Pierwsze spojrzenie na walkę w The Blood of the Dawnwalker mogło u wielu graczy przywoływać wspomnienia z Kingdom Come: Deliverance - chodzi przede wszystkim o dopasowanie przycisków parowania do kierunków, z których nadchodzą ciosy. Blokowanie co prawda da się zautomatyzować, ale według Konrada Tomaszkiewicza ryzykujemy utratę doświadczenia podobnego do Guitar Hero. Brzmi dziwnie? Jego zdaniem parowanie w The Blood of Dawnwalker jest podobne - "z początku nie możesz trafić we właściwy przycisk, a potem grasz naprawdę trudne utwory".
"Gdy zaczynasz się przyzwyczajać do kierunkowej mechaniki walki, staje się ona tak dobra, że wierzymy iż właśnie w ten sposób większość ludzi będzie grać".
Na szczęście tylko z pozoru zanosi się na trudną przeprawę. Twórcy pomyśleli o znacznikach, które mają pomóc graczom nakierowując ich we właściwą stronę. Jeśli komuś brakuje wyzwania, może zawsze je wyłączyć i opierać się jedynie na zwracaniu uwagi na zachowania przeciwnika i parowaniu zgodnym z nimi.
Są jeszcze wampirze zdolności, w tym krzyk, który ogłusza przeciwników na kilka sekund. Za dnia nie są dostępne, ale wtedy zamiast nich do dyspozycji mamy Klątwy - tylko najpierw musimy rozwinąć naszą postać w ich kierunku. A wszystko kosztuje nas drogocenny czas, pozostały głównemu bohaterowi by uratować jego rodzinę.
Twórcy niedawno ujawnili fragment rozgrywki, na którym zaprezentowano walkę z jednym z bossów. Podczas eksploracji nocą, Coen napotyka Xanthe, najstarszą wampirzycę i sojuszniczkę głównego złoczyńcy gry. Będzie musiał zmierzyć się z Krwawą Strażą, która wykorzystuje krew wampirów, aby stać się silniejszą, a ostatecznie z samą Xanthe, która posługuje się umiejętnościami kontroli krwi. Trzeba również uważać na Wrzącą Krew, ponieważ może ona natychmiast zabić Coena.
O tym co jeszcze kryje w sobie gra przekonamy się natomiast już 3 września, gdy gra pojawi się w wersjach na Xboxy Series X i S, PlayStation 5 oraz pecetach.











