Okazuje się bowiem, że klasyczna formuła, pozbawiona przytłaczającego mroku, traumy i brutalności znanych z nowszych odsłon, wciąż ma w sobie niesamowitą siłę i broni się doskonale nawet po niemal dwóch dekadach od premiery.
Remake lepszy niż remastery
Tomb Raider: Anniversary ukazał się pierwotnie w 2007 roku, by uświetnić dziesięciolecie marki. Warto podkreślić, że był to pełnoprawny remake, stworzony całkowicie od podstaw na nowoczesnym wówczas silniku Tomb Raider: Legend, a nie prosty remaster podbijający jedynie rozdzielczość.
Teraz ten kultowy tytuł trafił na konsole PlayStation 4 i 5 jako część prestiżowego katalogu PlayStation Classics. Co prawda obecna wersja bazuje technicznie na edycji z PS2, ale została odpowiednio ulepszona i dostosowana do współczesnych ekranów. Przede wszystkim otrzymujemy wyraźnie ładniejszą, ostrzejszą grafikę, wyższą płynność działania oraz pełen zestaw trofeów.
Wielu graczy i krytyków uważa, że właśnie Anniversary stanowi dziś absolutnie najlepszy, najbardziej przystępny sposób na poznanie oryginalnej przygody panny Croft. Niedawno wydana kolekcja remasterów (obejmująca surowe wersje pierwszych trzech części) została skrytykowana za archaiczne rozwiązania, natomiast remake z 2007 roku podchodzi do klasyki z ogromnym szacunkiem, a zarazem w dość nowoczesny sposób. Zachowuje ducha samotnej przygody i niespiesznej eksploracji, modernizując jednocześnie przestarzałe sterowanie i mechaniki, które w oryginale z 1996 roku mogłyby dziś zwyczajnie odstraszać nowych odbiorców.
Rozgrywka niczym dobre wino
Fabuła pozostaje wierna pierwowzorowi, zachowując jego prostotę i tajemniczość. Wpływowa bizneswoman Jacqueline Natla wynajmuje Larę Croft do odnalezienia mitycznego artefaktu znanego jako Scion Atlantydy. Misja szybko nabiera osobistego wymiaru, a nasza bohaterka wyrusza w samotną podróż przez ośnieżone szczyty peruwiańskich Andów, greckie ruiny i egipskie świątynie.

Od pierwszych minut uderza niesamowita płynność i gracja rozgrywki. Zapomnijcie o sztywnym, topornym poruszaniu się znanym z lat 90. - w Anniversary Lara z lekkością baletnicy wspina się po klifach, skacze nad przepaściami i wykonuje skomplikowane akrobacje na drążkach, przypominające najlepsze momenty serii Prince of Persia.
Sterowanie jest zaskakująco responsywne i intuicyjne, nawet jak na wyśrubowane, dzisiejsze standardy. Owszem, czasem wciąż trzeba precyzyjnie wymierzyć skok, ale praca kamery zazwyczaj wybacza drobne błędy, więc frustrujące upadki w przepaść zdarzają się tu rzadko.
Twórcy w bardzo przemyślany sposób uprościli też system walki. Dzięki pistoletom o nielimitowanej amunicji większość starć nie jest walką o przetrwanie, lecz efektownym tańcem, sprowadzającym się do zwinnych uników i precyzyjnych strzałów. Gdy zaś na scenę wkraczają gigantyczne dinozaury w zaginionym mieście, przygoda nabiera zupełnie nowego, epickiego wymiaru. Tego unikalnego poczucia skali, izolacji i autentycznego odkrywania nieznanego w serii od dawna brakowało.
Lekcja dla nowej Lary Croft
Pojawienie się Anniversary na nowych konsolach to idealna okazja do głębszej refleksji nad artystycznym kierunkiem całej serii. Tak zwana trylogia "survivalowa" (Tomb Raider, Rise i Shadow) miała bez wątpienia swoje zalety wizualne i narracyjne, ale była też niezwykle mroczna, ciężka i momentami przygnębiająca. Studio Crystal Dynamics postawiło w niej na brutalność, fizyczne cierpienie i nieustanne ukazywanie Lary jako ofiary, która w bólach musi stać się bezwzględną maszyną do zabijania. Animacje śmierci w reboocie z 2013 roku były na tyle drastyczne i sadystyczne, że przypominały momentami filmy z gatunku gore. Nie wszystkim przypadło to do gustu.
Nowsze gry mocno inspirowały się filmową akcją serii Uncharted, stawiając nacisk na walkę z falami ludzkich wrogów i strzelaniny zza osłon, przez co to, co najważniejsze - eksploracja grobowców i rozwiązywanie zagadek środowiskowych - zeszło na dalszy plan. Anniversary przypomina nam dobitnie, że Lara Croft to przede wszystkim inteligentna poszukiwaczka przygód i archeolog, a nie straumatyzowana wojowniczka walcząca z armią najemników. Ta gra daje czystą radość z odkrywania sekretów, nie epatując przy tym zbędną przemocą.
Być może właśnie ta idealna równowaga między akcją, eksploracją i lżejszym, bardziej awanturniczym tonem powinna stać się wzorem dla kolejnej, wciąż owianej tajemnicą odsłony cyklu. Crystal Dynamics ma przed sobą trudne zadanie, ale niewykluczone, że najlepszy szablon na przyszłość serii leżał przez te wszystkie lata tuż pod ich nosem, czekając na ponowne odkrycie.
Czy wiesz, że…
Toby Gard, jeden z głównych twórców i "ojciec" oryginalnego Tomb Raidera, opuścił studio Core Design tuż po premierze pierwszej części w geście protestu. Powodem była jego głęboka niezgoda na agresywną, seksualizującą wizerunek Lary Croft kampanię marketingową, która według niego stała w całkowitej sprzeczności z silnym i niezależnym charakterem stworzonej przez niego postaci.











