W skrócie
- Meta zamknęła trzy studia VR, z których każde zostało zakupione w ciągu ostatnich pięciu lat i których gry były wykorzystywane przy promowaniu sprzętu Quest.
- Ubisoft zamknął studio w Halifaksie trzy tygodnie po utworzeniu tam związku zawodowego, a następnie poinformował o zwolnieniach w szwedzkich studiach Massive Entertainment i Ubisoft Stockholm.
- Według szacunków branża gier od 2022 do połowy 2025 roku straciła około 45 000 miejsc pracy; eksperci wskazują na rekordowe przychody branży, rosnące koszty produkcji oraz optymalizację zysków jako możliwe przyczyny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Styczeń 2026 miał być początkiem odbicia. Analitycy zapowiadali, że po latach 2023-2024 branża w końcu się ustabilizuje. Switch 2 napędzi sprzedaż, GTA 6 zarobi miliardy dolarów, studia wreszcie odetchną. Zamiast tego - trzy tygodnie nowego roku i już mamy zamknięte studia, setki zwolnionych pracowników i związek zawodowy walczący w sądzie.
Meta: kupić, wykorzystać, zamknąć
13 stycznia Meta ogłosiła zamknięcie trzech studiów VR: Sanzaru Games, Twisted Pixel i Armature Studio. Dla niewtajemniczonych - to twórcy jednych z najlepszych gier na gogle Quest. Sanzaru stworzyło Asgard's Wrath 2, tę samą grę, którą Meta rozdawało za darmo z Quest 3, żeby zachęcić do zakupu sprzętu. Twisted Pixel wypuściło Deadpool VR dosłownie dwa miesiące wcześniej. Armature zrobiło świetny port Resident Evil 4.
Wszystkie trzy studia Meta kupiło w ciągu ostatnich pięciu lat. Wykorzystało ich doświadczenie, zebrało nagrody, a teraz zamyka, bo firma "przesuwa inwestycje z metaverse w kierunku AI i urządzeń noszonych". W sumie Reality Labs - dział VR Mety - traci ponad tysiąc pracowników, około 10% załogi.
To nie jest nowy schemat. W 2024 roku Meta zamknęła Ready At Dawn, twórców Lone Echo i The Order: 1886. Wzorzec jest prosty: kupić studio z talentem, wypuścić grę, zamknąć studio. Następnie powtórzyć.
Ubisoft: związek? Jaki związek?
13 stycznia Ubisoft ogłosił zamknięcie studia w Halifaksie. 71 osób straciło pracę. Nic nadzwyczajnego w dzisiejszych czasach - Ubisoft zamyka i redukuje od dwóch lat. Ale jest haczyk.
Trzy tygodnie przed zamknięciem pracownicy Halifax zagłosowali za utworzeniem związku zawodowego. 74% poparcia. Pierwszy związek Ubisoftu w Ameryce Północnej. Certyfikacja przyszła 18 grudnia. Studio zamknięto 7 stycznia.
Ubisoft zaprzecza, jakoby jedno miało związek z drugim. Firma twierdzi, że restrukturyzacja trwa od dwóch lat i decyzja zapadła niezależnie od głosowania. Związek CWA Canada złożył skargę do Nova Scotia Labour Board i zapowiada walkę.
Zamknięcie firmy z powodu utworzenia związku jest w Kanadzie nielegalne. Nie twierdzimy, że to się wydarzyło. Ale będziemy domagać się informacji.
Pracownicy są mniej dyplomatyczni. "Timing jest co najmniej podejrzany" - mówi Jon Huffman, główny programista i członek komitetu organizacyjnego związku. Opisuje sześć miesięcy walki o certyfikację, podczas której Ubisoft kwestionował włączenie niektórych pracowników. A potem nagle, tuż przed Bożym Narodzeniem, firma wycofała wszystkie zastrzeżenia. Głosy policzono. Związek powstał. Studio zamknięto.
