W skrócie
- Microsoft złożył wniosek patentowy dotyczący systemu, który przerywa rozgrywkę w celu wyświetlenia reklam, oferując w zamian kredyty na dalszy czas zabawy.
- System ma analizować przebieg gry w poszukiwaniu odpowiedniego momentu na przerwę, potencjalnie wykorzystując uczenie maszynowe do analizy obrazu i dźwięku.
- Rozwiązanie może działać na poziomie systemu operacyjnego lub serwera, co budzi obawy o prywatność użytkowników oraz wprowadza zmienne zasady naliczania kredytów na czas gry.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
W grach mobilnych ten mechanizm zna chyba każdy, kto spędził z nimi przynajmniej 10 minut. Kończy się "energia" i trzeba poczekać albo obejrzeć reklamę. Microsoft proponuje coś bardzo podobnego, tylko zamiast energii mamy "kredyty". W zależności od ustawień może on oznaczać określony czas gry, ale nie musi. Równie dobrze może wystarczyć na kilka rund, jeden poziom czy określoną liczbę meczów online.
Kiedy kredyt się skończy, gra zostanie zatrzymana. Pojawi się reklama, a po jej obejrzeniu gracz dostanie kolejną porcję czasu lub postępu. Możliwe ma być również obejrzenie kilku reklam pod rząd i zgromadzenie kredytu na później. I właśnie ten fragment pomysłu podoba mi się najmniej. To jeden z powodów, dla których gry mobilne nigdy specjalnie mnie nie przekonały. Trudno byłoby mi uznać za atrakcyjną perspektywę przeniesienia takiego mechanizmu na PC czy konsole.
Autorzy wniosku zauważają zresztą problem, którego na smartfonie można czasem nie zauważyć. W telewizji czy serwisie streamingowym przerwę reklamową da się zaplanować. W grze sytuacja potrafi zmienić się w ciągu kilku sekund. Jeśli reklama pojawi się w złym momencie, można przez nią przegrać mecz albo zginąć w RPG.
Dlatego Microsoft , otwiera się w nowym oknieopisuje tzw. okno reklamowe. Reklama nie miałaby być wyświetlana dokładnie w chwili, w której skończy się kredyt, lecz dopiero wtedy, gdy gra znajdzie odpowiedni moment. Może to być ekran ładowania, zapis stanu gry, pauza albo zakończenie rundy. Sam moment można ustalić na kilka sposobów. Twórca gry może wcześniej wskazać miejsca, w których reklama jest dopuszczalna. Gracz może dostać możliwość wybrania momentu samemu, na przykład po otrzymaniu komunikatu z odliczaniem. Jest też trzeci wariant, najbardziej kontrowersyjny: decyzję podejmuje osobny system analizujący to, co aktualnie dzieje się w grze.
Dlaczego to jest kontrowersyjne? Opisany we wniosku moduł może wykorzystywać uczenie maszynowe do analizy obrazu i dźwięku. System może rozpoznawać między innymi obiekty, postacie, tekstury i animacje. W jednym z przykładów kolejne klatki obrazu są porównywane co ćwierć sekundy. Inny wariant zakłada analizę klatka po klatce. We wniosku pojawiają się również dane dźwiękowe, w tym komentarze gracza i komunikacja na czacie. Gamers Nexus porównuje ten pomysł z technologią stosowaną w telewizorach LG. Trzeba jednak zaznaczyć, że sam patent opisuje analizę jako sposób znalezienia odpowiedniego momentu na przerwę, a nie jako mechanizm dobierania konkretnej reklamy.
Mimo wszystko pytanie o prywatność nasuwa się samo. Co dokładnie dzieje się z analizowanym obrazem, dźwiękiem czy czatem później? Tego z samego dokumentu nie da się ustalić. Każdy, kto choć raz akceptował cookies, zna zapewne komunikaty w rodzaju "My i 2 137 naszych partnerów dbamy o Twoją prywatność". Tutaj nie wiemy nawet, czy takich partnerów miałoby być więcej i ilu mogłoby ich być. A jeśli analiza odbywa się na bieżąco, pozostaje też pytanie, gdzie właściwie trafiają dane potrzebne do jej przeprowadzenia?
