Spis treści:
- Ostatnia wola aktora
- Ludzki wymiar sztuki
- Strach przed przyszłością
- Czy wiesz, że...
W skrócie
- Twórcy gry nie wykorzystają sztucznej inteligencji do odtworzenia głosu zmarłego aktora, mimo że dopuścił taką możliwość przed śmiercią.
- Studio Red Hook zdecydowało się zamiast tego przekazać darowiznę rodzinie i podkreśliło, jak ważna jest dla nich autentyczność sztuki.
- Decyzja o rezygnacji z AI spotkała się z dyskusją wśród graczy oraz została wyjaśniona przez dyrektora kreatywnego jako wybór mający chronić dziedzictwo Wayne'a June'a.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Ostatnia wola aktora
Wayne June przez lata nadawał mroczny ton serii Darkest Dungeon. Jego głęboki głos stał się wizytówką cyklu. Kanadyjskie studio Red Hook musiało zmierzyć się z ogromną stratą, gdy artysta odszedł. Okazuje się jednak, że lektor przed śmiercią próbował zabezpieczyć przyszłość marki. Zrobił to wbrew swoim wcześniejszym, bardzo kategorycznym przekonaniom na temat nowych technologii.
Współzałożyciel studia postanowił opowiedzieć o kulisach tej sytuacji. Chris Bourassa wyjawił na platformie Reddit treść wiadomości od aktora. Wynika z niej, że zmarły chciał ułatwić deweloperom dalszą pracę.
"W jednym ze swoich ostatnich maili do mnie Wayne dał nam pozwolenie na wytrenowanie sztucznej inteligencji na jego głosie, czemu przed końcem stanowczo się sprzeciwiał" - powiedział Chris Bourassa. "Nigdy o to nie prosiliśmy, myślę, że próbował postawić grę, zespół i fanów na pierwszym miejscu, zaoferować nam drogę naprzód".
Ludzki wymiar sztuki
Deweloperzy nie skorzystali z tej furtki. Zamiast trenować algorytmy na podstawie archiwalnych materiałów, przekazali darowiznę rodzinie zmarłego. Szef projektu wyjaśnił, że zachowanie autentyczności nagrań ma dla niego najwyższy priorytet, a maszyna nigdy nie odda emocji żywego człowieka.
"Nigdy, przenigdy nie zniszczyłbym jego niesamowitych i ponadczasowych występów, ucząc maszynę brzmieć jak on" - dodał Bourassa. "Jego głos i sposób mówienia były ludzkie, a ja jestem dozgonnie wdzięczny, że mogłem dla niego pisać".
Decyzja Red Hook Studios zaskakuje w obliczu tego, co się aktualnie dzieje w branży gier wideo (i nie tylko). Coraz więcej firm eksperymentuje z cyfrowym wskrzeszaniem zmarłych gwiazd, wykorzystując do tego zaawansowane modele językowe i generatory mowy. Często odbywa się to za zgodą spadkobierców, ale i tak budzi ogromny opór wśród odbiorców ceniących tradycyjne rzemiosło. W kinie widzieliśmy już podobne zabiegi przy rolach Carrie Fisher czy Vala Kilmera. Za każdym razem wywoływało to dyskusje o etyce w wykorzystaniu sztucznej inteligencji.
Strach przed przyszłością
Gracze zaczęli zastanawiać się nad konsekwencjami tej decyzji dla ewentualnej trzeciej odsłony cyklu. Jeden z fanów zasugerował na forum, że nowy, słabszy lektor w kontynuacji sprawi, iż odrzucenie sztucznej inteligencji okaże się błędem.
Dyrektor kreatywny szybko uciął te spekulacje i przedstawił filozofię, którą kieruje się jego zespół. Zaznaczył, że w tym konkretnym momencie jedynym słusznym krokiem jest całkowita rezygnacja z technologii i ochrona spuścizny Wayne'a June'a.
"Nie można podejmować decyzji opartych na strachu" - stwierdził deweloper. "W tej chwili najbardziej właściwą rzeczą, jaką możemy wybrać, jest unikanie AI i zachowanie dziedzictwa Wayne'a. Porównywanie hipotetycznych wyników doprowadzi cię do szału, a co gorsza, sparaliżuje cię w teraźniejszości".
Czy wiesz, że...
Pierwsza część Darkest Dungeon zadebiutowała w programie wczesnego dostępu na platformie Steam w 2015 roku i szybko zyskała status fenomenu. Gra wciągnęła miliony graczy dzięki bezlitosnemu poziomowi trudności oraz innowacyjnej mechanice stresu, która drastycznie wpływała na zachowanie bohaterów podczas eksploracji lochów.










