Tencent od kilku dobrych lat jest największym wydawcą gier wideo na świecie. Chińska korporacja inwestuje gigantyczne pieniądze w kolejne podmioty. Posiada znaczące pakiety akcji w Epic Games, czyli u twórców Fortnite i właścicieli silnika Unreal Engine, który to jest fundamentem wielu nowoczesnych produkcji.
Dodatkowo Tencent jest tak naprawdę właścicielem Riot Games, producentów League of Legends i VALORANT. Podmiot z siedzibą w Shenzhen istniejący na rynku od 1998 roku dzierży stery właścicielskie fińskiego Supercell, czyli deweloperów specjalizujących się w grach mobilnych m.in. słynnym Clash of Clans. Ponadto posiada udziały w Krafton, Techland, a nawet Bloober Team.
Tencent skrzętnie dywersyfikuje model swojej działalności w sektorze elektronicznej rozrywki, co rusz pozyskując kolejne pakiety udziałów. Już rok temu wzmożona aktywność chińskiej korporacji doprowadziła do zgrzytu z administracją USA. Departament Obrony uznał Tencent za firmę skorelowaną z chińskim wojskiem. To doprowadziło do spadku wartości akcji Tencent na giełdzie w Hongkongu. Reakcja ze strony przedsiębiorstwa z Państwa Środka była jednoznaczna - sprawa miała trafić na ścieżkę sądową.
Teraz, jak podaje Reuters, administracja Białego Domu ma naradzić się w sprawie możliwości funkcjonowania Tencent na rynku w USA. Financial Times dodało, że sam prezydent Trump ma spotkać się z głową Chin - Xi Jinpingiem już w przyszłym miesiącu, by omówić kwestie związane z tą sytuacją.
Urzędnicy USA są zdania, że inwestycje Tencent mogą uderzać w bezpieczeństwo narodowe Ameryki. Cel debat jest jasny: w najbardziej drastycznym scenariuszu władze Stanów Zjednoczonych chciałyby ograniczyć masowe kupowanie akcji amerykańskich podmiotów przez chińskiego giganta. W naradzie mają brać udział urzędnicy z Committee on Foreign Investment specjalizujący się w analizie wykupów amerykańskich przedsiębiorstw przez kapitał zagraniczny. Sprawa jest rozwojowa.











