"Obraza życia" czy sandbox ewolucji?
Wszystko zaczęło się od prezentacji dla twórcy "Spirited Away" i "Mojego sąsiada Totoro". Zespół deweloperów pokazał mu demo proceduralnie animowanego zombie, które poruszało się w nienaturalny, groteskowy sposób. Miyazaki nie krył oburzenia i tłumaczył, że przypomina mu to o przyjacielu z niepełnosprawnością i że twórcy tej technologii "nie mają pojęcia, czym jest ból". Całość nazwał obrzydliwą i stwierdził, że nigdy nie chciałby włączyć czegoś takiego do swojej pracy.
Technologia jednak przetrwała, a jej twórcy z Attructure Inc. najwyraźniej wzięli sobie krytykę do serca. Po latach wrócili z grą ANLIFE: Motion-Learning Life Evolution, która jest kompletnym przeciwieństwem tamtego koszmarnego demka. Zamiast zombie mamy tu kolorowy symulator ewolucji, w którym hodujemy abstrakcyjne formy życia i obserwujemy, jak uczą się poruszać. To coś w rodzaju Spore, ale w wersji totalnie na luzie (i z nazwą, która jest prawdziwym testem na dykcję).
Od internetowego mema do pozytywnych recenzji
Ironia losu polega na tym, że to właśnie dzięki tej niesławnej historii gra ANLIFE zyskała rozgłos. Większość recenzji na Steamie w jakiś sposób nawiązuje do pamiętnej wymiany zdań z mistrzem animacji. Można by się spodziewać, że fani Ghibli zaleją stronę sklepu falą nienawiści, ale stało się coś zupełnie odwrotnego. Tytuł ma obecnie status "pozytywny" i na moment pisania tego tekstu nie doczekał się ani jednej negatywnej opinii.
Gracze opisują produkcję jako "uroczą" i "relaksującą". W jednej z recenzji czytamy, że to "ewolucja w formie eksperymentu w piaskownicy, gdzie obserwujemy, jak symulowane maszynowo stworki uczą się istnieć metodą prób i błędów, często się przy tym przewracają". Co prawda rozgrywka jest podobno dość prosta i wystarcza na kilka godzin, ale wielu graczy docenia jej uspokajający charakter (idealna gra na drugi monitor, gdy na pierwszym dzieje się coś naprawdę stresującego). Ktoś nawet napisał, że "ciśnienie krwi mu spadło".
Twórcy wzięli sobie krytykę do serca
Jak patrzymy na ANLIFE, trudno nie odnieść wrażenia, że cała gra jest duchową odpowiedzią na krytykę Miyazakiego. Jasne kolory, stylistyka - wszystko przywodzi na myśl dziecięce zabawki i skupia się na afirmacji życia, a nie jego upiornej imitacji - to wyraźny zwrot o 180 stopni. Na swojej stronie internetowej deweloperzy z Attructure Inc. dyplomatycznie określają tamto wydarzenie jako coś - i to stało się "tematem do dyskusji".
Najlepiej podsumowują to słowa samego twórcy, Masayoshiego Nakamury, który już w 2018 roku mówił: "Tak naprawdę chciałem stworzyć życie przeżywane wewnątrz symulacji".
Wszystko wskazuje na to, że tamto demo z zombie było niefortunnym wyborem tematu, a nie ostateczną wizją studia. Historia zatoczyła koło, a narzędzie, które miało budzić grozę, ostatecznie służy do tworzenia czegoś.
Czy wiesz, że...
Słynny fragment z reakcją Hayao Miyazakiego pochodzi z czteroodcinkowego filmu dokumentalnego "10 Years with Hayao Miyazaki". Został on wyprodukowany przez japońskiego publicznego nadawcę NHK i pokazuje kulisy pracy legendarnego reżysera.










