Legenda wraca w nowym stylu
Gdy słyszysz "Ron Gilbert", myślisz "przygoda". To naturalne skojarzenie, budowane przez dekady. Facet zaczynał swoją karierę w legendarnym Lucasfilm Games jeszcze w latach 80., gdzie stworzył nie tylko kultowe Monkey Island, ale też Maniac Mansion, rewolucjonizując gatunek gier przygodowych. Na jego koncie widnieje ponad sto różnych produkcji, w tym także Total Annihilation: The Core Contingency czy The Big Big Castle. Ostatnio, w 2022 roku, dopiął swego i po latach wydał Return to Monkey Island, czyli pełnoprawne zwieńczenie swojej pirackiej sagi, które zebrało świetne recenzje.
Właśnie dlatego zapowiedź Death by Scrolling na Gamescom 2025 była taką niespodzianką. Gilbert, mistrz narracji i łamigłówek, nagle pokazał światu grę, która na pierwszy rzut oka wygląda jak szalony, zręcznościowy koszmar. Nie ma tu miejsca na spokojne klikanie. Jest tylko nieustanny ruch, chaos na ekranie i presja, bo jeden błąd kończy całą zabawę. To zwrot o 180 stopni, który pokazuje, że deweloper po czterdziestu latach w branży wciąż ma ochotę na eksperymenty i nie zamierza odcinać kuponów od dawnej sławy.
Zapłać albo giń w Czyśćcu
Fabuła Death by Scrolling jest równie pokręcona, co sama rozgrywka. Gracze trafiają do Czyśćca, który wygląda jak dziwaczny zlepek różnych mitologicznych wyobrażeń o zaświatach. Uwięzione tam dusze mają tylko jedno zadanie: zebrać 10 000 sztuk złota, aby opłacić Przewoźnika. Twórcy sami określają tę kwotę jako "wygórowaną", co idealnie tłumaczy, dlaczego nasza podróż będzie długa i bolesna. Tutaj właśnie wkracza mechanika roguelike.
Każde podejście to osobna, generowana losowo próba zdobycia jak największej ilości złota. Śmierć jest permanentna, a po każdej porażce zaczynamy od nowa, bogatsi o doświadczenie i odblokowane ulepszenia. Centralnym punktem rozgrywki jest pionowe przewijanie ekranu. Musimy bez przerwy piąć się w górę, bo z dołu goni nas sam Ponury Żniwiarz, gotowy zakończyć naszą mękę jednym ciosem kosy. Zwiastun pokazany na Gamescomie udowodnił jednak, że ślepy pęd przed siebie to też nie jest najlepsza strategia. Kostucha potrafi bowiem zjawić się również na górze ekranu i skutecznie zablokować drogę ucieczki.
Retro styl i czarny humor
Wizualnie Death by Scrolling stawia na retro pixel art. Stylistyka jest mroczna, ale jednocześnie kreskówkowa. Wydaje się, że idealnie pasuje do czarnego humoru, z którego słynie Ron Gilbert. Dialogi, jak zapewniają twórcy, będą ostre, dowcipne i pełne autoironicznych odniesień. W grze znajdziemy kilku grywalnych bohaterów, a rywalizację napędzać będą internetowe tablice wyników, na których pochwalimy się swoimi najlepszymi próbami ucieczki z Czyśćca.
Za wydanie tytułu odpowiada MicroProse Software, firma-legenda, która powróciła na rynek po latach niebytu. MicroProse w przeszłości słynęło głównie z symulatorów i gier strategicznych.
Na ten moment Death by Scrolling została zapowiedziana wyłącznie na komputery osobiste. Nie wiadomo, czy w przyszłości trafi także na konsole. Oficjalna strona studia podaje aktualnie, że premiera jest planowana na końcówkę 2025 roku.
Czy wiesz, że…
Silnik SCUMM, który Ron Gilbert stworzył na potrzeby gry Maniac Mansion, był rewolucyjny nie tylko ze względu na technologię. Jego kluczowym założeniem było wyeliminowanie możliwości śmierci postaci gracza, co stanowiło frustrującą normę w ówczesnych grach przygodowych. Gilbert chciał, aby gracze skupili się na eksploracji i zagadkach, a nie na unikaniu nagłych zgonów.










