Spis treści:
- Pixel art z pazurem
- Dziewięciu wojowników, jeden cel
- Zaplanowany chaos
- Pytanie o długość życia
- Czy warto czekać na Dark Scrolls?
W skrócie
- Pierwsza śmierć w grze następuje bardzo szybko, a poziom trudności narzuca szybkie tempo od samego początku.
- Styl graficzny oraz projekt poziomów i bohaterów odwołuje się do klasycznych gier arcade, z naciskiem na pixel art i proceduralne generowanie etapów.
- Tempo meta-progresji jest powolne, a ograniczona liczba komponentów sprawia, że po kilku godzinach zaczyna odczuwać się powtarzalność.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Jest coś niemal prowokacyjnego w tym, jak doinksoft projektuje pierwsze minuty swoich gier. Gato Roboto rzucało cię w formułę metroidvanii bez żadnych wyjaśnień. Gunbrella dawało parasolkę-strzelbę i nie mówiło nic a nic. Dark Scrolls idzie tym samym traktem - zanim zrozumiesz, co właściwie trzymasz w rękach, ekran jest już pełen pocisków, a twoja postać leży i dokonuje żywota.
To nieprzypadkowe. doinksoft to studio, które od początku bardziej interesuje się logiką konkretnych doznań niż ambicją skali. Dark Scrolls nie chce być następnym Hadesem. Próbuje być czymś mniejszym, ciaśniejszym i przez to bardziej skupionym - hybrydą shoot'em upa, roguelite'a i estetyki arcade'owej lat osiemdziesiątych.
Pixel art z pazurem
Doinksoft nie ukrywa swoich inspiracji. Grafika Dark Scrolls to bezpośrednie nawiązanie do kultowego Ghouls'n'Ghosts. Te same groteskowe sylwetki potworów, te same ciemne, klaustrofobiczne przestrzenie i ta sama filozofia dotycząca poziomu trudności. Jest w tym pewna uczciwość - gra nie udaje, że wymyśla gatunek od nowa.

To, co robi z tym dziedzictwem, jest jednak autorskie. Animacje są płynniejsze niż to, co sugeruą statyczne ujęcia z gry. Wykrywanie kolizji - archaiczny miernik jakości w każdym pixel artowym platformerze - działa bez zastrzeżeń. Proceduralne generowanie układu poziomów nie kłóci się z projektami poszczególnych komponentów. W efekcie przypadek i intencja zostają tu pogodzone.
Z kolei muzyka trzyma się konsekwentnie syntetycznych brzmień rodem NES-a. A po jakiejś godzinie i tak schodzi na dalszy plan. Skupiamy się ostatecznie na tym, by zbytnio nie oberwać i dotrzeć do celu.

Dziewięciu wojowników, jeden cel
Wybór postaci w Dark Scrolls to bynajmniej nie decyzja kosmetyczna. Każdym z dostępnych dziewięciu bohaterów gra się inaczej. Na początek otrzymujemy trzech. Grizz to berserker zbudowany na bliskim dystansie i absorpcji ciosów. Pigeon jest tak szybki, że zajmie wam dobrą chwilę, zanim się przyzwyczaicie. Emerys to mag, który wymaga zupełnie innej pozycji względem ekranu.
Problem pojawia się po kilkunastu runach. Progresja - permanentne ulepszenia kupowane za walutę zdobywaną między próbami - jest zbyt powolna. W sklepie znalazły się perki, niszczycielskie ataki i sojusznicy, ale tempo odblokowywania sprawia, że progres w końcu zamienia się w grind.

Zaplanowany chaos
Największą zaletą Dark Scrolls jest… czytelny chaos. Ekran zapełnia się wrogami, pociskami i eksplozjami, a mimo to zawsze dobrze wiadomo, co się wokół nas dzieje.
Sterowanie jest początkowo luźniejsze, niż można się spodziewać po platformówce. Zapomnijcie o precyzji rodem z Celeste ani Dead Cells. Po czasie jednak zaczniecie rozumieć, że to zamierzony wybór. Gra stawia na refleks i stopniową adaptację, a nie na precyzję mierzoną w mikrometrach.

Tryb kooperacji dla dwóch graczy - lokalnie i online - sprawdza się zaskakująco dobrze.
Pytanie o długość życia
Po kilkunastu godzinach zacząłem dostrzegać sufit - te same pokoje, podobne wzorce przeciwników, identyczne walki z bossami. Proceduralne generowanie układu poziomów nie wystarczy, jeśli pula komponentów jest zbyt ograniczona. Pytanie, czy pełna wersja rozszerzy ją na tyle, żeby utrzymać zainteresowanie przez 30-40 godzin, a nie 10-15.

To coś, z czym mierzą się wszyscy twórcy roguelite'ów. Hades przyciąga na dłużej świetną oprawą i narracją, Dead Cells - nieprzerwanym strumieniem broni, a Binding of Isaac - synergiami tak absurdalnymi, że każdy run jest w nim praktycznie unikalny. Dark Scrolls ma zaś dziewięciu bohaterów i powolną meta-progresję. Na razie to za mało, ale dajmy jeszcze twórcom czas. To nawet nie jest jeszcze early access.
Czy warto czekać na Dark Scrolls?
Na ten moment to solidny roguelite platformer z wyraźną tożsamością i dobrze odrobioną lekcją z klasyki arcade. Poczekaj jednak, aż twórcy rozbudują zawartość, jeśli liczysz na wielogodzinną przygodę.