Tydzień później Ubisoft ogłosił kolejne zwolnienia - 55 osób w szwedzkich studiach Massive Entertainment i Ubisoft Stockholm. To twórcy The Division i Star Wars Outlaws. Firma zapewnia, że "długoterminowy kierunek" studiów nie ucierpi.
Skala problemu
Według różnych szacunków od 2022 do połowy 2025 roku branża gier straciła około 45 000 miejsc pracy. Sam rok 2024 przyniósł ponad 14 000 zwolnień. 2025 miał być lepszy - i był, ale tylko nieznacznie. A 2026 zaczyna się tak, jakby nic się nie zmieniło.
Lista firm, które w ostatnich latach przeprowadziły masowe zwolnienia, jest długa i obejmuje niemal wszystkich gigantów. Są na niej: Microsoft, Sony, Electronic Arts, Epic Games, Take-Two, Sega, Bungie, Unity, a także Riot Games. Jak widać, żadne studio nie jest bezpieczne.
Co gorsza, zwolnienia dotykają nie tylko przeciętnych pracowników. W tym tygodniu Unity pożegnało Majora Nelsona - Larry'ego Hryba, twarz Xbox Live przez ponad dwie dekady. Człowieka, który budował społeczność Xboxa, zanim social media w ogóle istniały. Jeśli nawet takie legendy branży nie są bezpieczne, to kto jest?
Dlaczego tak się dzieje?
Oficjalna narracja brzmi: pandemia napompowała branżę, a teraz uchodzi z niej powietrze. Firmy zatrudniały w 2020-2021, bo ludzie siedzieli w domach i grali jak szaleni. A teraz wracają do normalności.
Problem w tym, że "normalność" oznacza rekordowe przychody. Branża gier jest warta grubo ponad 200 miliardów dolarów rocznie. Mobile gaming bije rekordy. GTA 6 prawdopodobnie stanie się najszybciej sprzedającą się grą w historii. Czy tak wygląda kryzys? A może chodzi zwyczajnie o optymalizację zysków kosztem ludzi? No i w końcu jest AI, które zastępuje coraz bardziej wykwailifikowanych specjalistów w coraz szybszym tempie (ale to temat na inny artykuł).
Druga teoria: koszty produkcji rosną szybciej niż przychody. AAA z 2024 roku kosztuje dwa-trzy razy więcej niż AAA z 2014 roku. Gry muszą sprzedać się w dziesiątkach milionów, żeby wyjść na zero. Ryzyko jest ogromne, więc firmy tną tam, gdzie mogą. Także w zasobach ludzkich. A może przede wszystkim tam.
Trzecia teoria, niewygodna dla korporacji: to po prostu chciwość. Akcjonariusze chcą wyższych marż. Zwolnienia podnoszą cenę akcji w krótkim terminie. Nikt nie pyta, co stanie się za pięć lat, gdy zabraknie ludzi do tworzenia gier.
Co będzie dalej?
Związki zawodowe w branży gier wideo to wciąż rzadkość. Ale coś się zmienia. Bethesda Game Studios w Montrealu ma związek. Sega of America ma związek. Activision QA ma związek. Każde zamknięcie studia po głosowaniu - jak w Halifax - tylko wzmacnia argument, że pracownicy potrzebują ochrony.
Dla zwykłych graczy te wiadomości brzmią abstrakcyjnie. Kolejne studio do zamknięcia, kolejna gra wyrzucona do kosza, a na LinkedInie kolejny post kogoś, kto "szuka nowych możliwości". Pamiętajmy, że za każdym takim nagłówkiem stoją ludzie, którzy właśnie stracili pracę w branży, którą kochają i w której wielu z nich spędziło kilkanaście albo i kilkadziesiąt lat. I ci ludzie, którzy oddali grom serce, coraz częściej słyszą, że następnym razem powinni założyć związek… albo że właśnie dlatego ich zwolniono.












