Najwięcej szumu wywołały dwie produkcje: Elden Ring: Tarnished Edition i Borderlands 4. W przypadku pierwszej Bandai Namco nie pozwoliło nawet nagrywać materiałów z wersji demonstracyjnej, co natychmiast wzbudziło podejrzenia o problemy z optymalizacją. Jeszcze głośniej zrobiło się jednak przy nowej odsłonie Borderlands. Tester znany jako EpicNNG opisał na platformie X, że demo Borderlands 4 w trybie stacjonarnym "ledwo dobijało do 30 FPS" już przy kilku przeciwnikach na ekranie. Do tego dochodziły opóźnienia w sterowaniu i obniżona rozdzielczość. Trudno uznać to za dobrą wizytówkę sprzętu, który miał być przełomem w obsłudze dużych produkcji.
Nie jest to jednak wyłącznie problem samego studia Gearbox. Podobnie jak przy pierwszym Switchu, Nintendo ma udostępniać zestawy deweloperskie zbyt późno, co utrudnia pracę studiom. Efekt? Gry trafiają na pokazy w stanie dalekim od idealnego.
W sieci zawrzało - na forach i Redditcie przewija się rozczarowanie. Wielu graczy liczyło, że Switch 2 będzie w stanie konkurować z handheldami opartymi na Windowsie i w końcu zapewni pełną bibliotekę gier AAA w mobilnej formie. Na razie wygląda na to, że nic z tego. Na dokładkę pojawiła się informacja o ograniczeniach w lokalnym co-opie w Borderlands 4. Każdy gracz będzie musiał posiadać własną kopię gry, co przypomina rozwiązania znane z Baldur's Gate 3 i raczej pomysł ten nie spotka się z ciepłym przyjęciem ze strony fanów.
Switch 2 wciąż ma atuty, których nie da się podważyć - hybrydowość i marka Nintendo to mocne fundamenty. Ale jeśli problemy z największymi tytułami nie zostaną rozwiązane, obietnica możliwości odpalenia ulubionego tytułu AAA w każdym miejscu i o każdym czasie może pozostać tylko marketingowym hasłem.











