolejnego dużego hitu z mapą, rozwiniętym systemem walki i dziesiątkami zadań. Twórcy postawili na krótkie sceny połączone muzyką. Oficjalny opis Annapurny zapowiada "składankę [z ang. mixtape] wspomnień" o ostatniej wspólnej przygodzie trzech osób. Trudno więc zarzucać autorom, że dostarczyli coś innego niż obiecywali.
Mimo to Mixtape błyskawicznie podzieliło graczy.
W serwisie Metacritic średnia od recenzentów wynosi 86/100, a ocena użytkowników… 5,9/10. Tak duża różnica nie oznacza automatycznie, że jedna strona ma rację, a druga nie. Pokazuje raczej, że krytycy i część graczy oczekiwali od tej samej produkcji czegoś zupełnie innego.
Gra nie musi karać za każdy błąd
Część graczy zarzuca Mixtape, że jest w nim za mało gameplayu. Niektóre sekwencje są bardzo proste, a gra nie zawsze zatrzymuje nas po nieudanym wciśnięciu przycisku. Dla osób szukających wyzwania to realny problem. Jeśli porażka niczego nie zmienia, można odnieść wrażenie, że kontroler trzymamy tylko po to, by od czasu do czasu potwierdzić, że wciąż jesteśmy przed ekranem.
To uczciwa krytyka. Gry działają inaczej niż filmy właśnie dlatego, że wymagają od nas działania. Czasem liczy się refleks, czasem decyzja, a czasem umiejętność przejścia trudnej sekwencji. Mixtape nie daje z tego za wiele. Nie ma sensu udawać, że każda scena zapewnia taką samą satysfakcję, jak dobrze zaprojektowana walka, wyścig albo zagadka.
Nie wynika z tego jednak, że Mixtape przestaje być grą. Od lat gramy przecież w visual novele, przygodówki typu point-and-click, gry rytmiczne i tak zwane symulatory chodzenia. W jednych produkcjach najważniejsza jest mechanika, podczas gdy w innych ważniejszy bywa nastrój, tempo opowieści albo sama obecność w danym świecie. To nie są gorsze gry. Po prostu każda ma inne priorytety.

Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy własne oczekiwanie traktujemy jak definicję całego medium. Można nie lubić Mixtape, bo rozgrywka wydaje się zbyt skromna. Można też uznać, że trzygodzinna historia nie uzasadnia czasu spędzonego przed ekranem. Jednak nie można - a co najmniej nie powinno się - udowadniać, że każdy, komu taka forma się podoba, padł ofiarą marketingu albo nie wie, czym są gry.
Nostalgia pomaga, ale nie załatwia wszystkiego
Mixtape korzysta z motywów, które dobrze znamy z filmów i seriali o dorastaniu. Jest paczka znajomych, ostatnia wspólna noc, muzyka uruchamiająca wspomnienia i lęk przed rozstaniem. Na jednych to działa, bo właśnie tak pamiętają swoją młodość. Tymczasem dla innych może być katalogiem klisz - ot, znajoma piosenka, ładny kadr i obowiązkowa scena, w której bohaterowie mówią o tym, że wszystko zaraz się skończy.
Obie reakcje są zrozumiałe. Znany utwór potrafi wykonać ogromną część emocjonalnej pracy za scenariusz. Słyszymy piosenkę, kojarzymy ją z własnym życiem i automatycznie dopisujemy scenie więcej znaczenia.

Jednocześnie wspomnienia z liceum rzadko układają się w porządną fabułę. Po latach pamiętamy raczej urywki: czyjś śmiech w samochodzie, źle oświetloną kuchnię, zdanie rzucone za późno albo piosenkę puszczoną przypadkiem.
Twórcy Mixtape wybrali właśnie taki sposób opowiadania. Zamiast jednej wielkiej historii pokazują wiele małych chwil.
Można uznać, że to za mało. Można też zobaczyć w tym sens całej gry. Mixtape nie próbuje opowiedzieć wszystkiego o dorastaniu. Twórcy chcą raczej przypomnieć, jak pewne drobiazgi potrafią zostać w głowie na lata. Ten pomysł nie trafi do każdego, ale nie jest też oszustwem ukrytym za soundtrackiem. Nie jest i basta.

Kiedy brak gustu staje się oskarżeniem
Najdziwniejsza część dyskusji zaczęła się wtedy, gdy zwykłe "nie podoba mi się" przestało wystarczać. W sieci pojawiły się sugestie, że wysokie oceny Mixtape nie mogą być szczere, skoro wielu graczy narzeka na prostą rozgrywkę. To łatwy sposób na zamknięcie rozmowy. Zamiast spierać się o konkretne sceny, tempo albo cenę, wystarczy powiedzieć, że krytycy są oderwani od rzeczywistości albo że recenzje zostały "kupione".
Tymczasem recenzja nie jest ankietą o tym, czy gra spodoba się każdemu. Krytyk powinien wyjaśnić, co twórcy chcieli osiągnąć, jakich użyli narzędzi i czy osiągnęli zamierzony efekt. Czytelnik może przeczytać taki tekst, uznać, że opisany styl zupełnie mu nie odpowiada, i po prostu ominąć grę. To normalna część odbioru kultury.
Cała dyskusja i jej wysoka temperatura wywołały nawet wpis oficjalnego konta Xboksa na X-ie. Firma przypomniała, że to, iż dana gra nie trafia w czyjś gust, nie czyni jej automatycznie złą. Konto nie wymieniło Mixtape z nazwy, ale wpis pojawił się w czasie gorącej dyskusji wokół gry, więc trudno nie domyślić się, co autor miał na myśli.

Mixtape nie potrzebuje taryfy ulgowej
Mixtape nie wymaga brania go w obronę tylko dlatego, że jest małą grą niezależną. Można krytykować scenariuszowe skróty, nadmiar nostalgii, zbyt prostą interakcję i niewielką długość. To konkretne zarzuty, o których da się rozmawiać bez wmawiania komukolwiek złych intencji.
Nie trzeba też udawać, że każda krytyka gry jest atakiem na jej bohaterki albo na ambitne opowieści w grach. Taki odruch zamienia rozmowę o gustach w wojnę plemion. (A wydaje się, że o branży gier od pewnego czasu możemy mówić już per cywilizacja, a nie per banda niedojrzałych - nomen omen - nastolatków). Przecież można równocześnie docenić muzykę, montaż i obraz Mixtape, a jednocześnie stwierdzić, że interaktywne sceny nie dają wystarczającej satysfakcji.
Najważniejsze jest coś innego, o wiele prostszego.
Gry mogą działać na różne sposoby. Jedne pamiętamy, bo miała świetny system walki, inną za sprawą trudnych decyzji, a jeszcze inną dzięki trzem godzinom spędzonym z bohaterami, z którymi nie chcemy się rozstawać. Mixtape nie musi przekonać wszystkich. Wystarczy, że jasno pokazuje, dla kogo powstało.












