W skrócie
- Kromlech oferuje mroczny świat inspirowany epoką żelaza i mitologią celtycką oraz stawia na pełną immersję bez nowoczesnych udogodnień dla gracza.
- System walki oraz mechanika blokowania kamery mają istotne problemy techniczne i krytyczne wady dla płynności rozgrywki.
- System 30-dniowego kryzysu oraz innowacyjne decyzje gracza wpływające na świat gry wyróżniają produkcję, a studio Perun Creative reaguje na krytykę aktualizacjami.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Spis treści:
- Błoto, krew i celtycki mrok
- Drewniany miecz i niesforna kamera
- 30-dniowy kryzys ratuje sytuację
- Wczesny dostęp, wczesny werdykt
Kiedy zapowiadano Kromlecha, w sieci szybko przylgnęła do niego łatka "czeskiego Gothica" z domieszką soulslike'a. 5 marca gra w końcu zadebiutowała we wczesnym dostępie na Steamie. I zderzenie z rzeczywistością okazało się brutalne. Gdy czytam opinie i wrażenia osób, które miały styczność z produkcją Perun Interactive, łatwo mi zrozumieć ich frustrację. To tytuł, który potrafi w sobie rozkochać. Aby chwilę później doprowadzić do szału.
Błoto, krew i celtycki mrok
Jeśli szukacie radosnej przygody z prowadzeniem za rączkę, od razu możecie zamknąć kartę z grą na Steamie. Kromlech wita nas surowym, bezlitosnym światem inspirowanym europejską epoką żelaza i mitologią celtycką. Silnik Unreal Engine 5 robi tu absolutnie fenomenalną robotę, bo opuszczone wioski, gęste, mgliste lasy i niepokojące bagniska wręcz ociekają mrocznym klimatem.

W tym świecie na próżno szukać minimapy zasypanej pytajnikami czy lśniących ścieżek prowadzących do celu. Jesteś tylko ty, twój topór i wrogie otoczenie. Kromlech stawia na pełną immersję i zmusza do samodzielnego orientowania się w terenie, co dla fanów oldschoolowych RPG-ów jest spełnieniem marzeń. Niestety, dla graczy przyzwyczajonych do współczesnych udogodnień będzie to prawdopodobnie ściana nie do przebicia. To po prostu nie jest casualowa, odprężająca rozrywka.
Drewniany miecz i niesforna kamera
Czar pryska, gdy dochodzi do pierwszego poważniejszego starcia. Walka w Kromlechu opiera się na taktycznym zbijaniu pancerza i mozolnym zarządzaniu wytrzymałością. Na papierze brzmi to jak świetne wyzwanie. W praktyce? System ten cierpi na bolesny "syndrom drewna". Mechanizm blokowania kamery na przeciwniku żyje własnym życiem. Potrafi zgubić cel w najbardziej newralgicznym momencie starcia, co nader często kończy się po prostu ekranem śmierci.

Do tego dochodzi problem z ociężałymi unikami, których czas reakcji bywa zauważalnie opóźniony. W produkcji, która nie wybacza nawet drobnych błędów, jest to wada wręcz krytyczna.
Jakby tego było mało, deweloperzy zaimplementowali bardzo specyficzne podejście do skalowania poziomu trudności. W Kromlechu to nie sama śmierć jest twoim największym utrapieniem, gdyż produkcja wplata w rozgrywkę elementy roguelite i pozwala zachować część zdobytej wiedzy po zgonie. Prawdziwym przekleństwem bywa twoja własna sława. Im więcej dobrych uczynków wykonasz i im bardziej twoja legenda urośnie w siłę, tym potężniejsi wrogowie zaczną ściągać do regionu, by cię sprawdzić. W efekcie, gdy i tak wciąż zmagasz się z wymagającym systemem walki, gra ochoczo rzuca ci pod nogi coraz większe wyzwania, nieustannie testując granice twojej cierpliwości.

30-dniowy kryzys ratuje sytuację
Co w takim razie sprawia, że gracze wciąż dają Kromlechowi szansę? Odpowiedź kryje się w systemie 30-dniowego kryzysu. To absolutny "gamechanger".
Gra nieustannie wymusza na nas podejmowanie trudnych decyzji pod ogromną presją upływającego czasu. Jeśli zignorujesz doniesienia o watahach potworów na południu, bo wolisz uratować bogatszą osadę na północy, musisz liczyć się z poważnymi konsekwencjami.

Nierozwiązane problemy zostawiają na mapie tak zwane "blizny świata", które trwale zmieniają krajobraz, dostępne zadania i potęgują siły wroga. To naprawdę innowacyjne podejście, które sprawia, że czujemy się częścią tego mrocznego świata i że nasze wybory mają realny wpływ na to, jak będzie się on dalej kształtował.
Wczesny dostęp, wczesny werdykt
Na ten moment Kromlech to zardzewiały miecz. Czescy deweloperzy dopiero wyciągnęli go z ogniska, by zacząć na poważnie kuć. Optymalizacja wciąż pozostawia wiele do życzenia, ekrany ładowania wystawiają cierpliwość na próbę, a sama walka potrzebuje gruntownego remontu. Trzeba jednak oddać studiu Perun Creative, że reaguje na krytykę błyskawicznie, wypuszczając pierwsze potężne łatki balansujące rozgrywkę.

Z tej mąki zdecydowanie może być chleb. Piekarz musi się jednak jeszcze sporo napocić. Jeśli macie anielską cierpliwość, możecie zaryzykować i kupić dostęp do wczesnej wersji już dziś. A w przeciwnym razie dodajcie Kromlecha do listy życzeń i sprawdźcie go ponownie za dobrych kilka miesięcy. Chociaż także wtedy, nawet jeśli twórcy poprawią wszystko, co jest do poprawienia, powinniście przystępować do zabawy z całymi workami cierpliwości. Ta produkcja nie patyczkuje się z graczem.











