W skrócie
- W Arms of God mechanika walki opiera się na systemie pięciu broni, których synergie mają kluczowe znaczenie dla efektywności rozgrywki.
- Gra oferuje dynamiczne fale wrogów, wydarzenia na mapie oraz możliwość odbudowy Katedry pełniącej rolę bazy.
- Wczesna wersja gry ma wolną progresję, wydłużone walki z bossami i spadek czytelności przy dużej liczbie przeciwników.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Na szersze wody Arms of God wypłynęło w grudniu 2025 roku podczas festiwalu Bullet Heaven Fest 3.0 na Steamie, kiedy to gracze mogli wypróbować demo gry. Reakcja graczy była natychmiastowa - demo bardzo szybko zaczęło notować tysiące pobrań, co robiło wrażenie, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że to projekt jednej osoby.
Ale stojący za projektem jednoosobowy deweloper, Dominik Sójka (działający jako Dark Jay Studio), nie osiadł na laurach. Od premiery dema gra doczekała się kilku dużych aktualizacji, wprowadzających nowych przeciwników, rozwinięcie kolejnych aktów oraz dodatkowe systemy opisujące świat i mechaniki. A teraz produkcja trafiła do wczesnego dostępu na Steamie i chociaż przed Sójką jeszcze sporo pracy, już teraz trudno się od niej oderwać.
Pięć ramion zagłady
Głównym fundamentem, na którym opiera się mechanika Arms of God, jest unikalny system pięciu broni (narzędzi do walki jest więcej, tylko maksymalnie możemy korzystać z pięciu). W przeciwieństwie do wielu konkurentów, gdzie kolejne zbierane pukawki po prostu bezmyślnie "strzelają same", tutaj każda broń pełni ściśle określoną funkcję. Zamiast ślepego kumulowania obrażeń, budujemy przemyślane (lub mniej przemyślane) synergie.
W praktyce ciągle lawirujemy między prędkością ataku, zasięgiem a różnymi typami obrażeń. System budowania postaci przypomina momentami skomplikowane gry karciane. Skomplikowane, ale też niezwykle satysfakcjonujące. Szybko zaczynamy eksperymentować, a udane próby i przejawy ciekawości Arms of God szybko nagradza. Odkrycie nowej kombinacji modyfikatorów potrafi wywrócić dotychczasową taktykę do góry nogami.

Arms of God pozwala dostosować sposób celowania i sterowania - możesz grać jak w klasycznym autoshooterze albo przejąć większą kontrolę nad ogniem, a do tego skorzystać z opcji ułatwień dostępu.
Bliżej Brotato niż Vampire Survivors
Co prawda punktem wyjścia dla Arms of God jest formuła znana z Vampire Survivors, pod względem rozgrywki bliżej mu do dynamicznego Brotato. Przetrwaniu kolejnych fal wrogów, które trwają po 30 czy 60 czy 150 sekund, towarzyszą krótkie przerwy na zakupy i wybór ulepszeń w sklepie.
Podczas samych fal nie ograniczamy się jedynie do uciekania przed hordami potworów. Sójka zaimplementował aktywne wydarzenia na mapie: od zabezpieczania przekaźników, przez zbieranie sztandarów, aż po otwieranie porozrzucanych skrzyń. Każda z tych aktywności nagradza nas zasobami, które po zakończeniu rundy wydajemy w naszej bazie wypadowej - Katedrze.

Odbudowa Katedry i mroczny klimat
Naszym celem w Arms of God jest walka z demonicznymi siłami i stopniowe odbudowywanie Katedry, która pełni rolę bazy wypadowej. W miarę postępów odblokowujemy kolejne skrzydła tego strategicznego hubu, takie jak kuźnia, rusznikarz, sanktuarium czy… konfesjonał. Każda nowa budowla daje nam nowe możliwości.
Fabuła występuje, ale na drugim planie, i nie jest podawana na tacy. Z historią i światem gry zapoznajemy się, po prostu przechodząc przez kolejne biomy, takie jak płonące pustkowia czy posępne lasy, oraz czytając krótkie teksty.
Wizualnie Arms of God odróżnia się od pastelowych, dwuwymiarowych pikseli konkurencji. Gra stawia na mroczną, trójwymiarową estetykę dark fantasy. Modele postaci są dopracowane, a wszechobecny brud, krew i gotycka architektura tworzą gęsty klimat. Z kolei metalowa muzyka nakręca do dalszej walki i sprawia wrażenie, że zabawa jest jeszcze bardziej dynamiczna.

Choroby wczesnego dostępu
Arms of God cierpi obecnie na kilka bolączek. Najbardziej dokucza chyba zbyt wolna progresja. Gdy w ciągu półgodzinnej sesji zdobywamy tyle zasobów, że ledwo stać nas na jedno, mało znaczące ulepszenie - chęć dalszej zabawy nieco spada. Żeby osiągnąć wyraźny postęp, musimy powtarzać te same plansze wielokrotnie.
Czasem problematyczni są też bossowie, ale nie w tym sensie, w którym powinni. Chodzi o to, że ich paski zdrowia są tak długie, że nawet mając przyzwoity sprzęt, można nie zdążyć się z nimi rozprawić w wyznaczonym czasie. No i drobnostka - kiedy na ekranie pojawia się naprawdę wielu przeciwników, chaos robi się nieco za duży i czytelność drastycznie spada.

Arms of God - pierwsze wrażenia
Arms of God to doskonała propozycja dla fanów (pod)gatunku autoshooterów i rozgrywki typu bullet heaven. Jeśli podobają wam się gry typu Vampire Survivors albo - w szczególności - Brotato, powinniście być zachwyceni. Wciągająca rozgrywka, satysfakcjonujący system rozwoju, kilkadziesiąt plansz na wiele godzin zabawy, a to wszystko w promocyjnej cenie na start, wynoszącej 33,99 zł? Nic, tylko brać! I kibicować Sójce, by jego dzieło z czasem stawało się tylko lepsze.











