Kilka tygodni temu wyciekami z GTA 6 żył niemal cały Internet. Jeszcze przed oficjalną prezentacją gry na Netfliksie haker o pseudonimie Cyberleek regularnie publikował przeróżne klipy wyjęte żywcem z nadchodzącego hitu od Rockstar Games. Społeczność błyskawicznie przystąpiła do analizowania i rozkładania na czynniki pierwsze tychże filmów.
Jeden z fragmentów gameplayu wyjątkowo wzbudził dużo sensacji wśród graczy, prezentując przebojową imprezę dla nudystów w wirtualnym świecie Leonidy. Jak wiadomo Rockstar pieczołowicie podchodzi do implementacji wielu 'smaczków' i nawiązań w swoich produkcjach gamingowych.
Gracze zaczęli zastanawiać się, jaki obiekt na Florydzie jest realnym odpowiednikiem miejsca ukazanego w wycieku GTA 6. Padło na resort Cypress Cove Nudist w mieście Kissimmee. Wieści te poniosły się na forach i w mediach społecznościowych, docierając do coraz to szerszych zakątków.
Szybko okazało się, że właściciele obiektu muszą zmagać się z istnym… armageddonem. Zakładka imprezowni na Mapach Google przeżywała prawdziwe oblężenie dziwacznych komentarzy ze strony internautów. Pojawiały się jawne odniesienia do klipu z Grand Theft Auto 6:
„Słyszałem o incydencie, który miał miejsce 24 sierpnia. Wszystko dobrze?”
„Proszę, uważajcie na gościa o imieniu Jason Duval”.
„Świetnie się bawiliśmy, dopóki jakiś mężczyzna nie wyciągnął lornetki”.

Niemal na każdy wpis zareagowali włodarze Cypress Cove Nudist, pisząc, że jest to SPAM / NADUŻYCIE stanowiące jawne nawiązania do gry Grand Theft Auto 6. "Te recenzje wydają się być częścią skoordynowanej serii sfabrykowanych postów, wykorzystujących odniesienia do GTA VI i powiązanych z naszą faktyczną działalnością" - napisali właściciele przybytku.
Sprawa poszła o krok dalej, bowiem niektórzy internauci domagali się od lokalu zapłaty za usunięcie lub zmianę komentarza. Sytuacja wokół Cypress Cove Nudist Resort idealnie pokazuje, jak potężną, a zarazem toksyczną siłą potrafi być współczesna społeczność graczy. Próby wyłudzania pieniędzy w zamian za usunięcie fałszywych recenzji to już nie niewinna zabawa w internetowych detektywów, ale realne uderzenie w biznes, który z branżą gamingową nie ma nic wspólnego. Dla Rockstar Games to kolejny dowód na to, że gigantyczny szum wokół ich nadchodzącego hitu wymyka się spod kontroli, a cyfrowe uniwersum potrafi brutalnie i bez ostrzeżenia wtargnąć w życie prawdziwych ludzi.











