Pamiętacie premierę Resident Evil 7 z 2017 roku? To był moment absolutnie przełomowy. Po latach dryfowania w stronę kina akcji z domieszką horroru, z częściami piątą i szóstą na czele, Capcom wcisnął potężny hamulec i wykonał ostry zwrot. Wróciliśmy do korzeni, do ciasnych korytarzy, ograniczonej amunicji i poczucia osaczenia.
Kluczowym elementem tej rewolucji była zmiana perspektywy. Kamerę zawieszono nie za plecami bohatera, a bezpośrednio w jego oczach. Gracze z całego świata przeżywali koszmar Ethana Wintersa i czuli na karku oddech rodziny Bakerów. To był strzał w dziesiątkę. Gra zebrała fantastyczne recenzje i przypomniała wszystkim, dlaczego marka Resident Evil stała się synonimem survival horroru. Okazuje się jednak, że ten sukces miał swoją cenę.
Zbyt straszne dla graczy
Tą ceną była bariera wejścia, której niektórzy nie zdołali przekroczyć. W rozmowie z portalem GamesRadar Koshi Nakanishi, reżyser nadchodzącego Resident Evil Requiem, podzielił się zaskakującą refleksją. Przyznał wprost, że intensywność horroru w siódmej części serii dla części odbiorców okazała się zbyt duża. To właśnie dlatego w najnowszej odsłonie powróci możliwość przełączenia się na widok trzecioosobowy.
Nakanishi ujął to bez owijania w bawełnę. "Myślę, że niektórzy nie byli w stanie sobie z tym poradzić i albo nie ukończyli gry, albo nawet jej nie zaczęli" - powiedział. "I to jest coś, na co patrzę z perspektywy czasu, myśląc, że chcę mieć pewność, że ludzie mogą czerpać przyjemność z tej gry. Więc jeśli zacząłeś grę w perspektywie pierwszoosobowej i stwierdzasz, że to dla ciebie za dużo, to trzecia osoba jest niemal sposobem na lekkie cofnięcie się od tego poziomu horroru i ułatwienie sobie radzenia z nim poprzez posiadanie postaci na ekranie jako swego rodzaju awatara".
Strach ma wielkie oczy
Perspektywa pierwszoosobowa (FPP) bez wątpienia maksymalizuje immersję. Gracz nie ma bufora bezpieczeństwa w postaci widocznej na ekranie postaci. Każdy dźwięk, każdy cień za rogiem i każdy atak przeciwnika odczuwa się znacznie bardziej osobiście. To my, a nie nasz cyfrowy awatar, zaglądamy do ciemnej piwnicy. Dla fanów hardkorowego horroru to spełnienie marzeń. Ale dla osób, które grają dla fabuły, eksploracji czy po prostu dla relaksu, taka dawka adrenaliny może być paraliżująca.
Widok z trzeciej osoby (TPP) zmienia wszystko. Daje szersze pole widzenia, pozwala lepiej ocenić otoczenie i tworzy psychologiczny dystans między graczem a zagrożeniem. To już nie my jesteśmy atakowani, a postać, którą kontrolujemy. Dla wielu to wystarczająca różnica, by zamienić niegrywalny koszmar w emocjonującą, wciąż straszną przygodę. Wszystko wskazuje na to, że Capcom doszedł do wniosku, że zamykanie się na tę drugą grupę odbiorców jest po prostu nieopłacalne.
Czy wiesz, że…
Pierwsza publiczna prezentacja Resident Evil 7 odbyła się pod zupełnie inną nazwą. Było to demo technologiczne KITCHEN, które Capcom pokazywał na wczesnych prezentacjach wirtualnej rzeczywistości. Firma celowo ukryła fakt, że to zapowiedź nowej części serii, aby zbudować wokół projektu aurę tajemnicy.










