Steam powszechnie uznawany jest za dosyć bezpieczną i solidnie zabezpieczoną platformę. Ostatnie kilka lat ukazały jednak wzmożoną działalność hakerów, którzy wykorzystują najpopularniejszy serwis z grami do swoich niecnych partykularnych celów. Eksperci coraz częściej biją na alarm i rekomendują przezorność w płynnym poruszaniu się po platformie Valve.
Portfele kryptowalutowe graczy Steama w rękach hakerów
Odnotowano wiele przypadków kradzieży nie tyle kont z grami co… wartościowych portfeli kryptowalutowych. Złośliwe oprogramowanie potrafi kryć się nawet w najmniej spodziewanych produkcjach. Nie tak dawno informowaliśmy o niejakiej grze BlockBlasters. "(…) dzięki wbudowanemu złośliwemu oprogramowaniu była w stanie wykraść 150 tys. dolarów od ponad 260 nieświadomych niczego graczy. Hakerzy brali sobie za cel użytkowników Steama dysponujących portfelami kryptowalutowymi. Szajka działała dosyć prężnie i posiadała własnych "naganiaczy" nakłaniających m.in. streamerów do wypróbowania demonstracyjnej zainfekowanej wersji gry" .
Teraz na gorącym uczynku wpadł pewien mieszkaniec Florydy. Agenci federalni aresztowali niejakiego Zyaire'a Dontaeviousa Zamariona Wilkinsa uczestniczącego w procederze wykradania portfeli kryptowalutowych użytkowników przy pomocy gier (prawdopodobnie) na Steamie.
Działalność mieszkańca Florydy trwała od maja 2024 do lutego 2026 roku. Przestępcom udało się uruchomić i wydać na rynek osiem zainfekowanych malware gier wideo. Mówi się m.in. o takich pozycjach jak: PirateFi, Dashverse, Lunara oraz wspomnianym niechlubnym BlockBlasters.
Portfele, dolary, boty i... niechciana wpadka
Przez długie miesiące aktywności Wilkins i jego ekipa zainfekowała urządzenia 8000 osób, uzyskując dostęp do 80 portfeli kryptowalutowych. W toku śledztwa uznano, że szkody wyniosły co najmniej 220 tys. dolarów. Grupa działała prężnie i wielopłaszczyznowo, promując swoje 'dzieła' na rozmaitych platformach społecznościowych m.in. Discordzie, Telegramie czy X. Co ciekawe zespół cyberprzestępców dysponował specjalnymi botami, które w prosty sposób identyfikowały użytkowników z dużymi zasobami kryptowalut.
Wilkins wpadł dosyć niespodziewanie. Agenci powiązali jego nazwę użytkownika, którą posługiwał się w komunikacji z głównym programistą oprogramowania malware przez niezaszyfrowany komunikator Signal. Dalej poszło już po sznureczku - od nici do kłębka - wytropiono jego dane oraz adres zamieszkania.
Podejrzanemu grozi aż 10 lat więzienia. Sprawa jest rozwojowa, więc niewykluczone, że kolejne fakty wkrótce wyjdą na światło dzienne.











