W niemal każdym zakątku sieci można dostrzec wyraźną ingerencję sztucznej inteligencji. AI rozwinęło się do takiego stopnia, że niektóre fikcyjne materiały trudno odróżnić od prawdziwości. Trend dostrzegalny jest również w największym serwisie multimedialnym YouTube.
Raporty są jednoznaczne i brutalne: nawet jedna trzecia treści trafiających na YouTube może być tworzona przez narzędzia sztucznej inteligencji. Nie bez powodów w sieci wykrystalizowało się pojęcie "AI slop" odnoszące się bezpośrednio do kiepskich, niskiej jakości projektów nieposiadających żadnej istotnej wartości - oczywiście wygenerowanych przez sztuczną inteligencję.
Kanały korzystające z AI przeżywają prawdziwą ekspansję w Korei, Pakistanie, w Indiach, Stanach Zjednoczonych czy w Hiszpanii. Filmy udostępniane na tych kanałach gromadzą setki tysięcy, a nawet miliony odsłon, generując przy tym kosmiczne przychody swoim "twórcom".
Problem stał się na tyle powszechny, że dotarł do przedstawicieli YouTube. Sam prezes Neal Mohan nie kryje, że AI znalazło się na jego celowniku. "Wzrost popularności AI wzbudził obawy dotyczące niskiej jakości treści. Jako otwarta platforma pozwalamy na szeroki zakres swobodnej ekspresji, jednocześnie zapewniając, że YouTube pozostaje miejscem, gdzie ludzie dobrze czują się, spędzając czas" - stwierdził.
YouTube już zaczyna wdrażać kompleksowe narzędzia oparte na systemach filtracji zwalczania tzw. "AI slopów", czyli filmów o niskiej jakości, powtarzalnych i niewnoszących tak naprawdę żadnej zasadniczej wartości.
Wydaje się więc, że YouTube nadal pozostanie otwartą przystanią dającą twórcom dużo swobody, ale jednocześnie narzuci na siebie obowiązek utrzymania przynajmniej przyzwoitej jakości.










