"Znajdziemy cię, jeśli to zepsujesz"
Christophe Gans, rozmawiając z magazynem Variety, wrócił wspomnieniami do 2006 roku i pracy nad pierwszą ekranizacją kultowego horroru Konami. Okazuje się, że presja była znacznie większa, niż moglibyśmy przypuszczać. Reżyser, który latami zabiegał o prawa do adaptacji, stanął w obliczu ekstremalnej reakcji części społeczności.
"Pamiętam, że kiedy robiłem pierwszy film, otrzymałem mnóstwo gróźb śmierci" - wyznał Gans. Fani mieli wysyłać mu wiadomości o treści: "Jeśli to zepsujesz, znajdziemy cię".
W momencie premiery film spotkał się z chłodnym przyjęciem krytyków, którzy zarzucali mu "bezmyślne dialogi" i "przesadnie długi czas trwania", co zaowocowało wynikiem zaledwie 34% na Rotten Tomatoes. Jednak z biegiem lat produkcja zyskała status kultowej i dziś jest często wymieniana jako jedna z lepszych adaptacji gier wideo... tamtej epoki.
Powrót, który nie zachwycił
Historia lubi się powtarzać, ale nie zawsze na korzyść twórców. Najnowszy film Gansa, Return to Silent Hill, który miał być wielkim powrotem do mglistego miasteczka, zaliczył jeszcze twardsze lądowanie. Krytycy nie zostawili na nim suchej nitki, przyznając mu zaledwie 15% pozytywnych recenzji w serwisie Rotten Tomatoes. Publiczność była tylko nieznacznie łaskawsza - film przypadł do gustu 30% widzów.
Tak druzgocące oceny stawiają produkcję w bardzo niekorzystnym świetle, zwłaszcza na tle ostatnich sukcesów, jak seriale Fallout czy The Last of Us. Poprzeczka dla adaptacji gier wideo poszła w ostatnich latach mocno w górę i publiczność nie wybacza już potknięć, które uchodziły płazem dekadę temu. Pomimo tego reżyser nie składa broni i twierdzi, że chętnie nakręciłby kolejny film w tym uniwersum, bo "lubi ten świat" i czuje, że "wiele osób uważa, że wykonuje całkiem dobrą robotę" (cóż, optymizm to podstawa).
Adaptacje gier: kiedyś i dziś
Christophe Gans z satysfakcją zauważa, że reputacja jego pierwszego filmu z czasem urosła. "Podczas międzynarodowych wywiadów prasowych wszyscy dziennikarze zaczynali od słów: "Widziałem ten film, gdy miałem 13 czy 14 lat i go uwielbiałem"" - opowiada reżyser. To uczucie konfrontacji z "pokoleniem 2.0 miłośników Silent Hill" utwierdza go w przekonaniu, że jego praca przetrwała próbę czasu.
Analiza jego wypowiedzi wskazuje jednak, że choć reżyser docenia zmianę w percepcji swojego dzieła, mógł nie do końca zrozumieć, jak bardzo zmieniły się same oczekiwania widzów. To, co w 2006 roku było znośną próbą przeniesienia estetyki gry na ekran, dziś jest niewystarczające. Widzowie i gracze oczekują już nie tylko wiernego odwzorowania lokacji czy potworów, ale przede wszystkim złożonej fabuły i wielowymiarowych postaci, które były siłą growego pierwowzoru. Niestety, Return to Silent Hill tego nie dostarczył.
Czy wiesz, że...
Christophe Gans jest również reżyserem filmu "Braterstwo wilków" z 2001 roku. Produkcja ta, ze względu na swój unikalny klimat, dynamiczną akcję i stylizowane walki, jest uznawana za jedną z głównych inspiracji dla twórców... kultowego Bloodborne od FromSoftware.











