Wszystko zaczęło się od kontrowersyjnego klipu umieszczonego w sieci przez Biały Dom. Materiał prezentował nagrania z realnej ofensywy amerykańskiego wojska na różne obiekty w Iranie. Całość oprawiona została nietypowym montażem z wdrożeniem interfejsu przypominającego rozgrywkę z Call of Duty. Na filmie widzimy charakterystyczną minimapę czy też zdobywane punkty doświadczenia za dokonaną destrukcję na irańskiej infrastrukturze.
Ten materiał bardzo szybko stał się fundamentem do dalszej żarliwej dyskusji zainicjowanej przez Chance'a Glasco, jednego z założycieli Infinity Ward i twórcę, który miał realny wkład w rozwój pierwszych części Call of Duty. Weteran gamedevu rozpalił ogień, przyznając, że zupełnie nie dziwią go takie zagrania ze strony administracji Białego Domu.
Glasco wyznał, że Activision w przeszłości wywierało duże naciski na zespół Respawn Entertainment, by stworzyć pełnoprawnę odsłonę Call of Duty o tematyce i fabule ataku Iranu na Izrael. Dlaczego taka produkcja nigdy nie wyszła na światło dzienne? "Na szczęście zdecydowana większość naszych deweloperów była zniesmaczona tym pomysłem i projekt został odrzucony" - skwitował deweloper.
Niesmak miał wynikać z jednej rzeczy: lwia część zespołu miała nieodparte wrażenie, że wydawcom zależy na wtłaczaniu do rozgrywki srogiej propagandy politycznej, czego chcieliby uniknąć. "(...) rząd chętnie wykorzystałby rozrywkę, w tym gry wideo, jako sposób na wpływanie na opinię publiczną w ważnych kwestiach. Od dziesięcioleci naciski na wojnę z Iranem są wywierane przez wiele administracji" - wypalił.
Chance Glasco w krótkich dyskusjach z fanami dodał, że podczas swojej kadencji i pracy nad grami Call of Duty pozostał całkowicie transparentny i uczciwy wobec siebie. Deweloper miał nigdy nie być motywowany wyborami fabularnymi skorelowanymi z propagandą polityczną.