Kolejna kwestia to sam sposób naliczania kredytów. Nie musi być przecież tak, że jeden kredyt zawsze oznacza tyle samo czasu. We wniosku pojawiają się przykłady, w których jego wartość zależy od rodzaju aktywności. Godzina samouczka może kosztować tyle samo co 30 minut kampanii albo 20 minut gry multiplayer. Możliwe jest nawet uzależnienie wartości kredytu od pory dnia. Ten sam kredyt może dawać godzinę gry po południu w dzień roboczy, ale już tylko pół godziny w weekendowy wieczór. Z punktu widzenia gracza oznaczałoby to po prostu wyższą cenę grania wtedy, kiedy ma na nie najwięcej czasu.
To wyraźny kontrast nawet w porównaniu z Game Passem, otwiera się w nowym oknie. W przypadku zwykłego korzystania z pobranej gry płacimy określoną kwotę i nie mamy żadnego licznika, który po jakimś czasie każe nam obejrzeć reklamę. W chmurze sytuacja już niestety wygląda inaczej, bo Microsoft od listopada wprowadza miesięczne limity godzin.
We wniosku Microsoft proponuje jeszcze inny sposób rozliczania dostępu. Płacimy naszą uwagą (i czy aby na pewno tylko nią?) za dostęp do każdego kolejnego fragmentu rozgrywki. Problem w tym, że wartość tych fragmentów ustala operator systemu. Gracz może zdecydować, kiedy obejrzy reklamę, ale z samego dokumentu nie wynika, czy będzie mógł całkowicie zrezygnować z reklam, na przykład wykupując odpowiedni wariant usługi.
Zmienił się zresztą sam tytuł wniosku. Wersja z 2023 roku mówiła o "treściach promocyjnych". Obecna skupia się na "zarządzaniu dostępem" do aplikacji. Niby drobna różnica, ale dobrze pokazuje, jak szeroko można potraktować taki mechanizm. A jak kontrowersyjna w ostatnim czasie stała się kwestia "dostępu" do gier pokazuje zamieszanie wokół inicjatywy Stop Killing Games.
Pod koniec swojego materiału Gamers Nexus sugeruje, że przesiadka na Linuksa nie będzie tutaj rozwiązaniem. Z tym akurat bym polemizował. Z opisu patentowego wynika, że system może zatrzymywać aplikację na poziomie systemu operacyjnego. Może działać bezpośrednio na komputerze lub konsoli, ale również po stronie serwera. To ostatnie ma znaczenie przede wszystkim w przypadku grania w chmurze. Sam systemowy wariant przeznaczony dla Windowsa nie przeniesie się przecież automatycznie na Linuksa. Osobną sprawą są reklamy wbudowane bezpośrednio w grę. Te oczywiście mogą działać również przez Protona. Problem w tym, że zasady Steama ograniczają możliwość uzależniania rozgrywki od oglądania reklam i przyznawania za nie nagród.
Zresztą sam używam dziś Bazzite. Przesiadłem się, kiedy kolejne aktualizacje zaczęły psuć mi system, a Windows w pewnym momencie przestał nawet wykrywać moje słuchawki Bluetooth. Ostatecznie okazało się, że mogę grać w zasadzie w te same gry co wcześniej. Dotyczy to również nowych produkcji, takich jak The Blood of Dawnwalker.
Czy patent Microsoftu kiedykolwiek zamieni się w funkcję dostępną w grach? Tego oczywiście nie wiadomo - firmy technologiczne patentują mnóstwo pomysłów, które nigdy nie wychodzą poza dokumentację. Microsoft również nie odniósł się publicznie do tego konkretnego wniosku. Jest jednak coś, co zwraca uwagę: pomysł pojawił się już w 2023 roku i najwyraźniej nadal jest rozwijany.
Jakiś czas temu pisałem, że Linux jest dla tych, którzy chcą naprawdę posiadać swój komputer, zamiast dzierżawić go od Microsoftu. , otwiera się w nowym oknieTeraz ta metafora zaczyna brzmieć trochę inaczej. Ktoś w Redmond najwyraźniej postanowił potraktować ją dosłownie.











