Spis treści:
- Nauka latania własnym domem
- Wschody słońca i schemat ozdobnej doniczki
- Miedź - wszędzie potrzebujesz, nigdzie nie znajdziesz
- Kooperacja między pożarem a teleportacją
- Nie zamierzam odpuszczać
- Czy warto czekać na Everwind?
W skrócie
- Everwind oferuje rozgrywkę opartą na budowie i zarządzaniu latającym statkiem, gdzie fizyka lotu i szczegóły konstrukcji mają kluczowe znaczenie.
- System ekonomii surowców, zwłaszcza niedobór miedzi, spowalnia postęp i może zniechęcać do dalszej gry.
- Obecny system ograniczeń w kooperacji i teleportacji w drużynie odbiera poczucie niezależności, ale gra pozostaje propozycją dla cierpliwych graczy.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Gdy 17 marca serwery Everwind (projektu, który kiedyś znaliśmy jako Skyverse) w końcu ruszyły, nie wiedziałem, czego się spodziewać. Polskie Enjoy Studio obiecywało rewolucję w sandboksach, a Bohemia Interactive swoim wydawniczym autorytetem podkręcała oczekiwania. Po paru wieczorach spędzonych w tym dryfującym świecie czuję się jednocześnie oczarowany i... zmęczony.
Nauka latania własnym domem
Zapomnijcie o budowaniu szałasu w lesie - tutaj waszym domem jest statek. Podstawy budownictwa opanujecie szybko, ale fizyka lotu to zupełnie inna bajka: po trzech godzinach prób zrozumiałem, że zbyt ciężka kuchnia na rufie rozkłada cały okręt na lewą burtę już przy starcie. Dopiero po przestawieniu silników manewrowych jako tako zaczął utrzymywać kurs.
Dbałość o szczegóły - masę, wyporność, zasięg generatorów - sprawia, że każda modyfikacja pokładu ma realne znaczenie dla przetrwania. Nie ma tu taryfy ulgowej - wystarczy jeden błąd przy rozplanowaniu silników i zamiast galeonu otrzymujecie latający złom.

Wschody słońca i schemat ozdobnej doniczki
Eksploracja świata w Everwind zapiera dech w piersiach, o ile przymkniecie oko na fakt, że to wciąż świat zbudowany z klocków a'la Minecraft. Oświetlenie w aktualnej wersji radzi sobie znakomicie - wschody słońca obserwowane z mostka kapitańskiego, gdy promienie przebijają się przez proceduralnie generowane chmury, to materiał na tysiące screenshotów.
Tyle że zejście na ląd szybko studzi entuzjazm. Wyspy są zróżnicowane wizualnie, ale system łupów potrafi być bezlitosny. Nie zliczę, ile razy po ciężkiej walce w lochach otwierałem finalną skrzynię - a w niej czekał na mnie schemat ozdobnej doniczki. Boli to szczególnie mocno, gdy miecz właśnie się rozpadł i nie macie materiałów niezbędnych do tego, by go naprawić.

Miedź - wszędzie potrzebujesz, nigdzie nie znajdziesz
I tu dochodzimy do mojego największego problemu z obecnym early access: słynnego już "miedzanego muru". Miedź w Everwind jest niezbędna do tworzenia wszystkiego - narzędzi, kadłuba, broni. Przez kilka wieczorów moja przygoda nie polegała na odkrywaniu tajemnic starożytnych cywilizacji, lecz na desperackim przekopywaniu każdej napotkanej skały w poszukiwaniu kilku grudek rudy.
To sztuczne spowolnienie progresji, które w pewnym momencie niemal zabiło we mnie chęć do dalszej gry. Enjoy Studio musi jak najszybciej zbalansować ekonomię surowców, bo kilka wieczorów z kilofem to za wysoka cena za progresję w early access.

Kooperacja między pożarem a teleportacją
Wspólne latanie ze znajomymi to huśtawka nastrojów. Obsługa dział podczas ataku harpii - gdy jeden z nas steruje statkiem, a dwóch innych gasi pożary na pokładzie - to jedne z najlepszych chwil kooperacyjnych, jakie przeżyłem w ostatnim czasie.
Tyle że obecny system "uwięzi" to nieporozumienie. Gdy mój kolega próbował odlecieć małym skuterem na sąsiednią wyspę, gra teleportowała go z powrotem do mnie, gdy tylko przekroczył magiczną barierę odległości. To rozwiązanie rodem z poprzedniej dekady, które kompletnie zabija poczucie niezależności wewnątrz drużyny.

Nie zamierzam odpuszczać
Mimo wszystkich bolączek - będę wracał do Everwind. Fizyka lotu jest znakomita, a wschody słońca z mostka kapitańskiego są po prostu cudowne. Enjoy Studio ma rok early access na wyprostowanie systemu nagród, poluzowanie limitów w kooperacji i podkręcenie ilości miedzi w świecie - i dopiero wtedy zobaczymy, co ta gra naprawdę potrafi. Na razie Everwind to propozycja dla cierpliwych: dla tych, którzy mają żyłkę inżyniera i nie boją się kilku wieczorów z kilofem zamiast z mieczem.
Czy warto czekać na Everwind?
Jeśli nie zraża was perspektywa kilku wieczorów z kilofem zamiast z mieczem - zdecydowanie tak. Fizyka lotu i proceduralny świat pełen unoszących się wysp zdradzają grę z prawdziwym potencjałem, który Enjoy Studio ma rok early access na w pełni wykorzystać.











