W skrócie
- Styczeń uznawany jest za najgorszy miesiąc premier gier, a lista nowości jest bardzo ograniczona.
- Przyczyną są zarówno aspekty finansowe wydawców, jak i sytuacja branży po licznych zwolnieniach.
- W styczniu gracze nadrabiają zaległości, a na rynku pojawiają się głównie mniejsze, niezależne produkcje.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Spis treści:
- Pieniądze dyktują kalendarz
- Cień GTA 6
- Efekty trzęsienia ziemi
- Co robić w styczniu?
- Czekając na luty
Za oknem szaro, w portfelu pusto po świętach, a na liście premier... właściwie nic. Code Vein 2 dla fanów anime-soulslike'ów, aktualizacja Animal Crossing dla posiadaczy Switcha 2, garść niezależnych produkcji i tyle. Gdzie wielkie hity? Gdzie ekskluzywne tytuły, które miały sprzedawać konsole? Zapraszamy w lutym. A najlepiej w listopadzie.
Co roku powtarza się ten sam schemat. Grudzień eksploduje premierami, wydawcy walczą o świąteczne portfele graczy, a potem nastaje cisza. Styczeń i luty to w branży gier martwy sezon - okres, w którym wielcy gracze milczą, a na scenę wychodzą mniejsze studia.
Pieniądze dyktują kalendarz
Odpowiedź na pytanie "dlaczego?" zaczyna się od roku fiskalnego. Sony i Nintendo kończą go 31 marca. Premiera w styczniu oznacza, że gra musi zarobić w zaledwie dwa-trzy miesiące, żeby wpłynąć na wyniki finansowe. Premiera w październiku czy listopadzie daje cztery-pięć miesięcy, łącznie z gorączką świątecznych zakupów. Matematyka jest bezlitosna.
Jest też kwestia psychologii konsumenta. Po grudniowym szaleństwie zakupowym przeciętny gracz ma już co grać. Świąteczne prezenty czekają w bibliotece, backlog pęcznieje od nieogranych tytułów. Kto w styczniu myśli o kupowaniu kolejnej gry za pełną cenę, skoro pod choinką wylądowały trzy inne? Jeden z dyrektorów Ubisoftu powiedział kiedyś, że firma celuje w premiery między połową lutego a początkiem marca, bo "gracze prawdopodobnie skończyli już swoje świąteczne gry".
Cień GTA 6
W tym roku martwy sezon wydaje się szczególnie dotkliwy. Nintendo, które zwykle potrafi zaskoczyć styczniową premierą, tym razem milczy. Japoński gigant, który wypuścił nie tak dawno Switcha 2 i teoretycznie powinien bombardować rynek exclusive'ami. Zapowiedzi na pierwszą połowę 2026 roku? Mario Tennis Fever, Yoshi and the Mysterious Book. Solidnie, ale trudno mówić o system sellerach. Brakuje odpowiednika Super Mario Odyssey, które w 2017 roku napędzało sprzedaż pierwszego Switcha, czy Zeldy, czyli jednej z najlepiej ocenianych serii gier w historii.
Sony i Microsoft milczą. Ubisoft teoretycznie mógłby coś pokazać, ale firma jest zajęta innymi sprawami. EA tradycyjnie czeka na wiosnę. Take-Two oszczędza amunicję na listopadowe GTA 6.
I właśnie GTA 6 może być kluczem do zrozumienia tegorocznej pustki. Gdy na horyzoncie majaczy najpotężniejszy tytuł dekady, wydawcy dwa razy się zastanowią, zanim wyślą swoje produkcje na rzeź. Nikt nie chce wypuszczać tytułu, który gracze porzucą po dwóch tygodniach, bo właśnie wyszło GTA. Lepiej poczekać do 2027, gdy kurz opadnie.
Efekty trzęsienia ziemi
Jest jeszcze jedna teoria, mniej wygodna dla branży. Może wydawcy po prostu nie nadążają z produkcją? Lata 2023-2025 przyniosły falę zwolnień, jakiej gamedev nie widział od dekad. Szacunki mówią o ponad 30 tysiącach utraconych miejsc pracy. W samym 2024 roku pracę straciło ponad 14 000 osób. W 2025 - kolejne tysiące.
Studia, które przetrwały, pracują okrojonymi zespołami nad mniejszą liczbą projektów. Budżety są mniejsze, harmonogramy - dłuższe. Efekty tych cięć zaczynamy odczuwać właśnie teraz - w postaci kalendarza premier, który świeci pustkami. Gry, które miały wyjść w 2026, zostały przesunięte. Projekty, które były w fazie koncepcyjnej, nigdy nie powstały. A ludzie, którzy mieli je tworzyć, szukają pracy w innych branżach.
Co robić w styczniu?
Optymista powie, że to szansa dla mniejszych twórców. Gdy wielcy milczą, niezależni producenci mają pole do popisu. Mniej konkurencji o uwagę mediów, mniej tytułów walczących o miejsce na listach życzeń. No i rzeczywiście, styczeń przynosi kilka ciekawych propozycji. MIO: Memories in Orbit wygląda na solidną metroidvanię w stylu Ori and the Blind Forest. Pathologic 3 kontynuuje popularną serię. Hytale wreszcie wychodzi z early access. Highguard od weteranów Respawn Entertainment próbuje swoich sił w formule raid shootera.
Dla graczy szukających czegoś większego jest jeszcze jedna opcja: nadrabianie zaległości. Ot, choćby w Game Passie w styczniu debiutują Star Wars Outlaws, Resident Evil Village i Final Fantasy VII Remake Intergrade. Czasem najlepszą grą miesiąca jest ta, którą przegapiłeś kilka miesięcy wcześniej.
Pesymista zauważy jednak, że to kolejny symptom choroby trawiącej branżę. Wydawcy boją się ryzyka, więc wciskają premiery w bezpieczny czwarty kwartał. Gracze narzekają na suszę w pierwszej połowie roku, zaś potem narzekają na zalew tytułów jesienią. Nikt nie jest zadowolony, ale nikt nie zamierza zmieniać systemu.
Według analizy firmy Newzoo, skupianie premier AAA między połową sierpnia a połową listopada "silnie koreluje ze słabszymi wynikami". W drugim kwartale jest mniej premier, ale generują porównywalny lub większy poziom zaangażowania graczy. Innymi słowy: wydawcy wiedzą, że styczeń to dobry moment na premierę. Po prostu boją się być pierwszymi, którzy zaryzykują.
Czekając na luty
Zostaje nam więc robić to, co zawsze w styczniu - czekać, nadrabiać zaległości i wracać do gier, które umknęły w świątecznym szale. Dać szansę tytułom, które przeszły bez echa, bo wyszły tydzień przed jakimś wielkim hitem.
A już w lutym branża wejdzie na wyższe obroty. Nioh 3, High on Life 2, Yakuza Kiwami 3 & Dark Ties, a przede wszystkim Resident Evil Requiem to produkcje, na myśl o których robi się nam cieplej!












