Samson anonsowany był na jedną z sensowniejszych gier akcji ostatnich lat. Twórcy zabierają nas do miasta, w którym rządzi brutalność, siła i bezwzględność. To tutaj zadłużony tytułowy bohater musi stawiać czoła licznym napotykanym na swojej drodze zagrożeniom. Udostępnione do tej pory zwiastuny mogły podsycać optymizm.
Pokazano na nich dużą dawkę efekciarstwa przeplecionego mięsistą fabułą, pościgami i nieustannie prowadzonymi ulicznymi bójkami z użyciem kopnięć i pięści. Dzisiaj nadszedł moment premiery gry. Samson trafił na pecety w całkiem rozsądniej cenie - za grę trzeba zapłacić na Steamie 99,99 zł.
Pierwsze recenzje niestety nie wyglądają zbyt optymistycznie dla studia Liquid Swords dowodzonego przez weterana branży, Chrisofera Sundberga. Samson w czystych statystykach i liczbach prezentuje się na razie dosyć przeciętnie:
- Steam: Mieszane opinie (ok. 50% pozytywnych)
- OpenCritic: 40% wskaźnik rekomendacji krytyków i średnia nota 58/100
- Metacritic: 53/100 w recenzjach krytyków
Zdecydowanie najmocniej krytykowane są aspekty techniczne gry. Optymalizacja sprzętowa pozostawia wiele do życzenia, o czym piszą zarówno branżowi recenzenci, jak i gracze na Steamie. System walki, który miał być największym walorem Samsona, prezentuje się jak w grach wydanych przynajmniej półtorej dekady temu.
Czarę goryczy przelewa również warstwa fabularna. Ten aspekt prezentuje się dosyć mdle, bezbarwnie i niekoniecznie jest w stanie się czymkolwiek wyróżnić. W zasadzie większość osób jest zgodna, że Samson w obecnej postaci wygląda jak gra znajdująca się w fazie alfa. Część osób w ogóle zastanawia się, jakim cudem projekt wyszedł na światło dzienne w takim stanie.
Warto mieć jednak na względzie, że Liquid Swords to nie jest zespół dysponujący budżetem na poziomie Rockstar Games. To, co jednak możemy napisać już teraz, to porównywanie Samsona do serii GTA było dalece przesadzone i nieadekwatne. Jak na reakcję branży zareagują deweloperzy? Oby tylko projekt nie podzielił losu MindsEye…











